W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Jarosława, Konrada, Selmy , 21 kwietnia 2019

No i przyszła wiosna, ale na horyzoncie pojawia się problem

2019-03-07

Przedwiośnie to zapowiedź pięknej pory roku, ale też i czegoś straszliwego, czyli porządków na łąkach i innych zielonych skrawkach.

Trzeba o tym mówić głośno, bo barbarzyństwo już się czai.

Barbarzyństwo polega na prostej rzeczy. Idzie wiosna, trzeba coś zrobić, aby łąki i inne mniejsze ugory znów zielone były, więc się je wypala. Toć przecież i dziadek tak robił, ale i chyba pradziadek, więc dlaczego nie. Taka piękna narodowa tradycja sprzątania na łąkach i innych ugorach. Tyle tylko, że od czasów pradziadka minęło już wiele, wiele lat i już wiadomo, że wypalenie łąk to barbarzyństwo. I to pierwszej, krystalicznej wody. Giną małe stworzonka, w ogniu giną. Małe stworzonka, bez których życie na łąkach jest zaburzone. Ktoś może powiedzieć, że po co tam się myszkami czy nornicami przejmować. Toć ich dużo jest. A prościej łąki wypalić, aniżeli inaczej zadbać o to, aby znów były ładne, znów na nich rosło wiele roślin i ziół. I właśnie na tym polega barbarzyństwo. Bo ci, co wypalają, nie myślą o stworzonkach. Przeciwko bezrozumnemu wypalaniu łąk i ugorów od lat sprzeciwiają się strażacy – moim zdaniem jednak cały czas służba, do której ma się największe zaufanie. Służba, która w dobrej sprawie potrafi się postawić politycznym ministrom i politycznemu rządowi. Jedyna, która tak się zachowała przy Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I jedyna, która od lat tłumaczy, naucza, przekonuje, że wypalenie łąk i ugorów to barbarzyństwo. Strażacy robią wszystko, aby dotrzeć do myśli i wrażliwości tych, co podpalają. Z różnym skutkiem. Onegdaj sięgnęli nawet po autorytet biskupa lubuskiego, księdza Tadeusza Lityńskiego. Był apel, były prośby, były tłumaczenia. I co? I nic. Wypalanie szło pełną parą. Mało tego, strażacy byli wzywani do pożarów, w których cierpieli sami podpalacze. Dlatego teraz straż już zaczyna akcję przekonywania i tłumaczenia, że nie wolno tego robić. Do tej akcji zaczynają się włączać ludzie z mediów społecznościowych. Bardzo wielu z nas ten proceder się nie podoba. I dlatego znów trzeba mówić głośno, głośno przypominać, że wypalanie łąk i ugorów to barbarzyństwo. Ludzkie barbarzyństwo wobec przyrody i braci mniejszych. Tych myszek i nornic oraz innych, bez których świat zwariuje. Już zresztą wariuje. Zwyczajnie nie można tego robić. I dobrze by było, żeby każdy miał taką świadomość. Jak nie dziadek, czy wujek, który to robi, to dzieciak mały, któremu żal się myszki zrobi i płakać będzie, kiedy dziadek czy wujek podpali łąkę.

To się nazywa edukacja. Edukacja u podstaw, jak w pozytywizmie. I chyba właśnie takiego pozytywistycznego myślenia w tej kwestii nam potrzeba.

I teraz z drugiego kątka. Otóż kilka dni temu Miasto zapaliło się informacją, że w centrum znaleziono wiele porcelany. I to w całkiem niezłym stanie owa porcelana się zachowała. Jak znam archeo, to ręce zatarli i dawaj badać. Za to zawsze nieustająca wdzięczność archeo z mojej strony się należy. Bo archeo zawsze znajdzie odpowiedź. I pomyśleć, że kiedyś całkiem niedawno, archeologia, ta bardzo ciekawa nauka, z znakomitym zapleczem do wyjaśniania zagwozdek przeszłości, była nauką pomocniczą historii. I to taką trochę gorszą, bo co niby z tych skorupek można wyczytać? Szczęściem dla mnie, ale i nie tylko dla mnie archeo to dziś pełnoprawna nauka. Co więcej taka, od której się oczekuje, żeby swoimi znaleziskami potwierdziła, że dla przykładu w Cedyni rzeczywiście doszło do słynnej bitwy między Mieszkiem I a Hodonem, a jedyny znany znak tej bitwy jest w kronikach biskupa Thietmara z Merseburga. Jedno zdanie, dodam.

Wracając do miasta, okazuje się, że czasami trzeba mieć zaufanie do urzędników od katastru, urzędników, którzy sami są zainteresowani historią Miasta. Bo właśnie pani urzędnik z tego wydziału dokładnie ustaliła, skąd owa ciekawa porcelana pochodzi i skąd jej się tak dużo w tym miejscu nagle znalazło. Raz – praca, dwa – własne zainteresowanie przeszłością miejsca, w którym się mieszka zaowocowało dokładnym ustaleniem. Archeo ma więc podpowiedź. Pani urzędnik winna kwiatki dostać. Jak się obie siły sprzęże, to w Muzeum Lubuskim im. Jana Dekerta będziemy znów mieli coś pięknego. Po salonie porcelany ze zbiorów Carli Müller, po Albumie Pałahickie, po Arsenale’55, po jednak tego, co się ukazało po fatalnym pożarze katedralnej wieży, przybędzie nam kolekcja porcelany z pewnego landsberskiego sklepu. Z jego magazynu. I powiem tak. Bezwiednie i zupełnie nieoczekiwanie Muzeum Lubuskie staje się naprawdę miejskim muzeum. Miejskim z miejskimi artefaktami. Oczywiście, cały czas archeo ma najważniejszy głos. Bo to archeo decyduje, czy coś jest piękną starotką z XIX wieku, albo sprzed 6 tysięcy lat. I czy warto myśleć o ekspozycji. Jak znam archeo, to zawsze warto. Zatem czekam na coś ślicznego – na prezentację. Oczywiście archeo znów zostanie zapytane – a skąd wiecie, że to … Archeo na mnie jak zwykle durnie popatrzy, pomyśli, że lata się znamy, ale skoro trzeba, to trzeba i dawaj tłumaczyć będzie. Ta ja po te tłumaczenia archeo zawsze pytam. Bo to jest tak naprawdę najfajniejsze.

Ps. Uprzejmie informuję, że jutro złośliwca nie będzie. Dziś z samego rana bowiem wywiewa mnie do Berlina. Jadę tam na ITB Berlin 2019 – najważniejsze i największe targi turystyczne w Europie. Ludzie z ITB, Messe Berlin, uznali, że portal echogorzowa.pl jest na tyle dobry i na tyle ciekawy z turystycznego punktu widzenia, że dali mi akredytację. Jadę tam po to, aby posłuchać o świadomej turystyce, ale i pośledzić lubuskie wątki, bo że tam są, to wiem. Jak mnie się uda znaleźć lubuskie w gąszczu ponad 1 tys. wystawców, to oczywiście zdokumentuję. Ale tak z drugiej strony – mały w skali europejskiej portal został dostrzeżony jako ciekawe medium, gdzie się pisze o turystyce. Na tyle ciekawy, że ITB Berlin dał akredytację na targi, gdzie bilet kosztuje 40 euro. Dzienny bilet. Zatem znikam, ale tylko po to, aby za chwilkę niewielką napisać, jak tam jest. Berlin… znów w tym cudnym mieście.