W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bolka, Cezaryny, Marioli , 25 marca 2019

Ledwie początek roku, a już chyba mamy bestseller

2019-01-05

Właściwie to zamierzałam napisać o wydarzeniu w przeddzień, ale rozdyskutowani znajomi sprawili, że jednak piszę wcześniej. Sądząc po gorączce, chyba będzie bomba.

O tym, że Muzeum Lubuskie przygotowało album z kultowymi dla Gorzowa zdjęciami Waldemara Kućki wiem od kilku tygodni. Ostatnio nawet dostałam eleganckie – bo na papierze zaproszenie na promocję. Okazuje się, że ta informacja dość mocno podpaliła znajomych, którzy się na promocję szykują, album zamiarują kupować i się delektować.

Z szumu, jaki właśnie ta książka wywołała, choć po prawdzie niewielu ją widziało, można wnosić, że będziemy mieli do czynienia z wydarzeniem nie lada. Moim zdaniem może to być jedno z najważniejszych, jeśli nie najważniejsze wydarzenie w kulturze tego roku. Na pewno jeśli chodzi o wydawnictwa. Raczej nie przypuszczam, że coś jeszcze wyjdzie, co przykryje to wydawnictwo. No chyba, że pewne zasłużone bardzo stowarzyszenie szykuje jakąś pokaźną bombę i trzyma to wydarzenie w zanadrzu.

A teraz słów parę, dlaczego myślę, że będzie to naprawdę wielkie wydarzenie. Po pierwsze przez samego bohatera, Waldemara Kućkę, wielkiego, kultowego chyba już fotografa gorzowskiej rzeczywistości. Był prasowcem, fotografował rzeczywistość miasta na potrzeby gazet. I to jest niezbywalna wartość jego zdjęć. Bo one mają wartość dokumentu. Przecież wszystkie szanujące się wydawnictwa o historii miasta, tej powojennej, odwołują się do tych zdjęć, publikują je.

Po drugie – album z tymi fotografami to coś bardzo ważnego. W końcu wielki fotograf doczekał się ujęcia w książce, wiele zdjęć w jednym wydawnictwie. Można będzie sobie wziąć książkę, przejrzeć ją, ruszyć w miasto, skonfrontować te obrazki widziane okiem właśnie Waldemara Kućki z tym, jak one dziś wyglądają – co wcale nie znaczy, że wyglądają jakoś skokowo lepiej.

Po trzecie, pogratulować trzeba Muzeum, że właśnie zdobyło się na ten wysiłek, na przygotowanie albumu właśnie temu autorowi. W taki sposób bowiem dopełnia się półka twórców związanych z Gorzowem, czy to wybitnych malarzy, czy właśnie fotografów. Zresztą w kolejce czekają choćby fotografie Jerzego Szalbierza. Ale wracam do tego albumu, który opracował Lech Dominik. Zdjęcia do niego pochodzą ze zbiorów Muzeum Lubuskiego. I to kolejna dobra informacja, bo spuścizna wielu wcale się nie zachowała. A tu jest. Ja tylko mam nadzieję, że znajdę w albumie zdjęcie z kozami, zdjęcie z krową na postronku na wysokości Teatru Osterwy, zdjęcie z wielorybem i wiele, wiele innych, które mnie zwyczajnie rozrzewniają, ale i rozbawiają.

Czekam, czekam z niecierpliwością na promocję. E tam, ja, wielu w Gorzowie czeka. I powtórzę, chyba będzie bomba wydawnicza. A przecież rok dopiero się zaczął.

I z drugiego kątka. Muszę się przyznać do opustki. Zakręcona we wspomnienie podróży do Ołomuńca zwyczajnie zapomniałam o bardzo, bardzo ważnej dacie. Otóż 1 stycznia minęło 20 lat od powołania województwa lubuskiego. No i proszę, już dwie dekady, kiedy się kulamy w tym dziwnym tworze, którego właściwie miało nie być. Kulamy się, narzekamy, wyrzekamy, że Winny Gród nas wykorzystuje, że coś tam. Szczęściem ucichły głosy nawołujące do separacji. Od znajomych z innych byłych miast wojewódzkich wiem, że odebranie im wojewódzkości poważnie zmarginalizowało ich znaczenie. W tym znacznie większych od naszego Gorzówka, jak choćby Częstochowa. Co prawda, jak się patrzy na Gorzów obecnie, to raczej trudno uwierzyć, że to dumna kostolica województwa. Ale co tam widok na rozbabrane do imentu centrum, co tam dziwne wydumki, które się tu pojawiły. Ważna jest duma z tego, że wojewódzką stolicą jesteśmy… No cóż.