W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Miasto ma nowy dzień, nowe miejskie święto, dzień wandala

2019-03-20

Najpierw była dramatyczna informacja o tym, że ktoś zdewastował Fyrtel, czyli pieczołowicie budowane miejsce na osiedlu Staszica. A potem doszła jeszcze informacja o kradzieżach miedzianych elementów na ścieżce nad Kłodawką.

No i jak nie lubić tego miasta? No jak? Co i rusz coś się dzieje, szkoda tylko, że generalnie paskudne rzeczy się przydarzają.

Z wielkim żalem obejrzałam fotorelację udostępnioną przez przemiłą znajomą z Fyrtla. Myślę, że to miejsce znają niemal wszyscy. Od kilku lat budowane wspólnymi siłami ludzi ze Staszica miało być i bywa ostoją i miejscem zabaw dla najmłodszych, jak i miejscem spotkań okolicznych mieszkańców. Co z tego, że komuś się chce, że poświęca czas i pieniądze po to, aby było ładnie. Wystarczyła jedna noc, aby niemal wszystko poszło się dziobnąć. Ktoś, chyba nie przy zdrowych zmysłach, zwyczajnie zdemolował to miejsce.

Nie wiem, co tam się wydarzyło. Nocna balanga, cokolwiek. Ale żeby aż tak? Do niemal totalnego zniszczenia? Od jakiegoś czasu staje się to normą, że ktoś coś dobrego zrobi, ktoś się napracuje, a potem przychodzą jakieś bezmózgi i po herbacie.

Ale to nie była jedna tylko zła informacja. Potem okazało się, że złodziejskie ręce okradły z miedzianych płytek ścieżkę przy Kłodawce. Widać budowniczy przykleili te płytki na ślinę i to w mieście, o którym wiadomo, że żaden metalowy element nie może być zamontowany ot tak sobie. Każdy musi być zakotwiczony i to tak, żeby nawet specjalistycznym sprzętem nie dało się tego ruszyć. Tak dzieje się co chwila z fajerką Szymona Giętego. Tak stało się z główką Zenona Bauera. Teraz to. Nawet specjalnie mnie się tego faktu komentować nie chce, bo ileż można. Zresztą ta ścieżka nie ma szczęścia od samego początku. Ktoś zdążył już zdewastować wiaty przy byłej Harcówce. Komuś nie spodobały się kosze na śmieci. Mnie się ta ścieżka od początku, od chwili wydziabywania pod nią drzew nie podobała i w dalszym ciągu mnie się nie podoba. Ale nie przyszłoby mi do głowy, aby niszczyć. No cóż, takie miasto. Tacy ludzie. Taka świadomość.

Za chwilkę zaczną się nasadzenia zieleni, w tym kwiatków w gazonach. I jestem więcej niż pewna, że znów będę patrzeć na ukradzione bratki i inne. Taka mentalność – trzeba sobie wziąć, bo w prywatnym ogródku będą lepiej wyglądać niż w miejskich gazonach, a skoro są w miejskich to są nas wszystkich, więc jak raz pasują do prywatnego ogródka. Ech…. Gorzów i jego mieszkańcy – kurnik zwykły i ludzie bez skrupułów oraz poczucia obywatelskości. Za to z misją …. Misją miasta wielkiego i pięknego, tyle tylko, że stale pokrzywdzonego. Szkoda słów zwyczajnie.