W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2018

I niestety, znów o wandalach będzie

2018-12-04

Tak to już jest, że działa zasada, uderz w stół, a nożyce się odezwą. Piszemy ostatnio w naszym portalu o wandalach, o straszliwych skutkach ich czynów. No niestety, kolejna cegiełka do tego muru złych informacji została dołożona.

Szłam sobie wczoraj rano do mojej ulubionej pracy. Myślałam o rzeczach, które muszę zrobić. Myślałam o tych małych i maleńkich, którzy do nas na „Dogonić Pippi” jadą z Miasta, ale i z regionu, jak i spoza regionu, bo i z Pomorza Zachodniego. Układałam sobie w głowie pewne prozaiczne rzeczy. A jako stary już i siwy perypatetyk tak mam, że w drodze najlepiej mnie się myśli. Lata doświadczeń mnie przekonały, że w drodze nawet trudne kwestie znajdują proste i dobre rozwiązania. I tak sobie szłam, aż doszłam do skwerku, którego już nie lubię i raczej nie polubię. Mam na myśli skwerek przy Łaźni. I tu zonk. Nagle zobaczyłam położone płotki techniczne konieczne przy remoncie. Zanim zdołałam coś pomyśleć, usłyszałam komentarz jednego z panów budowlańców. Tak to poszło – No i znów ktoś powywracał nam ogrodzenie, jak tak można, dlaczego? A drugi z panów dodał komentarz, który nijak się nie nadaje do cytowania, bo wygląda to tak – No…., …. co im przeszkadzało…., …., …. No i znów dużo głupiej roboty przed nami, ….

Choć akurat z tym remontem kompletnie mnie nie jest po drodze, rozumiem emocje. Można się nie zgadzać z tym głupim remontem, ale nie można się zgadzać na wandalizm w czystej postaci. Jakaś głupia i pijana albo naćpana ręka postanowiła się „zabawić”. I się zabawiła. Oczywiście, nie da się tej ręki w żaden sposób namierzyć i ukarać. Choćby w taki sposób, żeby te powalone płotki postawiła.

Poszłam dalej. I co było dalej? Dalej to były powalone kasty śmietnikowe. Same się nie wywróciły, nawet przez ten smarkaty lód, który utrudnił nam wszystkim życie podczas minionego weekendu. Ktoś to zrobił. Ktoś. Potem widziałam wywalone kolejne śmieci. Też ktoś to zrobił. Robiło mnie się coraz bardziej smutno.

A potem wróciłam do własnego domu, do własnej kamienicy i zobaczyłam, że jakaś durna ręka popaćkała moją bramę. Te głupie paciagi, ponoć tagi graficiarzy, jak dla mnie ostateczne barbarzyństwo, pojawiły się u mnie w kamienicy. Powiem tak. Szlag jaśnisty mnie zwyczajnie trafił. Bo ja będę musiała za jakiś czas zapłacić za renowację, zresztą którąś już z rzędu, bramy.

I jak niszczone są bezrozumnie rzeźbki miejskie, prywatna fundacja w końcu, czego nie rozumiem, tak samo niszczone jest wszystko. Wszystko. I tak samo mnie boli, kiedy ktoś, jakiś głupek, nie jest istotne, trzeźwy, pijany czy naćpany, niszczy własność publiczną, jak i moją – vide brama w kamienicy. Wiem, jak to można zatrzymać. Wiem. Tylko edukacja, tylko pokazywanie dzieciom, potem podrostkom, w końcu zbuntowanym nastolatkom tego, co w mieście piękne jest. I mówienie, że trzeba o to dbać, bo to wszystko nasze. Nasze w sensie, mieszkamy w tym mieście, dbamy o to miasto, lubimy się nim chwalić, chcemy, żeby do nas przyjeżdżano. Jak jedziemy gdzieś tam dalej, to też uważamy, żeby nic nie zniszczyć. Uda się? Ano nie. Bo nie ma takiej woli, aby taką wiedzę, taką wrażliwość przekazywać. A nawet jak będzie wola, to czasu nie ma. Czemu czasu nie ma? Pytanie pozostawiam otwarte.

Mnie mocno to boli, ale co zrobić?

