W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Elżbiety, Marka, Pauli , 18 czerwca 2019

Oj, piękny dzień, choć plucha była

2019-01-14

Nie wiem, ile WOŚP w Mieście zebrała, bo liczenie trwa. Powiem jednak tak. Mało to jest istotne, ważne, że znów wielu z nas choćby na moment wyszło z domu i wrzuciło do skarbonek drobny lub niedrobny pieniądz.

Było tak. Szłam sobie wczesną porą w niedzielkę do pracy. Wyzwanie było duże. Myśli miałam zaplątane, bo coś tam jeszcze miałam zrobić, coś dopiąć. Szłam w tym krótkim momencie, kiedy nie padał deszcz. I już widziałam Jurkową Armię, bo tak od lat nazywam wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak zwykle nie byli nachalni, nie atakowali. Nie miałam pieniędzy w portfelu, więc jakoś tak chyłkiem, boczkiem szłam. Oczy wbite w chodnik.

A potem, po koncercie, który był dla mnie trochę wyzwaniem, polazłam sobie po mieście, choć padało i było okropnie. Ale pieniądz w portfelu był już był, więc się zachowywałam jak małe dzieci. Od skarbonki do skarbonki. Od wolontariusza do wolontariusza. Tu monetka, tam monetka, tylko dlatego, że jestem i zawsze byłam pod wielkim wrażeniem tych właśnie dzieciaków.

Jakoś się tak utarło w świadomości ogólnej, że młodzi to…. Mało im się chce, nic im się po prawdzie nie chce. Tylko smartfon, tylko sieć, tylko dla siebie. A ja i nie tylko ja po raz 27. się przekonałam, że kiedy chodzi o coś naprawdę dobrego, coś naprawdę godnego, coś, w czym mogą uczestniczyć i dać sygnał, że oni też, to oni karnie się stawiają. Karnie oznacza w tym przypadku – sami tego chcemy, sami doceniamy wagę, sami rozumiemy, nikt nam nic nie każe.

Ten finał w mieście naprawdę był wyzwaniem. Padał deszcz, było okropnie. A jednak Jurkowa Armia dzielnie dawała radę. Kiedy wrzucałam kolejne monetki do chronionych przed deszczem skarbonek, to słyszałam – nikt nie odmówił. Nikt. Ludzie nam gratulowali, że kwestujemy. Od jednej z dziewczyn ze skarbonką usłyszałam też, że nawet ci dziwni ludzie, ci z tanimi nalewkami stojący po bramach, też się dokładali. Dali może niewiele, ale dali. Może grosze, ale zawsze.

Co może być piękniejszego, aniżeli kwestowanie dzieciaków w podłą pogodę na pomoc innym dzieciakom? Przecież nikt im nie każe. Nie ma nauczyciela, pani mister z zębami na wierzchu, nie ma żadnych list. Każdy z nich idzie sam, sam się zgłasza, dużo wcześniej, bo wiedzą, że to dobra sprawa. Każdy z nich poczytuje sobie to za zaszczyt. Na tym polega ta magia, ta moc, która raz do roku się dzieje.

Ja nie kwestuję, ja oglądam, ja słucham, ja się dziwię, ja podziwiam, ja tylko gratuluję. Ja się oczywiście dokładam. Dokładam się do skarbonek, bo jakoś tak nie potrafię mimo by przejść. Potem z konta coś tam przekazuję. Robię to, bo zwyczajnie nie mam wątpliwości, że w dobre ręce te moje grosze trafiają. Robiłam tak, choć nie miałam okazji powiedzieć – sprawdzam. I każdemu życzę, żeby tak robił bez klauzuli – sprawdzam. A potem przyszło mi osobiście sprawdzić. Mam bardzo chorego tatę. Bardzo. Mój tata skorzystał ze sprzętu WOŚP, bo fundacja jakiś czas temu zbierała pieniądze na wsparcie oddziałów szpitalnych świadczących pomoc ludziom w starszym wieku i mocno schorowanych. Mój tata trafił do takiego oddziału. Chwilkę tam był, ale jednak. I od ludzi pracujących w tym szpitalu wiem, że gdyby nie Jurek Owsiak, jego armia, to mój tata nie miałby żadnych szans, aby tam być. Nie byłoby oddziału.

Patrzyłam na darczyńców Orkiestry. To niebywała rzecz. To niebywałe dobro, ludzie sami angażują swój czas, swoje talenty. Wiola zaprosiła na ciasto i herbatę. Krzyś i Andrzej zrobili słodki przysmak, ktoś jeszcze inne rzeczy zaproponował. No i mnie się zwyczajnie wstyd zrobiło, bo przecież za złotóweczką mogłam na aukcję przekazać moją książkę. Zostało mi ze dwa egzemplarze. Za rok nadrobię opustkę.

Potem siedziałam w domu i śledziłam, co i gdzie się dzieje. To, że Orkiestra gra w Europie Zachodniej i w USA, Kanadzie oraz innych miejscach, jest dla mnie zrozumiałe i oczywiste. Od lat tak jest. Mimo wrażej propagandy polskiego radio w Chicago. Ale że Moskwa, Polonusi z Moskwy zrobią finał, tego się chyba nikt nie spodziewał. Tam trochę gorzowian też mieszka. I mam nadzieję, że oni też się w akcję włączyli. Za jakąś chwilkę wiedzieć będę i oczywiście poinformuję, czy też.

Może ktoś gadać, że środki, że wysiłek włożony w organizację WOŚP jest wielki. Jest. Bo to prawda. Ale oddźwięk, ale zaangażowanie ludzi, dzieciaków, rodziców w finały jest niewspółmiernie większy. Aby coś osiągnąć, trzeba pracy dołożyć. Furda kasa, choć to jest główny cel. Ważne jest, że Jerzemu Owsiakowi udaje się ta trudna sztuka. Sztuka, która polega na wytrąceniu młodych z bycia w sieci. Tylko jemu się udaje to coś. Tylko dla niego i za nim dla młodszych potrafią się ci młodzi z sieci wyłączyć i kwestować na mniejszych, młodszych. I ta kwesta nie jest dla nich siarą. A rzeczą, którą się chlubią. Dorosłym tylko pozostaje jedno – pomagać. Tylko pomagać i się cieszyć, im się chce. Bo im się z reguły mało chce.