W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Łukasza, Kai, Nastazji , 22 kwietnia 2019

O nowych nazwach będzie, nazwach ulic i zaułków

2019-01-21

Trudny weekend, o którym nie chcę tu pisać, otworzył mi oczy, albo bardziej przypomniał o rzeczy, która wisi, a ważną jest. Mam na myśli upamiętnianie gorzowian, ale i landsberdżan, ważnych i lubianych w sferze publicznej.

Tragedia Gdańska odbiła się wielkim echem nie tylko w kraju, w tym także w Mieście, ale generalnie w całym cywilizowanym świecie w wiele sposobów. Nie mówię o ważnych dla nas tu mieszkających tekstach najważniejszych gazet na świecie. Mówię o wielu doniesieniach, aby tragicznie zamordowanego śp. pamięci prezydenta Gdańska upamiętnić w sposób symboliczny, czyli w nazwie ulicy, placu. Na pewno takie ulice pojawią się w Pradze czeskiej, tym bajecznie pięknym mieście. Tak samo w Wilnie, kolebce i Mekce polskości dla bardzo wielu. Akurat to dziwne nie będzie. I nie, ja wcale nie chcę pisać o tym, że i w Mieście naszym taka ulica się powinna albo musi pojawić. Choć jakby się pojawiła, to ja bym nie miała nic naprzeciw.

Tragedia Gdańska i ten run na upamiętnianie otworzył mi klapeczkę w mózgu, która jakiś czas temu chyba się troszeczkę zamknęła. A mianowicie chodzi mi o pomysł, jaki kilka lat temu w życie wcielił Andrzej Trzaskowski. Mam na myśli jego akcję wieszania tabliczek z informacją, że tu żył, tu miał pracownię…  Najpierw była burza w szklance wody, potem przyszło zapomnienie. Tabliczki sobie wiszą i nic za tym nie idzie. Wszyscy zapomnieli, bo i po co pamiętać. Taki Kowalski sobie coś tam malował, tak Gordon też sobie coś malował, ale trochę gorszące są te jego obrazy, to jednak o tym mówić nie będziemy. Jak nie będziemy, to kto to będzie pamiętał. Taki Morawski też sobie coś tam pisał. Oj, wstyd wspominać choćby „Wilcze doły” czy „Nie słuchajcie Alojzego Kotwy” (choć ja bardzo, ale to bardzo lubię passus o stoliku nr 1 w Empiku) lub „Klątwa na stacji Krzyż” – to akurat wstyd, ale za to wiele i bardzo wiele wierszy, jak najbardziej tak. I jeszcze jedną rzecz trzeba pamiętać, to Morawski, Zdzisław Morawski piękny poetycko-publicystyczny dialog z Niemcami, z sukcesem zaczął.

Dziś nikt nie pamięta tamtych akcji, bo rzeczywistość nawet nie cwałuje, a pędzi z prędkością jednego Macha. A może warto wrócić. Co prawda za ostatnie lata trochę nazw ulic z lokalnymi ciekawymi i ważnymi ludźmi się pojawiło. Szkoda, że część z nich w ramach tak zwanej dekomunizacji – cokolwiek to znaczy, a moim zdaniem nic nie znaczy, ale jednak. Cały czas na uznanie włodarzy miasta czekają te, które Andrzej Trzaskowski oznaczył. Można się z nim zgadzać, można nie, ale dobrze by było, żeby jednak w końcu ktoś odpowiedzialny się tą kwestią zajął. Motyw Gdański mnie natchnął.

Bo ja bym tak najbardziej chciała, tak najbardziej mocno, aby kawałeczek Miastowej rzeczywistości został oficjalnie nazwany zaułkiem Andrzeja Gordona. On już tak nazwany został przez akcję Andrzeja Trzaskowskiego. I za to dzięki wielkie. Ale chciałbym, aby Wysoka Rada niemal stołecznego Miasta Gorzowa, jednak oficjalne nazwała ten malusi kawałeczek miasta Zaułkiem Gordona. To taki łącznik między Wełnianym Rynkiem a Zabytkową ulicą. Tam nic nie ma. Nikt żadnych kosztów nie będzie musiał poczynić, poza dwoma tablicami z nazwą. Deklaruję – zapłacę za tablice. Zapłacę. Za inne płaciłam, więc i teraz też. Za zmiany w mapie topograficznej miasta już chyba nie, bo mnie zwyczajnie nie stać, ale jak trzeba, to poszukam sprzymierzeńców. Podobne z miejscami upamiętnienia ciekawych, czasami kontrowersyjnych, ale jednak twórców, którzy w tym mieście po II wojnie zamieszkali. Tu byli i tu tworzyli i tylko chwały miastu temu zakurzonemu przyczyniali. Ktoś się pochyli? Wątpię.

OK. Zatem występuję do Miasta o takie zmiany. Co się wydarzy? Zobaczymy. Inną rzeczą jest, że ciekawi ludzie kultury, ciekawi twórcy, czasem kontrowersyjni, ale jednak ciekawi, pomijani są w ścieżce upamiętnienia. Dziwne to jest.

Ps. Dziś 75. urodziny obchodzi pan Zdzisław Linkowski. Oficjalne źródła mówią nauczyciel, historyk, regionalista, były dyrektor Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta. Nauczyciel, dyrektor… Ale przecież i regionalista, ale przecież i jeden z wielu, który dużo zrobił, aby polską i niemiecką spuściznę historyczną tych ziem pogodzić. Tych pogranicznych ziem. To on doprowadził do powstania Kolekcji Arsenał, rodzynka i perły gorzowskich zbiorów.  Dzięki współpracy z Jakiem Antonim Zielińskim w mieście powstała kolekcja, jakiej nawet w Łodzi nam zazdroszczą. To Zdzisław Linkowski sprawił, że kontakty z byłymi mieszkańcami stały się przyjazne. To jemu się chciało działać na rzecz pojednana. Bo mówi po niemiecku i potrafił przekonywać byłych – co nie byli przekonani, że pojednać się trzeba. Trzeba, bo już pora. To w końcu Zdzisław Linkowski sprawił, że Muzeum Lubuskie w tym dziwnym mieście, za jakie ja mam Gorzów, nosi imię Jana Dekerta. Jan Dekert – urodzony w Bledzewie. Burmistrz Wawy. Kontrowersyjny z mego punktu widzenia, ale jednak duża postać. To wszystko to Zdzisław Linkowski, który dziś mieszka w Dankowie. I wszystkiego naj na urodziny, wszystkiego naj. My przewodnicy oraz piloci turystyczni tak mamy, że wiele razy do autorytetów się odwołujemy. Ja tak mam z Panem Zdzisławem …. Sto i więcej lat. Pani Wanda zadba o tort.