W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Łukasza, Kai, Nastazji , 22 kwietnia 2019

To już dzisiaj gwiazda fado zaśpiewa w Teatrze

2019-03-06

Każdy, kto lubi fado, powinien się wybrać do Osterwy. Cristina Branco potrafi zaczarować każdego, bo jej fado, to takie jazzowe i odrobinę inne, niż klasyczne. Dobra odtrutka na przygnębiający czas.

Właściwie powinnam napisać o wielu innych rzeczach, jak chodniki, znikająca zieleń, problemy z kanalizacją. Ale pomyślałam sobie, że tym razem napiszę o fado, o Cristinie Branco, bo zwyczajnie rzadko się zdarza, aby pieśniarki, i to tak niebanalne zaglądały do kurników w typie tego miasta. To Portugalka, która kontynuuje tradycję fado, jaką na cały świat rozpropagowała Amalia Rodrigues, a właściwie fani tej niepospolitej śpiewaczki. Fado – pieśni portugalskich biednych dzielnic, uwiodły wielu miłośników, w tym gorzowian, którzy podróżują do Portugalii. A teraz Cristina Branco przyjeżdża do nas. Oczywiście za sprawą Prezesa, czyli Bogusława Dziekańskiego, szefa Jazz Clubu.

Rzeczą znamienna jest to, że właśnie Prezesowi udaje się zapraszać, skutecznie, gwiazdy – i to gwiazdy bardzo oczywiste, jak choćby Joshua Redman (moja jazzowa miłość) czy wielu innych z tej jazzowej półki, ale i takie, jak właśnie Cristina czy Noa. Pozornie nieznane, ale jakże ciekawe. I właśnie to, że tacy artyści, takie artystki bywają w Mieście nad Wartą jest wystarczającą rzeczą, aby o tym pisać. Co więcej, trzeba o tym pisać. Bo ich obecność odmienia stereotypowe postrzeganie kurnika jako miejsca, gdzie tylko liczą się dziwne, z mojego punktu widzenia oczywiście, imprezy na podmokłych nadwarciańskich łąkach z nieodłączną kiepską kiełbasą z grilla oraz nie najlepszym piwem.

W tym ciągu dobrych i ciekawych instytucji kultury oczywiście też nie może zabraknąć Miejskiego Centrum Kultury, które od lat promuje dobrą, bardzo różnorodną muzykę. Zwłaszcza teraz, kiedy obchodzi ćwierćwiecze swojego istnienia. Warto też słówko przy okazji powiedzieć i o CKN Centrala, bo jak się okazuje, Centrala jest bardzo dobrze rozpoznawana w Europie, rozpoznawana jako ciekawe miejsce, gdzie goszczą też gwiazdy – tyle tylko, że innego rodzaju muzyki. Dla wielu Gorzów równa się Centrala, czemu ja się nie dziwię zupełnie.

Jak się tak dobrze przypatrzyć, przyłożyć szkiełko i oko, to jednak może aż tak tragicznie jednak z kurnikiem naszym nie jest. Tyle tylko, że te działania i tak giną w starciu z mokrą łąką, kiełbasą i piwem i to za naprawdę wielkie pieniądze. No cóż. Bo te inne działania kosztują znacznie mniej i więcej dobrego dla miasta robią.

W każdym razie, Cristina Branco zaczaruje dziś tych, którzy mają bilety. Tym, dla których nie wystarczyło, pozostają płyty albo kanały w Internecie. Naprawdę warto. Naprawdę warto posłuchać, bo jej głos, bo jej sztuka to prawdziwa odtrutka na podłe i smutne czasy, w jakich przyszło nam żyć. Akurat wiem, o czym baję, bo miałam okazję Cristiny posłuchać.

