W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Laury, Leszka, Marcjana , 17 czerwca 2019

Mocarnie zapracowana książnica i coś ekstra za chwilkę

2019-02-07

Od jakiegoś dość potężnego czasu piszę, zresztą z satysfakcją wielką, że biblioteka wojewódzka nabrała niesamowitego szwungu. Wydarzenie goni wydarzenie. Trudno wręcz nadążyć.

Dostałam właśnie rozkład jazdy książnicy wojewódzkiej na czas najbliższy i bliski. I powiem tak. No jak dla mnie, to kolorowy zawrót głowy. Spotkania, konferencje, wycieczki, choćby śladami Teodora Fontanego, spotkanie poświęcone mniejszościom, dzień Gombrowicza i obecność pani Klementyny Suchanow w mieście, spotkanie z okazji wydania pierwszej Biblii Ekumenicznej (mnie to bardzo, bardzo się podoba), specjalny wieczór dedykowany Bronisławie Wajs-Papuszy, Papuszy w moim języku i myśleniu, książka z opowiastkami pani Stanisławy Janickiej. I tu się zatrzymuję. Bo planów książnica ma więcej.

Ja się zwyczajnie muszę oraz bardzo chcę zatrzymać właśnie tu. Na książeczce, którą napisała pani Stanisława Janicka, przeze mnie, ale nie tylko przeze mnie nazywaną Panią Stenią. Dla porządku domu oraz wywodu. Pani Stanisława Janicka to był przez wiele lat kręgosłup choćby archiwum. Dyrekcja może tego nie wiedzieć, ale zanim się szło do dyrekcji, to się najpierw szło do pani Steni, bo tak o niej mówiliśmy. I pani Stenia podpowiadała, co i jak zrobić. Ja wiedziałam, że pani Stenia gra sobie na klawiszach, byłam u niej kilka razy w domu i słyszałam. O tym, że umie czytać dziwne czcionki, w tym długie niemieckie, też wiedziałam. Kilka razy prosiłam o pomoc. Nigdy nie usłyszałam, że nie. Ale że pani Stenia pisze bajki i to jakie, dowiedziałam się zupełnie niedawno. I jak dobrze, że książnica wyda te teksty.

Poza tym wiele innych wydarzeń w książnicy, bo ona tak ma jak Jazz Piwnica. Ma plan, ma kalendarz, ma daty. Ale jak coś się nagle ekstra pojawia, coś, co można zrobić z chwałą i tylko dobrym myśleniem o instytucji, to robi. Wychodzi poza kalendarz. Trudne to jest mocno. Bardzo, bo plan, bo budżet, bo pieniądze dedykowane kierunkowo.

Tak się bowiem czasem, a właściwie często w kulturze dzieje, że plan, budżet i coś tam trzeba zmienić, bo szkoda, aby okazja umknęła. Oj dajcie Bogi, aby jak najmniej …

A teraz o czymś pięknym… Lazłam sobie spokojnie do domu. Lazłam sobie to najlepsze określne tego, jak wyglądałam. Starsza pani, z torebką dziadówką w ręku, w berecie z antenką. Zmęczona i zrezygnowana. Aż tu nagle w znajomej piwnicy zonk. Poster, na razie niewielki, że do Miasta zajedzie ni mniej, ni więcej a sama Christina Branco, sprawił, że się wyprostowałam. To mistrzyni fado, ale wzbogaconego o jazz. To wielka dama fado jazzowego. Pamiętam, jak wiele lat temu jej słuchałam. To było, dziwne, ale w Niemczech. Tam stałam w jakimś klubie i myślałam, że cudnie jest. Oczywiście nie uwierzyłam Prezesowi, bo to zwyczajnie nie jest możliwe, że Christiana Branco do Miasta zajedzie. Prezes dał słowo, że przyjedzie. Powiem tak. Każdy, kto lubi jazz, każdy, kto lubi fado, każdy, kto lubi ciekawe związki między jazz a fado, winien pomyśleć o bilecie.

Prezes tak ma, że jak co robi, to robi. Jak do Miasta zaprosił Josha Redmana, też mu nie wierzyłam, a potem mi było odszczekiwać… Ludzieńki, Christiana Branco do nas jedzie… Wielka dama fado, wielka gwiazda… Dama, która godzi tradycję fado z tradycją jazzu… Rzadki przypadek. Tym bardziej warto.

Ps. A teraz odrobinka prywaty. Prywata polega na tym, że właśnie mija dziś 70. lat od chwili, kiedy światło dzienne zobaczyło pismo „Świat Młodych”. Pismo było ciekawe. Tam też coś pisałam i dumna byłam, że odbierają. Nie za tym, nie za innym… Ważne pismo to było….