W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Erwiny, Henryka, Mariusza , 19 stycznia 2019

No i kolejne marzenie okazało się marzeniem

2019-01-04

A miało być tak pięknie. Już witano się z gąską. Już  podawano jako pewnik, że Gorzów przestanie być wykluczony komunikacyjnie. No i co? No i nic.

Jakoś absolutnie mnie nie zdziwiło, że kolej, jedna z jej spółek znów się wycofała z planów elektryfikacji linii z Krzyża do granicy. Choć zaledwie kilka miesięcy temu sama pisałam o możliwych planach na właśnie elektryfikację. Pamiętam zresztą, że już kilka razy takie plany snuto. Ostatnim razem wydawało się, że jednak w końcu dojdzie do tego doniosłego aktu strzelistego i Gorzów przestanie być wykluczony z mapy dobrych połączeń. Ale wystarczyło się przyjrzeć trwającemu remontowi estakady, aby jednak dojść do wniosku, że to mrzonki są i tylko puste gadanie.

Teraz mamy tego potwierdzenie. Nie będzie elektryfikacji, przynajmniej w jakimś nawet dość pokaźnym czasie zwyczajnie do tego nie dojdzie. Powiem tak, szkoda. Jednak taka zmiana na tej linii, ważnej dla nas, to byłby milowy krok do przodu. Bo można byłoby liczyć na więcej pociągów, lepsze skomunikowanie zarówno z centrum kraju, jak i z granicą. Co prawda od granicy do Berlina dalej jeździlibyśmy pociągami bez elektryfikacji, ale za to bardzo dobrze funkcjonującymi. Wiem, bo nimi jeżdżę.

Inna rzecz, że za ostatnich kilkadziesiąt lat kolej spektakularnie pozwijała większą część infrastruktury, polikwidowała nie tylko połączenia, ale wręcz linie w fizyczny sposób. Zresztą znawcy przedmiotu nie tylko w kraju dziwią się, że tak lekko i bez refleksji uczyniono coś, co będzie się mścić. I dokładnie tak jest.

W Polsce, ech tam w Polsce, w regionie zaczyna być zauważany problem wykluczenia komunikacyjnego. Coraz więcej miejscowości jest pozbawionych publicznego transportu, bo ponoć się nie opłaca. Padają spółki autobusowe, pociągów od dawna nie ma. Jak kto nie ma własnego autka (dla przykładu ja), to naprawdę zaczyna mieć problemy z dotarciem do różnych kątków. Jak kto nie wie, o czym baję, niech uczyni wysiłek i przejdzie się na dworzec PKS. Niech spojrzy na siatkę połączeń. I wówczas za głowę się złapie, bo tak dramatycznie się skurczyła. Podobnie zresztą jest z koleją. Bo pozornie da się dojechać wszędzie. Ale jak się zacznie analizować, to zaczyna się odkrywać, że połączenie gdziekolwiek zabiera maks czasu, maks nerwów i jeszcze więcej, bo pociągi się spóźniają, bo coś tam.

Marzenie o wpięciu w siatkę elektrycznych połączeń poszło ad acta i chyba na bardzo długo. Gąska kiedyś tam została przywitana, a teraz się schowała, bo niby co ma powiedzieć.