A teraz z innego kątka, bo zapomniałam wcześniej o tym napisać. Otóż w bibliotece przy Kombatantów można już oglądać wystawę „Dziękuję ci tato” Emilii Wójcik. Otwarcia nie było, ale nie zmienia to faktu, że wystawę zobaczyć trzeba. Wpisuje się ona bardzo mocno w coraz bardziej modny trend wydarzeń dotyczących przeszłości. Emilia Wójcik, fotografka, intrygująca wielce osoba, ma nad wyraz ciekawe spojrzenie na świat i rzeczywistość nas otaczającą. Dostrzega pewne rzeczy, których inni nie bardzo widzą. A ponieważ patrzy na świat przez obiektyw aparatu, tym bardziej jej spostrzeżenia są godne uwagi. Ja tam się na pewno wybiorę, choć dla mnie wypad na Manhattan to tak, jak wypad gdzieś naprawdę daleko. Logistyka jest potrzebna. Ale co tam, dam radę.

I jeszcze jedna rzecz. Otóż uwiodła mnie jedna foteczka, którą znalazłam w Internecie. Na niej jest niebieski tramwaj – znaczy chyba Wrocław, bo tylko tam jeżdżą niebieskie tramwaje. I nie byłoby nic niezwykłego w zdjęciu błękitnej bimbki, gdyby nie fakt, że na ledowej tablicy z informacją o numerze i trasie pojawił się napis „Tramwaj zwany pożądaniem”, czyli tytuł znakomitego dramatu Tennessee Williamsa. Tylko przypomnę, że dramat sfilmował Elia Kazan, a w rolach głównych obsadził Vivien Leigh oraz Marlona Brando. Klasyka kina, klasyka dramatu. A piszę o tym nie dlatego, żeby gadać o filmie, który zresztą wielbię, jak i dramat zresztą, ale dlatego, że ta focia znakomicie wpisuje się w sytuację kurnika, ups, znaczy chciałam napisać Miasta nad trzema rzekami. Tak się bowiem składa, że w mieście naszym wszystkie bimbki stają się z wolna tramwajami zwanymi pożądaniem. Tak długo ich nie ma, że wszyscy zaczynają coraz bardziej o nich tęsknić. A tu co chwila to zonk… Miały by, a nie ma. Będą, ale bogi różne chyba wiedzą, kiedy to nastąpi. I parafrazując klasyka, im bardziej ich wyczekujemy, tym bardziej ich nie ma.

Gratuluję bimbkarzom z błękitnego tramwaju znajomości literatury światowej, poczucia humoru i jednak dystansu do siebie. Nasi bimbkarze też takowy mają. Jak już się doczekamy powrotu tramwajków na szyny, pewnie też coś ekstra wymyślą. Ja osobiście jestem najbardziej przywiązana do bimbki nr 5, która na szczególne okazje wyjeżdżała i mam nadzieję, że wyjeżdżać będzie na ulice miasta. Do tego stareńkiego tramwaju, który zgrzyta, trzęsie się i trzęsie pasażerami, czyli daje namiastkę tego, jak się drzewiej po mieście tym, ale i nie tylko tym jeździło. Czekam mocno. No cóż, lubię bimbki wszelakie.

Ps. Bo zwyczajnie chcę oraz muszę. Wczoraj w FG odbył się III Konkurs Stroikowy, czyli konkurs muzyków – uczniów szkół muzycznych grających na saksofonach i klarnetach - bo te były reprezentowane w generalności. Organizator – Szkoła Muzyczna I i II stopnia oraz FG. Zjechało się coś około 60 młodych adeptów muzyki wraz ze swoimi nauczycielami. I byli to młodzi ludzie niemal z całej Polski. Było gwarnie, pracowicie, przepięknie. Dobrze wypadli także uczniowie gorzowskich szkół. Czyli zamykając całość, muzycznie miasto to jednak nie tylko podmokła łąka i tak dalej, ale też właśnie i to. Dobre szkoły, dobrzy nauczyciele, dobre imprezy muzyczne, choć szkolne. A tak po prawdzie, to maraton muzyczny był. I kolejny dobry przykład na współpracę FG ze szkołami muzycznymi. Bo kto ma współpracować z młodymi przyszłymi gwiazdami klasyki i nie tylko, jak nie Filharmonia? No kto?