W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bony, Horacji, Jerzego , 24 kwietnia 2019

Milionowa gorączka ogarnęła nasze miasto

2019-03-16

Z dużym zaskoczeniem oglądałam wczoraj, jak gorzowianie hurmem rzucili się do punktów z różnymi loteriami i grami. Jakoś chyba wszyscy chcą być milionerami.

Ktoś wygrał ogrom kasy, więc wszyscy inni pomyśleli, że przyszła dobra passa i dawaj grać. Widziałam te ogonki przy różnych punktach, patrzyłam, jak ludzie w niejakiej gorączce wypełniają te blankiety, skreślają te numerki. Fajnie się patrzy na ludzi z nadzieją. Ja co prawda nie bardzo znam to uczucie, bo zagrałam może ze dwa razy. Ale skoro ludzie myślą, że im się uda, to powodzenia. I co ciekawe, zawsze się tak dzieje, jak ktoś wygra jakąś kasę. Dziwna sprawa.

A teraz z drugiego kątka. Powstanie ścieżka nad Wartą. Powiem tak, bardzo na nią czekam, bo jakoś lubię się szwendać nad wodą. Ale kiedy usłyszałam, kto ją ma budować, no to mina mi nieco zrzedła. Bo ma ją budować firma, która zrobiła Kwadrat. A jeśli o tego zaprojektuje ją też ten sam fachowiec od zabetonowania Kwadratu, to już wiem, że rzecz będzie nie dla mnie. Podobnie jak nie dla mnie jest ścieżka nad Kłodawką. Dlaczego? Bo jestem przeciwna bezmyślnemu wycinaniu zieleni, betonowaniu i ustawianiu miliona ledowych lamp. Zawiało mnie niedawno na placyk przy Sikorskiego. I co, i znów metry kwadratowe płytek chodnikowych. Komu przeszkadzała tam trawa – nie wiem. Że przeszkadzać mogły dziwaczne pomysły byłej plastyk miejskiej miasta, to rozumiem, ale trawa?

I tak jest co kawałek. Coraz większe połacie płytek, asfaltowych ścieżek.

Ktoś ostatnio wrzucił w media społecznościowe zdjęcie dworu w Niepołcku pod Barlinkiem. Dziś okazała i ciesząca oko budowla, a przecież kiedy specjaliści zabierali się za rekonstrukcję, była to kupa zapadniętych cegieł i nic więcej. Byłam tam, kiedy konstrukcja stała już na metalowych podnośnikach. No robiło to wielkie wrażenie. Nie powiem, kto i jak komentuje ten fakt – oczywiście w odniesieniu do tego, co się dzieje z zabytkami w Mieście. I tak przy okazji – ciekawe, co się dzieje z Zawarciańskim Zameczkiem, bo ludzie gadają, iż w necie można znaleźć ogłoszenia o wynajęciu poszczególnych pomieszczeń na biura….