W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

A za moim oknem znów coś się zmienia, chyba na dobre

2019-04-02

Rusztowania już stoją, znaczy coś się będzie działo. Pewna kamienica, którą widzę z okna, ma szansę na zmianę.

Jakiś czas temu z równowagi ciszy i spokoju w moim własnym domu wytrąciły mnie trzaski i jakiś taki hałas. Spojrzałam przez okno i już nic mnie więcej z równowagi nie wytrącało, choć hałas nadal był. Mistrzowie murarscy montowali rusztowanie przy kamienicy. Jak rusztowanie rośnie, znaczy coś dobrego się stanie. Bo albo dach, albo elewacja idzie do remontu. I to są takie śliczne, malusie drobiazgi, które powodują, że miasto staje się piękniejsze. Oczywiście pisać, że remont czy to dachu, czy to elewacji per malusi drobiazg jest dziwactwem. Bo z punktu widzenia ludzi, którzy w tej kamienicy mieszkają, to jest naprawdę wielka sprawa. Wielka – logistycznie, finansowo i generalnie mieszkaniowo. Jednak z pozycji całego miasta to drobiazg. Ale z takich drobiazgów, takich wielkich wysiłków poszczególnych ludzi buduje się coś pięknego, pewną pełnię. Bo jak jedna kamienica stanie się śliczna, to sąsiedzi pozazdroszczą i dawaj, zaczynają myśleć, jak to zrobić, żeby nasza też była śliczna.

Akuratnie w tym przypadku dokładnie tak jest. Idealnie naprzeciw stoją bowiem dwie, przepięknie odnowione kamienice. To w mojej pierzei, więc jak chcę na nie popatrzeć, a coś ostatnio często chcę, to muszę wyjść z domu i stanąć na chodniku. Staję zresztą tam raz za razem i fotografuję, choć mam foć już dużo. Tych dwóch kamienic. Popatrzę zatem, co się tam będzie dziać. I też będę fotografować. Bo jak co piękne w tym niepięknym mieście staje się znów piękne, trzeba dokumentować i trzeba o tym pisać.

Zakład Gospodarki Mieszkaniowej, z którym mam dobre kontakty, zawsze mnie upewnia, że wszystko można zrobić. Problemem jest tylko kasa. Ale jak ludzie się wezmą wespół w zespół, to i ten problem da się pokonać. Ulica moja piękniej, nie tylko zresztą ona. Bo kawałkami niewielkimi, drobnymi kroczkami piękniej całe Nowe Miasto. Trudno to tak na już zauważyć, ale jak się wnikliwie przyjrzeć, to tak jest. Ponieważ wszystkie te zmiany są naprawdę kosztowne, to trochę ten proces potrwa. Ale się zaczął. I idzie. Drobnymi kroczkami, ale jednak do przodu.

Moja kamienica ma już wszystko, co powinna mieć. Wyliczam zatem – wyremontowany dach, ocieploną elewację od strony podwórka, wyremontowaną klatkę schodową, dzięki programowi KAWKA – ciepłą wodę oraz CO z sieci miejskiej, ale i nową instalację gazową. Przydałby się remont elewacji frontowej. Ale nasza kamienica nie ma absolutnie żadnych znamion urody, niczego, co na już trzeba remontować, to daliśmy sobie na razie spokój – oddychamy po koniecznych remontach. Chciałoby się mieć i front wyremontowany. Ale ponieważ to koszt jest ogromny, to na razie nie. Dlatego z wielką uwagą patrzymy, co się w sąsiedztwie dzieje. Ja już trzy czwarte ulicy zmieni oblicze, a zmieni, pewna tego jestem, to my też z bólem kieszeni się dołączymy i wyremontujemy nasz dom. Takimi malusimi krokami idziemy do ładnego, naprawdę ładnego miasta. A że ono ładne jest, nie mam złudzeń, choć z lubością nazywam je kurnikiem…

A teraz z innego kątka. Z zainteresowaniem wielkim przyjęłam informację, iż miasto przygotowuje się na strajk nauczycieli. Magistraccy spotkali się z dyrektorami szkół i przedszkoli w kwestii takiej, co będzie, jeśli strajk ruszy? Co z małymi i maleńkim, co ze szkolakami i nastolatkami? Miasto stara się przygotować, stara się zapewnić opiekę zwłaszcza tym małym i maleńkim. I to wielki plus dla Magistratu. Nikt nie wie, co się wydarzy. Nikt dziś nie wie, czy strajk będzie, czy go nie będzie. Dla mnie ważną informacją na okoliczność strajku nauczycieli, woźnych i innych pracowników oświaty jest ta, że babcie się konsolidują. Babcie małych i maleńkich oraz tych zbuntowanych na wszystko szkolaków. Babcie, które doskonale rozumieją wagę sporu, wagę strajku, w mediach społecznościowych deklarują – zajmę się swoją wnuczką, swoim wnukiem. Zajmę się też i innymi dzieciakami, którym należy zapewnić pomoc i opiekę. Babcie i dziadkowie rządzą. Dziwne nie jest. Przecież zawsze na nich można liczyć. Babcia da kompotu z truskawek, ale opatrzy ranę na kolanie, jak kto z rowera spadnie. Ale babcia zajmie się dzieckiem, któremu trzeba pomóc. A teraz naprawdę trzeba będzie. Po prostu babcie rządzą.

Ps. Dziś 70. urodziny obchodzą dwie szacowne damy. Jedna jest znana od zawsze, druga się objawiła ostatnio. Obie stoją murem za wolnością. Jedna z nich przypłaciła te działania internowaniem w ponurych czasach stanu wojennego. Druga w tym czasie co innego robiła. Obie dziś walczą w aktywny sposób o wolność – wolność słowa, wolność niezależnych sądów, wolność życia. Obie damy to Grażyna Pytlak i jej siostra bliźniaczka Mirosława Kędziora. Grażyna straciła zdrowie w walce o wolność. Obie panie mają teraz znów, bliską mnie misję – wolność, równość, demokracja. Obu paniom na urodziny serdeczne gratulacje. Grażyna, Mirka, sto i dwieście lat – jednak w spokoju a nie walce. Sto i dwieście lat w spokoju w normalnym kraju.

Ps. 2. Bo zwyczajnie muszę. Moje polonistyczne serce się tego domaga. Dziś polonistyczny światek myśli swoje kieruje ku panu profesorowi Zenonowi Klemensiewiczowi. Dziś mija bowiem pół wieku, 50 lat od chwili śmierci jednego z najważniejszych polskich językoznawców. Był uczniem między innymi prof. Ignacego Chrzanowskiego. Ale bardziej interesowały go kwestie języka, z jego gramatyką, jego zmianami, bo język się zmienia, aniżeli kwestie literaturoznawcze, historyczne i w podobie, jak choćby poetyka. Napisał n książek, w tym Zarys składni polskiej…. Podręcznik, o który potykają się wszyscy poloniści. Wielu w mieście mieszka polonistów. Wielu profesora zna tylko z jego książek. Wielu mówi, że bez Klemensiewicza to generalnie trudno byłoby z gramatyką, składnią i innymi skomplikowanym językowymi sprawami dać dobie radę. Ale wiem, że co niektórzy, także ci w Gorzowie, co mieli szansę profesora słuchać, mówią, bez Klemensiewicza, to jak dzieci we mgle…. Ja pamiętam, choć mnie raczej teoretyczce literatury, językoznawcze problemy były obce. Do chwili spotkania z książkami pana profesora. My poloniści staramy się pamiętać. To już pół wieku mija, jak pana Profesora z nami nie ma.