W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2019

Minęło dziesięć lat od chwili zniknięcia kina Kopernik

2019-03-09

Stałam tam wiele razy w kolejce po bilety na hitowe filmy. Kilka razy siedziałam na specjalnych seansach. To tam, w tym kinie, spotkałam wielką postać polskiej filmografii.

Jak dobrze, że ktoś prowadzi kalendarze wydarzeń. Coś na kształt kronik średniowiecznych pisanych przez kronikarzy, dziś przeze mnie zwanych bajarzami. Bajarzy trzeba odłożyć na margines, bo średniowieczne bajarstwo to jedno, a kronikarze wydarzeń współczesnych, to drugie. Tamci tkali historię, jak im materia stała. Głównie zapamiętane rzeczy były podstawą. Ostatnio odkryłam, nie dzięki własnej wytężonej pracy, ale dzięki dobrym lekturom, że wiedza o głębokim średniowieczu, początku państwowości polskiej tak naprawdę opiera się o świadectwa niemieckich kronikarzy. Opowiadać za dużo nie będę, ale o jednym fakcie muszę napisać. Mało kto wie, ale wiedzę o tamtych, mocno zaprzeszłych czasach zawdzięczmy też mnichom z Quedlinburga. A piszę o Q dlatego, że moje serce tam zostało, w mieście krzywych domków, jak je dla siebie nazywam.

Wracam do współczesnych kronikarzy. Rzeczywistość jest dynamiczna. Nadążyć za zmianami jest raczej trudno, tym większe ukłony, że Jerzemu Zysnarskiemu się chce. Że nadąża. Notuje wszystko. I dzięki Jerzemu Zysnarskiemu, ale myślę też dzięki Robertowi Piotrowskiemu, ale też i dzięki Archiwum Państwowemu pamiętamy różne, bliskie a ważne rocznice. Nie wnikam w pływy, jakie państwa łączą lub nie łączą. Ważne dla mnie jest, że akurat ci ludzie pamiętają. I przypominają ważne rzeczy dla pamięci tej najbliższej o historii miasta.

I wracam do Kina Kopernik. Największe i najbardziej modern było w Mieście. Dziś mija 10 lat od chwili rozbiórki. Pomijam całą sferę gospodarczą. Bo to inna bajka. I nie o niej chcę pisać. Kopernik to było kino, do którego chodziło się na hity. Stało się w kolejkach po bilety na amerykańskie wielkie widowiska. Mało tego, stało się w kolejce po bilety na Konfrontacje Filmowe. Filmofani pamiętają. Spędziłam tam wiele ciekawych chwil. To właśnie w Koperniku miałam okazję spotkać oko w oko panią Agnieszkę Holland. Wiem, że to trudne do uwierzenia, ale tak było. Pani Agnieszka Holland była w Gorzowie. Była w kinie dziś już absolutnie nieistniejącym. Mało kto o tym pamięta. A dobrze by było, żeby jednak ta wiedza jednak powszechna była.

Kina nie ma, jest za to dziwaczny skwer. Za jaką chwilkę może coś tam urośnie. Może krzaki listki puszczą. Może. Dziesięć lat mija od chwili, kiedy Kopernika nie ma. Płakać czy się cieszyć? Każdy sam sobie odpowie. Mnie jest żal.

A teraz z drugiego kątka. Media lokalne zrobiły akcję z zapytaniem, czy trzeba karać właścicieli psów za niesprzątanie za ich odchody na chodnikach i w parkach, czy też trzeba raczej napominać. Wiele już lat się bujamy z takim pytaniem. Ankieta pokazała jasno – karać. I powiem tak, wcale się nie dziwię. Jak chodzę moimi bliskimi kątkami, moimi ulicami, to naprawdę obrzydzenie bierze, że aż tak wyglądają chodniki i te wąskie pasy zieleni. Lubię czterołapie. Bardzo. Ale jestem za tym, żeby właściciele sprzątali. Mało, a właściwie nic mnie nie obchodzi techniczny mechanizm sprzątania. Czy to będzie rękawiczka, czy to będzie łopatka. Odchody psie sprzątać trzeba. Jak się ma ulubieńca, to się poza przyjemnością ma i obowiązki. Dobrze by było, żeby o tym pamiętać.

I z jeszcze jednego kątka będzie. Spędziłam dwa dni na ITB 2019 Berlin. Pierwszy raz na naprawdę wielkich, naprawdę profesjonalnych targach turystycznych. Jak tam byłam, to zrozumiałam, dlaczego miasta tam nie ma. To wielkie targi, wielkie, dla wielkich ryb. Małe płotki tam nie mają czego szukać. Szkoda wielka. Okazało się, że miasto nawet plotką nie jest. Planktonem? Może. Bo LOTUR był… W wielkim i świetne wyglądającym kompakcie Poland. Bracia Niemcy, choć nie musieli, to jednak tak zaaranżowali ekspozycję, że Polska była pierwsza, jak kto poszedł na prawo od głównego wejścia. Jak kto poszedł na lewo, to Brandenburgię oglądał, a potem wiele innych niemieckich landów. Jak kto poszedł na prawo, spotkał LOTUR, Santok tam był. Gorzowa niet. Absolutnie niet. Oczywiście nie ma obowiązku być. Ale jednak dobrze by było, żeby być. Rozumem. Drogie targi. Ale jak marszałkostwo jest, województwo jest, to i dobrze by było, żeby miasto też było. Nie ma. Cóż.

Ps. Nieprawdą jest, że w Niemczech tylko po niemiecku się można dogadać. Siedziałam sobie w pewnej kafejce na Friedrich … Gapiłam się na Friedrichstadt-Palast. Pani w kafejce obok nie miała problemu, aby z niemieckiego na angielski przejść…. U nas cały czas to trudność. Kocham Berlin… Trudno, co zrobić…