W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Czyżby archeologiczna sensacja się nam szykowała?

2019-03-21

Archeo na razie jest mocno sceptyczne, ale gdyby się okazało, że dokopano się do pozostałości po kościele św. Jana, to byłaby rzeczywiście wielka sensacja. Ja bym bardzo chciała.

Była Brama Santocka, był skład porcelany, a teraz znów jest coś ciekawego. Średniowieczne relikty, które mogą, ale nie muszą być pozostałością pierwszej landsberskiej świątyni. O tym kościele, o tym, czy był, czy go nie było, a jeśli już był, to gdzie dokładnie, w światku historyków i regionalistów dywaguje się od dawna. Ścierają się dwie opcje – zwolenników i przeciwników tezy o jego istnieniu.

Powtórzę, bardzo, ale to bardzo bym chciała, żeby to były pozostałości po kościele św. Jana. Kolejna ciekawa kwestia zostałaby rozwiązana. No i przy okazji powtórzę – domagam się od miasta kompleksowego opracowania wszystkiego, co wyszło z ziemi podczas tego mega bałaganu, za jaki mam remont w Sikorskiego. Poważnego, krytycznego, na miarę XXI wieku. I powtórzę, nie przekonują mnie żadne argumenty ani labidzenia, że miasta nie jest stać. Bo miasta jak najbardziej stać na takie wydawnictwo.

A o tym, że znaleźliby się czytelnicy, nikogo raczej przekonywać nie trzeba. Dowodem jest olbrzymie zainteresowanie lokalnymi wydawnictwami dotyczącymi miasta. Przecież dodruk albumu ze zdjęciami Waldemara Kućki sprzedał się chyba od ręki. Znakiem tego, trzeba znów najbardziej pożądaną książkę w mieście wydać w kolejnym dodruku. Skoro są chętni i skoro chcą za tę książkę zapłacić, to trzeba ją drukować. I naturalnie sprzedawać.

No i z drugiego kątka. Pojawiły się kwiatki w miejskich gazonach. Połaziłam sobie dziś po mieście. Na szczęście nikt jeszcze nic nie zawłaszczył sobie do domowego ogródka. I trzeba trzymać kciuki, że tak się stanie, że tym razem nikomu do głowy kradzieże z miejskich gazonów nie strzelą do głowy, choć pewna zupełnie nie jestem. Kwiatki na razie tylko cieszą oko. I dobrze, bo w tym kurniku mało co jest ładne.

Ps. I tylko melomanom, a tych w mieście jest jednak trochę, że dziś przypadają 180. urodziny znakomitego rosyjskiego kompozytora Modesta Musorgskiego. Ciekawa postać, znakomity muzyk bez formalnego wykształcenia muzycznego, co więcej, dla niepewnego losu artysty porzucił lukratywną karierę oficerską. Generalnie znany jest jako twórca opery „Borys Godunow” – dzieła monumentalnego w każdym aspekcie oraz „Obrazków z wystawy”, a tu szczególnie opowiastki muzycznej „Taniec kurcząt w skorupkach”, które ja z lubością nazywam Kurczaki w skorupkach. Przypomnę tylko, że kilka lat temu maestra Monika Wolińska poprowadziła w Filharmonii Gorzowskiej koncert, na którym wykonano właśnie „Obrazki” i to w opracowaniu na orkiestrę, choć najbardziej znane są w kanonicznej wersji, czyli na fortepian. To było duże wydarzenie. Melomani dziś powinni sobie posłuchać Kurczaków i wspomnieć właśnie wielkiego kompozytora.