W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2019

Trzy dni bez Internetu. Da się przeżyć, ale trudno jest

2019-03-13

Zonk się skończył. Mam w końcu net w domu. I już bardzo dokładnie wiem, że zwyczajnie od sieci jestem uzależniona.

A było tak. Odpaliłam sobie sieć w sobotę wczesnym rankiem, przed pracą. Chciałam coś tam sprawdzić. Działał, ale kulawo. Wróciłam styrana z pracy, bo pracowicie było. I co? I już neta nie było. No szlag jasny i wszystkie plagi świata. A miałam jeszcze plany, żeby coś tam zrobić. Się nie dało. W telefonie nie umiem pracować, więc sobie dałam spokój. Przeczytałam więc sobie jakąś książeczkę. Pomyślałam, że net wróci jutro. Zawsze wracał. Ale nie wrócił. W poniedziałek rano było podobnie. Szczęściem w pracy mam sieć, więc drobiazgi wysłałam, ale jakoś tak mi było niewygodnie. Zaczęłam walkę z dostawą neta i dopiero wczoraj, wczesnym wieczorem sprawa zakończyła się sukcesem. Pan technik, który okazał się zresztą znajomym z bardzo dawnych lat, dołożył starań, aby wszystko zagrało. Przy okazji powspominaliśmy dawne czasy. Było fajnie i Net wrócił.

I ja sobie w trakcie tych trzech dni zdałam bardzo dokładnie sprawę z faktu, że zwyczajnie jestem uzależniona od sieci. Bo przez sieć płacę rachunki za niemal wszystko, przez sieć robię rezerwacje i kupuję różne bilety na swoje szwendaczki bliższe i te dalsze. Przez sieć sprawdzam też wszystko, co mi jest żywotnie potrzebne. Przez sieć komunikuję się ze znajomymi. W sieci też komentuję różne rzeczy. No sieć mi bardzo życie ułatwia, ale też mocno mnie przytrzymuje. Bez sieci się nie da. Zwyczajnie się nie da. Owszem, można coś tam zrobić, zgrać na kość i pokolędować po sąsiadach, którzy mają dostęp do Netu, z prośbą, aby wysłać. Ale ja nie lubię kłopotać znajomych, jak i sąsiadów.

Jednym słowem, myślę, że nie tylko ja sobie już nie wyobrażam życia bez Internetu. I pomyśleć, że globalna sieć ma zaledwie 14 lat, bo od 2005 roku liczy się wielki rozwój Internetu. Tylko 14 lat, a już taka wielka zależność od bardzo wygodnego instrumentu, jakim jest komputer z dostępem do Sieci.

Przeżyłam trzy dni bez. I powiem tak, że jak się zbliżał termin, kiedy pan technik miał przyjechać i naprawić, a pana nie było, zaczęłam wpadać w panikę. Bo kolejnych dni bez neta chyba bym nie przeżyła. I myślę, że jak się wszyscy zastanowicie, to właśnie do tego samego wniosku dojdziecie. Dziś bez neta zwykły obywatel nie ma szans na normalne funkcjonowanie. Ja sobie – dla przykładu – zwyczajnie nie wyobrażam, żebym miała znów na poczcie stać z plikiem rachunków do zapłacenia i garścią banknotów w jakiejś kolejce. Tu się też kończy moja wyobraźnia, chyba rozpieszczona wygodnictwem korzystania z sieci.

Przeżyłam, dałam radę, choć trudno było.

I z drugiego kątka. Ale też związanego z netem. Archiwum Państwowe znów apeluje do ludzieńków o udostępnianie dokumentów, fotografii, pamiątek rozlicznych, z akcentem na harcerstwo. Ale nie tylko harcerstwo. Archiwiści proszą o przekazywanie, albo tylko udostępnienie materiałów wszelakich. Jak kto chce podarować, to dobrze, a nawet świetnie. Jak kto chce tylko użyczyć do digitalizacji – też dobrze. Archiwiści zdygitalizują, umieszczą w sieci. Ślady zostaną. Czyli znów sieć, czyli znów największa na świecie baza danych. No bez neta się zwyczajnie nie da. Ja mam brązowy krzyż ZHP, zresztą chyba dany mi na otarcie  łez po likwidacji Chorągwi Gorzowskiej. Jakoś tam lubię od czasu do czasu na niego popatrzeć. Więc Archiwum na razie go nie przekażę. Ale zrobię focię, zeskanuję legitymację i do Archiwum wyślę. Oczywiście przez sieć. A jak już uznam, że moje jedyne odznaczenie już mi nawet do popatrzenia nie będzie potrzebne, to dam go tej instytucji. Pewno gdzieś tam w pudełko jakieś zapakują i będzie ok. Bo przecież krzyża, choćby brązowego, na śmietnik jakoś wyrzucić nie bardzo można. Przynajmniej ja tak myślę. I tak przy okazji, mam nadzieję wielką, że już nigdy żadnych krzyży, odznaczeń, plakietek pamiątkowych oraz w podobie nie dostanę. Jakoś nie jestem krzyżowa, plakietkowa, pamiątkowa. Choć przyznam, że długopisy i magnesy turystyczne oraz mapy to jak najbardziej. Najbardziej lubię. No cóż.

Ps. Dziś 13 dzień miesiąca. Pechowy, bo 13 jest pechową liczbą. Tak jest w tradycji. Prawo Murphy’ego stanowi jasno, że jak się ma coś zdarzyć źle, to się zdarzy, zwłaszcza 13 dnia miesiąca. Ja tam z lekka przesądna jestem. Mam zatem nadzieję, że dziś jednak wszystko zatrybi dobrze, nic się złego nie wydarzy, a 14 marca wszyscy się obudzimy z ulgą, że ta pechowa 13 już za nami. A tak by the way, odkryłam, że w Nippon, są hotele, gdzie nie ma 13 piętra. Czyli Japończycy są jeszcze bardziej przesądni niż ja. Wow…