W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Komu przeszkadzają banery, a komu nie

2019-04-08

Miało być ślicznie, miał zapanować porządek, a tu nic. Nawet dyskusji nie ma. Chodzi o uchwałę krajobrazową regulującą kwestie reklamy w mieście.

Od jakiegoś czasu różne miasta borykają się z zalewem reklam w miastach. Niektórym udało się problem uporządkować, niektórym nie. U nas na fali mody też zaczęto dyskusję o tym problemie, nawet jakieś badanka szczątkowe poczyniono. Nawet była euforia, że w końcu u nas będzie jak w cywilizowanym kraju. No a potem zrobiło się jak zawsze, czyli wszystko zdechło i nic się w sprawie nie toczy. Jak tłumaczy architekt miejski, są inne priorytety.

W sumie szkoda, że inne priorytety przesłoniły tę sprawę. Ale z drugiej strony rozbabrany remont w centrum skutecznie wygasił tu życie, więc problemu z reklamami raczej w najbliższej przyszłości raczej nie będzie. Bo tu za chwilkę kompletnie nic nie będzie. Natomiast problem ten będzie, a właściwie już jest na osiedlach, gdzie faktycznie przeniosło się życie. Tam trzeba zrobić porządek. Ale miasto ma inne priorytety.

Do priorytetów należy chyba zmiana zieleni w mieście. Codziennie w drodze do pracy mijam trochę tej pozmienianej zieleni. Ja się tam za bardzo na niej nie znam, poza tym, że wiem, iż trzeba o nią dbać, bo bez niej zginiemy. Natomiast zastanowił mnie pewien fakt.

Otóż: Na bardzo wielu badylach wsadzonych jesienią przy ul. Warszawskiej oraz w okolicach muzeum, jak i Filharmonii nie ma ani pół listeczka, choć kwitną nawet drzewa owocowe. Może ktoś mi wyjaśnić, czy aby listeczki nie powinny być? O tym, jak wyglądają inspekty przy FG, które chyba miały być w zamyśle rabatą kwiatową, nie będę wspominać, bo i nie ma o czym. Jak też nie ma sensu kolejny raz powtarzać, że nie projektuje się dziwnych ścieżek, bo ludzie i tak swoje wydepczą, co zresztą już uczynili.

No i z trzeciego, najważniejszego kątka. Mamy strajk nauczycieli. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Obawiam się, że nic dobrego.

Ps. Bo znów muszę. Dziś mija 100 lat od chwili założenia Akademii Górniczo-Hutniczej im Stanisława Staszica w Krakowie. Znam szacownych absolwentów tej uczelni mieszkających tu w Mieście. Pewno dziś świętować stulecie szacownej i szanowanej uczelni będą. A ja o tej rocznicy piszę z prywatnego powodu. Otóż kiedy myślałam o ścieżce życia własnego, myślałam o geologii na AGH w mieście Smoka. Interesował mnie lód, nadal interesuje. Myślałam sobie, że pójdę sobie studiować na AGH geologię ze specjalizacją glacjologia. Ale jak się dowiedziałam, co mam zdawać na wstępnych, to się okazało, że jednak tylko polonistyka zostaje. Nie umiem liczyć, nie umiem nic, co jest naukami ścisłymi. Chciałam być geologiem, glacjologiem, rzeczywistość sprawiła, że jestem polonistką, teoretykiem literatury, filmoznawcą, czynny pilotem turystycznym. Chciałam być geologiem – glacjologiem. No cóż.  Jaka szkoda, że się nie udało. Sto lat obchodzi jedna z najważniejszych uczelni technicznych, Krakowski AGH…