W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Gerwazego, Protazego, Sylwii , 19 czerwca 2019

Wzrosło leciutko bezrobocie w Mieście i powiecie

2019-02-13

Wszystkie lokalne media o tym poinformowały. Wzrosło nieznacznie bezrobocie. Po kilku latach tylko dobrych informacji na rynku pracy przyszła ta, której ja się zwyczajnie obawiam.

Jakoś bardzo, ale to bardzo nie lubię zmian. Przyzwyczajam się do tego co, jest. Dlatego zwyczajnie zaniepokoiłam się informacją, że po latach stabilizacji na rynku pracy znów zaczyna się na nim coś dziać. Komunikaty są jednak uspokajające, że to drobiazg, że zaledwie malusie procenty. Ale ja pamiętam już kilka takich sytuacji z własnego życia, że komunikaty takie były, tylko zaledwie kilka procent, a potem szła lawina. Kilka razy w życiu byłam bez pracy. Stałam w pośredniakach do tak zwanego doradcy zawodowego. Upokarzające to wielce było. Przeżyłam. Dlatego teraz, jak czytam, że spirala bezrobocia znów ruszyła, nie jest ważne, kilka procent, kilka punktów, to znów zaczynam się niepokoić.

Nie znam się absolutnie na gospodarce. Ale skoro po kilku latach dobrej stagnacji w kwestii pracy znów coś się dziej, znów jest jakaś dynamika, to strach mój rośnie, że za chwilkę ta dynamika nabierze rozpędu.

A z drugiej strony może ta leciutka dynamika spowodowana jest nieustannym remontem w mieście? Tym, że umarło nam ostatecznie centrum? Może ową spiralę nakręcają ludzie, którzy przez lata mieli pracę w sklepach i innych miejscach, a teraz ją stracili, bo nikt tam nie zagląda? Bo wielu z nas zwyczajnie woli lecieć do jakiegoś centrum, niż się przedzierać przez rozbabrane centrum?

Zawiało mnie wczoraj do taniej księgarni, na Sikorskiego ulicy…, znaczy na tym czymś, co jeszcze jakiś czas temu i za mojej pamięci było ulicą. Kupiłam sobie świetny przewodnik po Poznaniu i okolicach, a potem poszłam w kierunku katedry. Kilka dni wcześniej też tamtędy szłam i wówczas mnie ogarnęło przerażenie. Wczoraj ono się spotęgowało. Bo zobaczyłam kolejne opuszczone miejsca. W trakcie tylko kilku dni kolejni przedsiębiorcy dali sobie spokój z biznesem na tej, najważniejszej i paradnej ulicy. To już nie jest pogróżka. To już nie jest nawet czarny scenariusz dla centrum miasta. To jest coś okropnego. Umarło nam Miasto. Miasto w sensie centrum. I kiedy patrzyłam na puste witryny, a potem poczytałam o wzroście bezrobocia w Mieście, a do tego dodałam alarmujące informacje o wyludnianiu się Miasta, to zrozumiałam, że wszystko jest ze sobą powiązane. Nikną miejsca pracy, spirala bezrobocia jakoś rośnie, ludzie uciekają. Straszne.

A teraz z drugiego kątka. Otóż zbliżają się Walentynki. To już jutro. W Mieście jest moc atrakcji – koncerty, spotkania, co kto chce. Przez moment wszystko, te wszystkie imprezy wisiały na włosku, bo rząd decydował o żałobie narodowej po śmierci premiera Jana Olszewskiego. Żałoba zostaje wprowadzona o północy między 14 a 15 lutego. Organizatorzy różnych wydarzeń nie muszą odwoływać imprez. Można spokojnie pójść na kolację. Można też iść na koncert lub do teatru. I to chyba dobra decyzja. Bo ja wczoraj miałam okazję patrzeć na dyrekcję, nauczycieli, uczniów Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Mieście. Także i rodziców oraz fanów. Oni wszyscy zastanawiali się, co z koncertem walentynkowym w Szkole. Ale kiedy informacja przyszła, że można, bo żałoba narodowa będzie obowiązywać kilka godzin później, to się zaczął rejwach. Trzeba było coś spróbować, trzeba było coś zaśpiewać. W każdym razie, jak kto nie ma pomysła na walentynki, nie bardzo lubi to święto, ale lubi muzykę, to zawsze może przyjść do Szkoły Muzycznej I i II stopnia, bo tam koncert będzie. I to chyba całkiem ciekawy. Trochę podsłuchiwałam, więc wiem. O 17.00 się zaczyna. Dobre głosy, dobrzy muzycy. Przyjazna dyrekcja. Czego na tę chwilkę chcieć więcej? Ja się wybieram. Każdy może.

Ps. Dziś tak trochę nieoczywiście, ale jednak skoro tropię gorzowskie wątki, bardzo różne, choć poziomu Roberta nigdy nie osiągnę, to jednak o tym muszę i zwyczajnie chcę wspomnieć. Otóż dziś 75. urodziny obchodzi Jerry Springer, wł. Gerald Norman Springer, znany amerykański prezenter telewizyjny, potomek landsberskiej rodziny kupieckiej, syn landsberskich emigrantów w Londynie. Jerry Springer, wielka gwiazda amerykańskiej telewizji. Był w Gorzowie. Śledził ślady swojej rodziny, Robert był wówczas przewodnikiem. Ja się o tym dowiedziałam z jakieś amerykańskiej telewizji. Miałam drugie w moim życiu zapalenie płuc. Bezobjawowe, ale dolegliwe. Siedziałam w domu, oglądałam coś tam i nagle zonk… Ta to nasza katedra, ta to Gorzów. Obejrzałam, zainteresowałam się, bo mnie gorzowskie wątki interesują. I tak, ta wielka, kontrowersyjna gwiazda amerykańskiej telewizji ma gorzowskie korzenie. I shalom, też żydowskie. Piszę o urodzinach Jerry Springera, bo to ktoś ważny, kto przybył tu, aby poszukać prawdy. Gorzka ona się okazała. A po drugie po to, aby powiedzieć … ech nie, nie powiem.