A teraz z drugiego kątka. Może nie wprost gorzowskiego, ale bardzo bliskiego. Akurat tak się składa, że do Kostrzyna na Twierdzę wielu z Miasta jeździ, ja sama z wieloma wycieczkami też się tam często wyprawiam. Furda wycieczki. Sama tam jeżdżę, bo jak już kilka razy pisałam, rok bez wizyty w Twierdzy, rokiem straconym. Tym razem dobre wieści z Muzeum Twierdzy. Ale oddajmy głos ludziom z Muzeum. Poinformowali oni bowiem o tym, co się wydarzyło. Cytuję: „Kartusz herbowy powrócił do Kostrzyna! Kilka miesięcy temu informowaliśmy o sensacyjnym znalezisku w postaci kartusza herbowego z piaskowca zdobiącego niegdyś bramę wjazdową do Arsenałów Królewskich w Kostrzynie. Pierwszy z nich został odnaleziony, a właściwie odzyskany przez nas w 2012 r. Drugi znalazł się 50 km od Kostrzyna. Obiecaliśmy, że po zakończeniu negocjacji z obecnym posiadaczem zabytku ujawnimy okoliczności wywiezienia poza miasto. I oto nadszedł ten moment. Miejscowość Ściechów położona jest w centrum trójkąta z wierzchołkami w Dębnie, Myśliborzu i Gorzowie Wlkp., 5 km od Lubiszyna. Ciekawostką może być fakt, iż jest to jedna z najdłuższych wsi w Polsce, a urodził się w niej as lotnictwa III Rzeczy Hans Grünberg (to tylko informacja, a nie wyraz naszego uznania dla niemieckiego pilota). Mieszkaniec Gorzowa p. Piotr Ptaszkiewicz, zakupił jakiś czas temu nieruchomość w tej wsi. Podczas oględzin zabudowań zwrócił uwagę na spory ozdobny kamień z piaskowca przedstawiający obustronnie tarcze herbowe. Od poprzednich właścicieli uzyskał informację, iż kamień ten został przywieziony wiele lat temu do Ściechowa, jeszcze w latach 70. Znalazł się on na wywrotce razem z hałdą piasku zamówionego dla przeprowadzenia prac budowlanych na posesji. I tak już tam pozostał. Po objęciu gospodarstwa p. Piotr próbował rozwikłać tajemnicę pochodzenia kamienia. Jego »śledztwo« trwało kilka miesięcy i raczej przypadkowo (bo odległy o 50 km Kostrzyn nie był raczej w kręgu zainteresowań) natrafił na informację opublikowaną w 2012 r. przez Muzeum Twierdzy Kostrzyn o odnalezieniu kartusza herbowego z kostrzyńskiego arsenału. Porównując fotografie z posiadanym przez siebie obiektem, stwierdził, że jest to prawie identyczny obiekt. W lipcu br. po telefonie do Muzeum Twierdzy i wizycie naszych przedstawicieli w Ściechowie nie było żadnych wątpliwości: był to drugi z pary kartuszy umieszczonych niegdyś na kolumnach przy bramie wjazdowej do arsenału w sąsiedztwie zamku. Pozostało tylko dojść do porozumienia… Obie strony wyrażały wolę pozytywnego załatwienia sprawy. Podkreślić należy postawę właściciela, który z dużym zrozumieniem podszedł do tematu i tak naprawdę największą przeszkodą był sentyment do obiektu, niż wszelkie pozostałe względy. Ostatecznie uzgodniono wszelkie warunki, podpisano umowę i w dniu dzisiejszym ekipa MTK pojawiła się w Ściechowie. Z niemałym trudem udało się załadować ważący kilkaset kilogramów kartusz i przewieźć do Kostrzyna, gdzie po rozładunku i umyciu trafił do Bastionu Filip, gdzie prezentowany będzie już od wiosny w sali z makietą twierdzy. I w ten oto sposób kolejny obiekt Starego Miasta wrócił na swoje miejsce. Odnaleziony piaskowiec jest widomym znakiem tego, że być może uda się natrafić i pozyskać jeszcze inne elementy związane z historią Kostrzyna”.

Ja tylko dodam, że żona pana Piotra z trudem rozstała się z tą piękną ozdobą, ale w końcu wartości wyższe zwyciężyły. I znów mamy przykład wspanialej postawy obywatelskiej gorzowian wobec historii oraz spuścizny kulturowej. Państwu Ptaszkiewicz gratuluję bardzo, bardzo takiej postawy. Muzeum także gratuluję. Już kombinuję, jak namówić dyrekcję, żeby pokazała… I jak znów do Kostrzyna pojadę, to z dumą wielką będę mówić, że gorzowianie się do chwały i urody oraz odbudowywania ze szczątków zachowanych i gdzieś po wsiach rozsianych tego unikalnego miejsca dołożyli. Gratulacje. Inna rzecz, że jak do Wawy się wypuszczamy, to warto pamiętać, że trochę tam w różnych budynkach cegieł z Kostrzyna oraz i z Gorzowa jest.

Ps. Dziś Barbórka. Święto górników z kopalń węgla kamiennego, węgla drzewnego, kopalń soli, kopalń wszelakich, jak choćby miedzi tuż za naszą granicą wojewódzką. Na Górnym Śląsku jest taki zwyczaj, że orkiestry dęte górnicze – najlepsze – wczesnym rankiem ruszają w miasta. Grają, budzą, i nikt nie ma im, orkiestrom znaczy, tego za złe. Raczej ludek się cieszy, że Barbary święto nastało. Najbliżej nas jest kopalnia, czynna, w Sieniawie. Ale w Mieście mieszka cały pokaźny bukiet pięknych kobiet – Barbar. I jak w Sieniawie będą się cieszyć ze święta, tak i my w Gorzowie też. Każdej Basi, Barbarze, Baśce, Barbórce, Basieńce, wszystkim Basiom – samego dobrego, samego naj, i niech was Orkiestra Dęta nie budzi, ale mężowie, dzieci, wnuki, partnerzy, wszyscy najbliżsi – z kawą, tortem, grzankami, kijami do chodzenia, z tym, czego tylko chcecie. Samego naj…Barbary, wasze święto… A my się z bukietami dołączamy.