W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kamila, Karoliny, Roberta , 18 lipca 2019

Młodzi kwestowali na hospicjum św. Kamila, kolejny zresztą raz

2019-04-12

Zwyczajnie wypadło mi z pamięci, że to właśnie wczoraj była kwesta na hospicjum. Może za sprawą skręconego w chiński paragraf kręgosłupa. Ale kiedy szłam wolnym krokiem po mieście, to myśl wróciła.

Szłam bardzo wolno do domu. Drugi raz w życiu mierzę się z ograniczeniami ruchu. Każdy, kto mnie zna, wie, że raczej biegam, niż chodzę. Teraz to się raczej czołgam. Nie mogę wsiąść do miejskiego autobusu, który mógłby mnie w pobliże domu mego dowieźć. Nie mogę, bo schody to za dużo. Dlatego pomyślałam i wykonałam zadanie. Wolno, na krawężniki uważać, jakoś dojdę. Co dalej, aby na moje drugie piętro dojść, inna bajka. Szłam sobie więc wolno i nagle natknęłam się na kwestorów Hospicjum św. Kamila. Oczywiście się opodatkowałam do skarbonki. Bo tak mam, że zawsze wspieram w kweście publicznej WOŚP, zbiórkę na hospicjum gorzowskie oraz z rzadka – uprawnioną zbiórkę na schronisko dla czterołapich. Z rzadka, bo schronisko rzadko to robi.

Patrzyłam na zmarzniętych smarkatych kwestorów, którzy zbierali pieniądze na hospicjum. I nie było złych konotacji. Nikt nie odmówił. Kwestorzy ze skarbonkami zbierali datki. Siąkali w chusteczki, bo nagle zimno do nas przyszło. Ale dzielnie grosze zbierali. Podziwiam. Bardzo. Ile hospicjum zbierze, zobaczymy. Tak naprawdę to świetną rzeczą jest, że hospicjum ma ludzi, którzy nawet w zimny dzień potrafią stanąć ze skarbonkami i powalczyć o pieniądze na rzecz, na którą pieniędzy nie powinno się zbierać.

Hospicjum winno mieć taki budżet, taką swobodę finansową, aby nie musiało liczyć na składki. Swoboda finansowa – dobra, znakomita wręcz instytucja, za jaką mam hospicjum, winna mieć po prostu wolność od myślenia – brakuje nam kasy. Każde zbiórki publiczne winny być uzupełnieniem budżetu. Oczywiście to marzenie. No cóż, złożyłam się kolejny raz. Dobrze zainwestowane ileś złotych. Młodzi kwestowali – brawo…

I z kąteczka innego. Znów coś pięknego wylazło w wykopach przy katedrze. Bo i pochowki, bo kości, ale i garnek. Garnek w całości zachowany. Ktoś powie, no garnek. Ale jak się pomyśli, że to ze średniowiecza, czyli coś z XIII wieku, to ten garnek już zwykłym nie jest. Kolejny raz zwyczajne mówię oraz czekam. Miasto rozbabrało wielki remont w centrum. Regionaliści wiedzieli, co może wyjść. Ja i nie tylko ja wcale się nie dziwimy. My czekamy na decyzję  - OK, ciągle coś się odkrywa. My czekamy na decyzję – opracujemy. Będzie dobra książka. Dobra i dobrze udokumentowana. Archeo przygotuje, ale kasę i to całkiem wielką na wydawnictwo powinno dać miasto. I jak zacięta płyta powiem – nie przyjmuję żadnych argumentów przeciw. Moim zadaniem miasto na to stać. Na super dobrą książkę, na super dobre wydawnictwo. Nie? Dziwne.