W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Łukasza, Kai, Nastazji , 22 kwietnia 2019

Awaria gazociągu na chwilkę zakorkowała centrum

2019-01-17

Mam tak, jak mają małe dzieci. Jak jadą strażacy, to się zwyczajnie gapię. A wczoraj najpierw się pogapiłam chwileczkę, a potem szybką szagą szłam dalej, byle jak najdalej.

Było tak. Wyszłam z pracy, a tu coś się działo. Na sygnale gnał do centrum wóz straży pożarnej. Nie jestem specjalistką, ale jako wielka miłośniczka pożarników wdziałam, że to bojowa jednostka, wysyłana do ciężkich zdarzeń. Pogapiłam się sekundę, bo za bojowym wozem jechał następny, nieco mniejszy, ale też wysyłany do specjalnych zdarzeń. Pomyślałam sobie – ki diabeł, a co się dzieje? A potem jeszcze policja, a potem jeszcze pogotowie gazowe. Przeszłam malusi kawałeczek i zobaczyłam, że wszystkie jednostki ustawiają się na rozkopanej Warszawskiej. Wredna dziennikarska dusza kazała mi zrobić parę foć. Ale zaniepokoił mnie dziwny szum, który słychać było w tym miejscu. Miła pani spotkana na miejscu wyjaśniła mi, że to gaz się ulatnia. Ten dziwny szum to był ulatniający się gaz. Ze zdziwieniem oraz przestrachem popatrzyłam na pewnego pana, który też się gapił, ale zaczął odpalać papierosa. No i to był dla mnie sygnał czytelny, że pora brać nogi za pas, bo diabli wszelakie wiedzą, co się może wydarzyć.

Potem, kawałek dalej patrzyłam na sprawnie ustawiane policyjne zapory. Patrzyłam też na korek, który się zaczął tworzyć. Przecież to rzadka godzina, kiedy w mieście, w centrum jest ruch nazywany godzinami szczytu.

I wówczas najszła mnie taka oto refleksja. Jak się planuje jakiś remont, nawet całkiem spory, to trzeba pomyśleć o bypassach, o drogach objazdowych, nawet wąskich, ale jednak. Właśnie na okoliczność takich zdarzeń. A tu, panie dziejku, ich zwyczajnie nie było. Szczęściem, szybko udało się odciąć dopływ gazu i specjaliści mogli ruszyć do naprawy. Ruch też wrócił do normy, korek się rozładował. Mimo wszystko, jak się planuje remonty, to w tyle głowy trzeba mieć też takie scenariusze. Nie, żebym życzyła takich wydarzeń, ale jednak zawsze się coś może nieprzewidywalnego wydarzyć. Tu teraz bypassu zabrakło. No cóż.

Ale jeszcze zastanowiła mnie jeszcze jedna rzecz. Jak można odpalać papierosa, kiedy ludzie mówią, że gaz się ulatnia. Nikt z nas nie wie, czy zwykła zapalniczka u przechodnia – gapia nie sprawi, że stanie się coś jeszcze gorszego? Tylko tak pod rozwagę bajam.

No i z drugiego kątka. Otóż dziś mija dokładnie 100 lat od chwili, kiedy zapadła decyzja o rozbiórce zachodniego fragmentu murów miejskich. Usunięto wówczas dwa fragmenty murów. Ostatnia rozbiórka nastąpiła w 1929 roku w związku z przebiciem przedłużenia ulicy od historycznego centrum miasta do nowej, powstałej w końcu XIX w. dzielnicy Nowe Miasto. Po 1945 roku uporządkowano jedynie ich otoczenie i oczyszczono z przybudówek, komórek i wiat. W latach 90 XX w. wnętrza baszt łupinowych zagrodzono żelaznymi kratami. I tak oto dziś mamy to, co mamy. Malusi kawałek, bo zaledwie 130 metrów z całości, która miała ponad 4 km. Z dumą mówimy, że to drugi po katedrze najstarszy zabytek miasta. Pokazujemy turystom, tym zbłąkanym, którzy tu do nas jakimś dziwnym trafem trafią. Ja na nie, na ten nieduży fragmencik patrzę nieustannie. Boli mnie, kiedy widzę jakieś spękania, bolało mnie, kiedy zwieńczenie wyłożono dachówką. Boli mnie, kiedy od czasu do czasu słyszę, że na solidną konserwację i generalnie zadbanie nie ma pieniędzy. Jako pilotka i przewodniczka turystyczna, której od czasu do czasu przychodzi poprowadzić wycieczkę po mieście, uważam, że to taki zabytek, o który trzeba dbać, jak o katedrę oraz parę innych budowli w mieście. Mam nadzieję, że się tego w końcu doczekam.

Mamy w bliskim sąsiedztwie kilka miast, które mają mury miejskie lepiej zachowane. Choćby Strzelce Krajeńskie czy Ośno. Tam się o te relikty przeszłości dba. Jakby pojechać na południe województwa, tam takich miast z murami znajdzie się więcej. I jednak wszyscy dbają. No cóż.

Ps. Bo zwyczajnie muszę. Każdy, kto mnie zna, wie, że bardzo, ale to bardzo lubię sobie ryznąć do Berlina. Czasem zabieram ze sobą znajomych, czasem ktoś mi zleci wycieczkę do miasta z niedźwiadkiem w herbie. Zawsze wówczas mówię, wycieczkom, żeby była jasność, bo sama sobie już tę wiedzę w głowie ułożyłam, że Berlin, to piękne miasto, które nie zasypia nigdy, jest w istocie zlepkiem wielu różnych mniejszych. Do dziś właściwie to widać. I właśnie dziś mija dokładnie 310 lat, kiedy to gminy Berlin, Cölln, Friedrichswerder, Dorotheenstadt i Friedrichstadt zostały połączone w jedno miasto. Miasto Berlin. Potem jeszcze do stolicy z niedźwiadkiem zachodniego sąsiada dołączono inne miasteczka i gminy. Ostatnio chyba tak się stało z Oranienburgiem, do którego od Alexanderplatz jest coś z 50 km. I tylko dodam, że nie ma nic przyjemniejszego, kiedy się już poznało ten piękny, pocztówkowy Berlin, niż właśnie łażenie po jego tych wsiowo-gminnych zakątkach. Ja zwyczajnie lubię. Odsłania się inne oblicze pięknego miasta. A ja właśnie tak myślę o Berlinie.