W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Łucji, Witolda, Wilhelma , 25 czerwca 2019

Przerażenie mnie ogarnęło, kiedy szłam główną ulicą miasta

2019-02-05

O ślimaczącym się remoncie Sikorskiego piszą wszyscy. Ja tam bywam rzadko, może dlatego tak bardzo mnie uderzyły zmiany, jakie tam zobaczyłam.

Najważniejszą zmianą jest to, że bardzo wiele sklepów i lokalików, jakie tam były, znaczy przy Sikorskiego, stoi zamknięte. I po witrynach widać, że nieodwołalnie, bo wewnątrz nie ma nic a na oknach straszą jakieś koszmarne płachty. O tym, jak wygląda chodnik przy Domu Usług zwyczajnie strach pisać.

Kiedy wczoraj się tamtędy przemieszczałam, pomyślałam sobie, że jak już się ten fatalny remont skończy, choć dziś nikt nie umie racjonalnie powiedzieć, kiedy to nastąpi, to trzeba będzie gigantycznej pracy, aby Sikorskiego do życia przywrócić. Gigantycznego nakładu i promocji. I tak mnie dalej naszły niewesołe myśli, że ja właściwie nie znam przykładów reaktywacji miasta w dzisiejszej rzeczywistości, które zostało w taki sposób okaleczone. Bo jak i komu uda się przekonać mieszkańców, aby zaczęli bywać w centrum, skoro odwrócony wektor handlowy powoduje, że ludzie w piątek lecą na wielkie zakupy na cały tydzień w jakimś markecie. Według znawców gospodarczych to trwały trend i raczej mało prawdopodobne jest jego odwrócenie. I będzie oto taka sytuacja, że pojedzie, o ile pojedzie nowa bimbka po torowisku, a dookoła będzie straszyć pustka. Dodatkową zniechętą będzie też nowy deptak, gdzie nie ma po co deptać, bo tam nie ma prawie nic.

I powiem tak, informacje o odwróconym wektorze handlowym, czyli odejściu od małych i osiedlowych sklepów na rzecz wielkich dyskontów tylko mnie utwierdziła w czarnych myślach o centrum miasta.

I tak płynnie udało mnie się przejść do drugiego kątka, co zwykle nie jest łatwe. Otóż w mediach społecznościowych trwa dyskusja o tożsamości miasta. Ja byłam przez chwilkę właśnie zwolenniczką myślenia, że coś się w nas budzi, że zaczynamy czuć związek z tym miastem. My może tak, my którzy chcemy książek o Gorzowie, słuchamy o jego historii, lubimy spotykać byłych mieszkańców – to my tak. Ale na pewno nie władze, bo znów w tym roku Dni Gorzowa będą w połowie czerwca. I tego nie rozumiem. Gorzów ma, jako jedno z nielicznych miast, dokładnie określoną datę dzienną założenia i władza winna stanąć na głowie, uszach, rzęsach oraz na czym tam tylko chce, by święto miasta obchodzić 2 lipca. ZAWSZE!!!!! I to tak obchodzić, aby budować właśnie tożsamość. A tak znów będzie misz masz w dobrze znanym stylu, czyli jak mawiają Żydzi – szwarc, mydło i powidło. Jakoś nie bawią mnie budy z przypalonymi kiełbaskami i plejada ponoć gwiazd na scenie nad Wartą. Znacznie bardzo bawi mnie historyczny korowód mieszkańców lub coś w podobie. Ale jak wiadomo, ja jestem starą zrzędą oraz wydziwiaczką, więc OK. Ale jeśli nie będziemy dbać o takie rzeczy, jak Święto Miasta, to nic nam nie wyjdzie z budowania tożsamości.