W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Gerwazego, Protazego, Sylwii , 19 czerwca 2019

Gest wobec bezdomnych, którzy mają problem z alkoholem

2019-01-19

Powstaje nowa ogrzewalnia – miejsce dla bezdomnych, którzy nijak nie pasują do programów pomocowych, ale którzy potrzebują pomocy w mroźne noce. A te właśnie nadchodzą.

Niech będzie tak. Trudno generalnie mnie się dziś, od poniedziałku dokładnie, pisze. Cokolwiek. Jakoś tak mocno grają emocje. Dlatego też trochę emocjonalnie o nowej akcji Stowarzyszenia Brata Krystyna napiszę. Powiem tak. Czapki z głów tym, którzy usiłują pomagać potrzebującym. A szczególnie tym, którzy mają problem z uzależnieniami. A do ogrzewalni trafiają właśnie tacy. Dopóki zima była późną jesienią, problemu nie było. Ale nagle Miasto i okolicę liznął jęzor, oj tam jęzor, języczek mrozu znad bieguna. Potem może być gorzej, przynajmniej tak baje norweska strona pogodowa, do której mam bezwzględne, bo sprawdzone zaufanie. I nagle problem pomocy bezdomnym staje się palący. Wszyscy potrzebują pomocy…. Wszyscy, nawet ci, którzy…, no właśnie, mają problem.

Gdzie się mają schronić ludzie, którzy mają problem z alkoholem, a tych jest dużo. Generalnie takich miejsc jest mało – ogrzewalnia Brata Alberta i już działająca ogrzewalnia Brata Krystyna. Trochę mało miejsc, bo wedle pana Augustyna Wiernickiego, do którego mam bezgraniczne zaufanie, jeśli chodzi o pomoc, trzeba jednak tworzyć nowe. I dlatego dobrze, że takie miejsce powstaje.

Owszem, można się nie zgadzać na to, aby kasę płacić za miejsce, w którym ktoś dojdzie do siebie po zapiciu. Można. Ale z drugiej strony, kto wie, co go za chwileńkę najbliższą spotka. Nikt nie wie, kiedy ktoś, nawet najbliższy, będzie pomocy potrzebował. Może nie akurat takiej, ale jednak.

Augustynowi Wiernickiemu wyrazy szacunku się należą z jednej przyczyny. Jednej i najważniejszej. On katolik z dobrze funkcjonującą rodziną, bo kochająca i wspierająca żona, świetnie wykształcony syn, synowa, wnuczki, dobra firma. Bardzo dobra wręcz, po latach ciężkiej walki o przetrwanie. To on wcale nie musi się szarpać o kolejne rzeczy. O ogrzewalnię właśnie. Przecież dzieło pomocy pod tytułem Stowarzyszenie Pomocy Brata Krystyna już maks dobrego zrobiło. Opiekuje się bezdomnymi, wyprowadza z bezdomności, karmi rzeszę potrzebujących, wywozi dzieciaki do naprawdę pięknego ośrodka w Długim. Na wypoczynek, na chwilkę odpoczynku, może refleksji. Za chwilkę po edukację ekologiczną. Wcale nie musi tworzyć kolejnego przytuliska dla tych, co piją wódę, a potem nie mają gdzie głowy złożyć. Tym bardziej, że wódka, alkohol jest dla Augustyna Wiernickiego czymś najbardziej wstrętnym. Ale mimo tego właśnie to robi. I to jest coś, co trzeba chwalić, o czym trzeba mówić, za co trzeba dziękować. I tylko pomagać. Bo tam znajdą wszyscy pomoc. Wszyscy, bez względu na religię, na kolor skóry, na przynależność państwową. Wszyscy.  On zwyczajnie otwiera ogrzewalnię dla bezdomnych z problemami. I wie, że nawet jak potem ktoś wyspany, nakarmiony, pójdzie znów w stałą ścieżkę, to jak będzie potrzebował, to mu pomogą. Tam u Brata Krytyna.

Ja tylko dzięki składam i podziwiam.

A teraz z drugiego kątka. Otóż dziś mija 30 lat od chwili powstania Związku Sybiraków. To bardzo ważna data. Bo po latach komuny, latach, kiedy w ukryciu mówiło się o tym, że zanim z tego Związku Radzieckiego do kraju kto wrócił, to przeszedł traumę Sybiru. Mam w uszach i pamięci opowieści ludzi, którzy na ten Sybir zostali skazani. I co tam przeżyli. Mam znajomą, której babcia do końca życia suszyła chleb. Nawet już po przełomie demokratycznym, kiedy już wiadomo było, że chleba nie zabraknie. Sybir odbił się straszliwym znakiem na życiu wielu ludzi. I kiedy Związek mógł się utworzyć, oni, ci, co przeżyli, mówili o konieczności pamięci. Przez te 30 lat wiele dobrego zrobili. I choć dziś wielu z nich już nie ma, to jednak dzieło pozostało. I bardzo dobrze. Tak powinno być.

Ps. Dziś mija 10 lat od śmierci Stanisława Gałły-Gałeckiego (79 l.), emerytowanego aktora gorzowskiego, męża Teresy Lisowskiej-Gałły. Ciekawym aktorem był, bez formalnego wykształcenia, ale mocno ciekawym, który był takim, dla którego scena była wszystkim. Teresko, Blanka, wyrazy pamięci.