W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

Nie mogę iść na wykład, ale potem mogę sobie go obejrzeć

2019-04-09

Od jakiegoś czasu sprzęgają się kalendarze zawodowe – mój i Książnicy. Polega to na tym, że Książnica robi ciekawy wykład, a ja nie mogę pójść, bo obowiązki zawodowe mnie przytrzymują w Filharmonii.

I dlatego w pierwszych słowach mojego złośliwca muszę oraz bardzo chcę podziękować Książnicy, za to, że już od jakiegoś pokaźnego czasu, jeszcze za dyrekcji Edwarda Jaworskiego, Książnica takim zapracowanym ludkom zrobiła prezent. A polega on na tym, że wszystkie wydarzenia w Książnicy, a zwłaszcza wykłady w ramach „Nowa Marchia – Prowincja Zapomniana – Ziemia Lubuska – Wspólne Korzenie” rejestruje i wrzuca do neta. Oczywiście, nie ma to startu żadnego, rejestracja w necie do wydarzenia na żywo, ale jak kto faktycznie nie może, to choć mu ta proteza zostaje. Bo jak się jest na wykładzie, to można zapytać, można się pospierać na argumenty albo na wyobrażenia. Pamiętam kilka takich wydarzeń w Książnicy, kiedy, do wydawałoby się zapyziałego Gorzówka, przyjeżdżali prelegenci znakomici. I byli tak sobie przygotowani.

Bo co to jest Gorzów…. Lekko przykurzone i generalnie małe oraz z pretensjami do wielkości miasteczko na zakurzonych zachodnich rubieżach Polski. Zemściła się historia, która Landsberg, ten nad Wartą, umieściła na wschodnich, mocno przykurzonych rubieżach Marchii, a potem Cesarstwa Niemieckiego, i na końcu Niemiec. Nikt się Landsbergiem nie przejmował za czasów niemieckich – co tylko zdrowiem dla miasta się stało. Nikt też się nim nie przejmuje za czasów polskich. Ot takie sobie miasteczko.

I wracam do wykładów w Książnicy. Tych marchijskich. Kilka razy zdarzyło się bowiem, że prelegent nie potrafił odpowiedzieć na proste pytania. Słuchał odpowiedzi na te zadane pytania, które udzielali regionaliści stąd. Bo to miasto tak ma, że ma ludzi, którzy wiedzą. Zawsze mocno i moim zdaniem niepotrzebnie w takich sytuacjach denerwowała się i denerwuje moja najbardziej przemiła znajoma, organizatorka i modus operandi tych wydarzeń. Denerwuje się, bo jest perfekcjonistką absolutną, a czasami zdarzają się zonki. Tak bowiem bywa, że ktoś myśli, że do miasta przyjedzie, coś powie i wszyscy łykną jak gęś kluseczki. Przemiła przyjmuje zonki do siebie, a to błąd. Bo przemiła nie odpowiada za merytoryczną część prelegentów, tych z dużym dossier.

Książnicy dzięki wielkie za te spotkania i rejestrację w necie. Bo nocą sobie pooglądam. A przemiła musi się nauczyć, że jak nawet kogo zaprasza, dzięki wielkiemu dossier, dobrym konotacjom, to tak się może zdarzyć, że wcale niekoniecznie prelegent stanie na wysokości zadania. Tak bywa i co zrobić? Ano nic… I organizator nic nie może.

Tak czy siak, Książnicy mocno gratuluję za to, że jednak mogę w necie. I też gratuluję, że ma taką moją przemiłą, której też się chce. Jak Grażynie przestanie się chcieć… To zwyczajnie strach się bać. Ja sobie zwyczajnie nie wyobrażam, co się może w tej działce stać.

Książnica zaprasza dziś o 17.00 w ramach cyklu „Nowa Marchia – prowincja zapomniana – Ziemia Lubuska – wspólne korzenie” na wykład pt. „Atomowi żołnierze wolności”. Wygłosi go dr Grzegorz Kiarszys. Jak pisałam wcześniej, za sprawą netu obejrzę. Książnico dzięki…

I jeszcze miało być o różnych rzeczach, ale nie będzie. Patrzę bowiem na strajk nauczycieli. Jak pisałam kiedyś, dwa lata pracy w szkole i mocna decyzja – nigdy więcej. Nigdy więcej opowiadania o rzeczownikach, czasownikach, nigdy więcej uczenia o logicznym i gramatycznym rozbierze zdania, nigdy więcej bajania o Janku Muzykancie, nigdy więcej przekonywania o tym, że literatura piękna jest, a jest. Nigdy więcej gadania o tym, że trzeba mówić świetnie po polsku. Bo trzeba. Nigdy więcej.

Poszłam sobie precz, było różnie. Miałam pracę, czasem nie miałam. Ale nigdy więcej pracy jako nauczyciel. A dlaczego? Ano dlatego, że praca nauczyciela jest maks odpowiedzialna. Maks. Trzeba bowiem przekonać małych i maleńkich do wiedzy. Kto to robi? Nauczyciele. Tutorzy. Trzeba mieć dużo siły, aby to robić. Trzymam kciuki za nauczycieli. Za tych w mieście. Ale i poza. Trzymam kciuki za nauczycieli. Bez nich nic się nie uda. Ja nie dałam rady w zawodzie. Dlatego tak bardzo za nimi trzymam kciuki. Bo to trudna orka na ugorze – przekonać małego i maleńkiego, że warto się uczyć, warto mieć tutora, który otworzy głowę. Bez nauki nic nie ma. Nic.