W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2018

No i znów kolej dostarcza mi dobrych informacji

2018-12-05

Już za kilka dni pociągi dojadą i odjadą z Gorzowa Wschodniego. Na estakadę przyjdzie jeszcze poczekać ze trzy miesiące, co dobrze by było, żeby tylko tyle, ale fakt, że już nie autobusem do Santoka czy czarnej dziury – Krzyż, jest dobrą informacją.

To dla mnie jest informacja dnia, że PKP, znaczy jakaś tam jedna z miliona spółeczek kolejowych, kończy jakiś remont i już będzie się jechało do czarnej dziury – Krzyż i dalej w Polskę bez korowodu autobusowego. Bo jednak te przesiadki, przenosiny, zmiany były i są dolegliwe. Naprawdę. Wiem o tym, bo z reguły tylko komunikacją publiczną jeżdżę. No chyba, że zdarzy się wyjątek i rodzina albo znajomi wezmą mnie do własnego auteczka. Ale generalnie kolej. Jakoś za ostatni czas tak się zadziało, że podróżowałam do Miasta Koziołków kilka razy i zawsze to były podróże z przygodami. Bo trzeba było się przesiąść, co w Krzyżu może być problematyczne. Bo trzeba było gonić do pociągu, co w przypadku starszej i siwej pani było mocno problematyczne. No wyobraźcie sobie państwo galop do pociągu – bo za chwilkę odjedzie, a na następny przyjdzie czekać godzinkę (Zbąszynek ta stacja się nazywa). Galopowała pani Ochwat i nawet na mecie, czyli w pociągu drugim, na ostatnich pozycjach nie była. Sama byłam zaskoczona (sic!).

Co prawda, do szczęścia pełnego trochę brakuje. Bo jak wszelkie wieści gaworzą, dopiero w marcu przyszłego roku dojedziemy z czarnej dziury – Krzyż do Gorzowa Wielkopolskiego Centralnego. Trzymam kciuki mocno, żeby to jednak marzec był. Miało być już, ale jak patrzę na rozmach, na prace, które się tam dzieją, to rozumiem, że coś się opóźni. Mam w zwyczaju narzekać, wyrzekać oraz labidzić, że znów opustka, że znów nic się o czasie nie udało. Bo jak wszyscy wiedzą, ulubionym sportem ziomków żyjących między Bugiem a Odrą jest narzekanie i wyrzekanie. Ale w przypadku remontu estakady labidzić i narzekać zwyczajnie się nie da. Dlaczego? Ano z prostej przyczyny. Tam naprawdę remont trybił i trybi tak, że ręce do oklasków składać. Wiele razy widziałam późną godziną i w chłodne dni ludzi pracujących przy tym remoncie. Ale jak się taką szacowną staroć i w dodatku wpisaną do rejestru zabytków remontuje, właściwie generalnie pierwszy raz od chwili wybudowania, to różnych rzeczy spodziewać się można. Dlatego wcale nie wydziwiam, nie narzekam, tylko czekam.

Ale i tak dobrze, że już z Miasta nad Wartą do czarnej dziury – Krzyż oraz w drugą stronę dojadę pociągiem. Z Gorzowa Wschodniego do domu mam niedaleko. I nawet jak z targów turystycznych w Mieście Koziołków wracać będę z coś 20 kg map i innych rzeczy, to dam radę. Nie będę musiała bowiem łazić po schodach w czarnej dziurze. Szynobusik mnie dowiezie do mego Miasta, a potem to sobie dam radę. Jednym słowem, jakieś malusie światełko w tunelu jest.

A teraz z drugiego kątka. Z przerażeniem wielkim patrzę na zdjęcia zamieszczone w mediach społecznościowych. Mam na myśli pewną klatkę schodową w centrum miasta, którą jakaś – nie powiem jaka, bo w szacownym portalu takie przymiotniki są kompletnie nie na miejscu – popaćkała w straszliwy dla mnie sposób. Mam na myśli napisy gloryfikujące nazizm, a właściwie hitleryzm, poniżające Żydów, nawołujące do nienawiści. Co więcej, nawołujące do straszliwego czasu pieców. Powiem tak. Myślę, że te hasła, te szubienice, te znaki SS napisali jacyś durni ludzie, ludzie, którzy nic nie wiedzą o przeszłości. Bo w głowie zwyczajnie mnie się nie mieści, że ktoś normalny z wiedzą choćby podstawową, mógł całkiem świadomie takie rzeczy napisać. Dobrze zareagował ADM, który przyjął zawiadomienie o tej strasznej rzeczy. Musiał poczekać na specjalistę od szkód, ale też zawiadomił policję. Specjalista ubezpieczyciel ocenił szkody, ADM zamaluje, wróci stan pierwotny. Klatki schodowej. Ale co z tymi, którzy tak swobodnie umieścili gadzie hasła i gadzie znaki? Raczej nie przypuszczam, że uda się ich namierzyć, ukarać. I to jest straszne.

Zawsze myślałam o Mieście nad Wartą, że wolne od takich rzeczy jest. Bo historia, bo jednak takie a nie inne usytuowanie, bo jednak bliskość Zachodu… No nie. Jednak zdarzyło się to, z czym na co dzień mierzą się w Białymstoku czy Łodzi.

Zwyczajnie nie rozumiem, jak można takie rzeczy wypisywać. Gadzie hasła, gadzie teksty wobec innych ludzi. Ale skoro dzieci potrafią zniszczyć dekoracje świąteczne, co zdarzyło się w Mieście, to może i pora się przestać dziwić, że ich starsi bracia albo znajomi potrafią takie hasła pisać. Życzyć komuś szubienicy czy pieca to coś ostatecznie straszliwego. Karma tak ma, że wraca. Zawsze wraca. Ja bym się bała…

Ps. Dziś 6 grudnia…. Samych dobrych chwil, samych ciekawych prezentów, takich małych i takich dużych… Mikołaj i Piotruś, znaczy Rudolf mnie informują, że 6 grudnia to jakiś dziwny wynalazek. W drogę magicznymi saniami ruszają 24 grudnia. Piotruś – znaczy Rudolf – najważniejszy renifer w zaprzęgu Mikołaja – dodaje, że dojadą wszędzie. I uprzejmie prosi, aby nie mieszać tradycji. Tak, czy inaczej, samego dobrego dnia… Samych niespodzianek, jeśli kto lubi. Dobrego dnia.