W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

No i tak w huku jednak sztucznych ogni przyszedł Nowy Rok

2019-01-02

Tradycji stało się zadość. Najpierw jakieś oszołomy waliły petardami, aż dom rodziców trząsł się w posadach, ale potem było pięknie. Koncert był.

Od kilku lat sylwestra i pierwszy dzień nowego roku spędzam w Skwierzynie. Tak mam, że trzeba i z tą trzebą się nie dyskutuje. Zawsze mam nadzieję, że tym razem nie będę słyszała huku sztucznych ogni, bo rodzice mieszkają za górką i lasem, ale nie, zawsze jakiś oszołom się znajdzie. I tak samo było tego roku. Było zresztą gorzej, bo okazało się, że za tą górką i tym lasem umościł się jakiś dziwny i miałam jak na strzelnicy. Żal mi było psa sąsiadów, bo nie dość, że na co dzień uwiązany jest do budy, to teraz jeszcze ktoś mu urządził piekło na ziemi. No cóż, tubylcy jednak się nie nauczą i będą te dziesiątki i setki złotych pakować w coś paskudnego, za co mam sztuczne ognie. Każdego kasa i każdy może ją wydawać jak chce.

Ale potem było pięknie, bo był koncert noworoczny ze Złotej Sali Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego, czyli siedziby jednej z najlepszych orkiestr w Europie i w jej wykonaniu. Co prawda afisz części podstawowej mnie z lekka zaskoczył i z lekka zachwycił. Ale i mega przeboje też były. Moja mama była szczęśliwa, bo były fale Dunaju i Marsz Radetzkiego. Po prawdzie zwykle jak się te koncerty ogląda, a my od lat tak mamy, że oglądamy, to na te przeboje się czeka. Wcześniej trochę się pogapiłam na koncert z Filharmonii Narodowej, czyli choć nie dane mnie było być w FG, to jednak trochę muzycznych noworocznych wrażeń jednak było. Jak dla mnie – świetny prognostyk, bo znaczy, że jednak muzyki nie zabraknie w tym roku. Wiem od różnych znajomych z różnych kątków Europy, że też oglądali.

A teraz z trochę innego kątka. Otóż lokalne radio podało, że być może będzie rewitalizacja parku Wiosny Ludów z jego zakątkiem Parkiem Róż. I powiem otwartym tekstem. Zwyczajnie się przestraszyłam tej informacji. Choć od lat mówię o konieczności zadbania właśnie o to miejsce, to jednak teraz się boję. I powiem, dlaczego się boję. Bo jak patrzę na zrewitalizowane już miejsca, to nie spodziewam się niczego dobrego. Bo dla mnie dobrymi przykładami rewitalizacji nie jest Kwadrat ani skwerek przy Łaźni. Jak zacięta płyta powtórzę, mam tak, że trochę się szwendam po różnych zakątkach, czasami kompletnie nieoczywistych, jak choćby Pribałtika. Tam się ostatnio napatrzyłam na piękne parki miejskie i takowe skwery. I dajcie bogi wszelakie, aby z tamtych wzorów czerpać. Ale oczywiście nic się takiego nie stanie. Dlatego mam nadzieję, że park Wiosny Ludów sobie na razie zostanie w takim stanie, w jakim jest. A służby miejskie dołożą starań, aby tam czysto było. Co jest rzeczą kompletnie dla nich nierozwiązywalną, jeśli chodzi o te czarne ptaki i ich gniazda na tych łuszczących się drzewach. Znaczy platanach. Jak się gniazdowanie zaczyna, to miejski park staje się miejscem wstrętnym. I wcale mnie nie chodzi, aby gniazda utrącać. Chodzi o sposób, jak tam zaprowadzić porządek, a potem myśleć o rewitalizacji. Uda się? No nie.

Ps. I taki tam kamyczek. Otóż zdaniem rządu federalnego w Niemczech niemieckie koleje mają się poprawić. Ma się zmienić bardzo wiele rzeczy, w tym punktualność (?), komfort jazdy (?) i kilka innych rzeczy. Ma się to poprawić i ma to się zdarzyć szybko. Jeżdżę niemieckimi kolejami i nie bardzo widzę, co tam można zmienić. Za każdym razem mówię, że byłoby nadzwyczaj świetnie, gdyby w Polsce koleje tak działały jak u zachodniego sąsiada. A tu taka siurpryza. Jak DB się rzeczywiście jeszcze poprawi, to kolej w naszym kraju, a za tym i w regionie może i powinna przestać używać nazwy kolej.