W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Nie rozumiem, po co ruszać znaki kulturowe

2019-03-15

Już nie tylko Mickiewicz zmieni miejsca, ale także Jancarz będzie przesunięty. Obawiam się, że za jakąś chwilę zupełnie przestaniemy rozpoznawać miasto, w którym mieszkamy.

Nie zmienia się pejzażu kulturalnego miasta, nie zmienia się wyglądu centrów tylko dlatego, że ktoś wymyślił drogę czy rondo. Nie robi się tego, bo pejzaż kulturowy jest jednym z najcenniejszych znaków firmowych danego miejsca. Jak język dla danej nacji, tak właśnie pejzaż jest rzeczą niezbywalną dla miast, miasteczek.

Dlaczego się tak przy tym upieram? Ano dlatego, że zapuszczam się tu i ówdzie. I tak w Niemczech, Estonii, Danii, Czechach, wszędzie zresztą, dba się o spuściznę. Nikomu jakoś nie przychodzi do głowy betonować centra miasta, nikomu nie przychodzi zalewać asfaltem starych bruków. Nikomu nie przychodzi do głowy przesuwanie pomników czy innych znaków kulturowych. Wręcz odwrotnie, robi się wszystko, żeby te znaki zachować.

U nas nie dość, że się zdekomunizowało, cokolwiek to znaczy ulice, pozbawiło się klimatu Kwadrat, to jeszcze i to.

Może zamiast tak wszystko zmieniać, pan szeryf wybuduje sobie swoje miasto?