W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Zaczyna się świąteczne zdobienie miasta, na Kwadracie pojawią się pisanki

2019-04-15

To już drugie podejście do takiego ozdobienia placu. W ubiegłym roku się nie udało, padał deszcz i było zimno. Może w tym roku będzie lepiej.

Powiem tak, ja nie przepadam za takimi akcjami w przestrzeni miejskiej. Mam na myśli zdobienie placów, ulic, lamp i ławek czymkolwiek. Jednak moje osobiste lubienie lub nielubienie w takim przypadku jest mało istotne. Wiem i rozumiem, że to może być fajna zabawa dla dzieciaków małych i tych trochę większych. Małe i duże przyjdą, zrobią kraszanki i inne pisanki, może jakieś kaczuszki. Akcja zaczyna się jutro. Jak mają mieć frajdę, to niech będzie. Nawet jak mają te ozdoby stać przez całe święta, też niech będzie. Mam tylko nadzieję, że jak już do rękodzieło się pojawi, to ktoś zadba o to, aby w całości przetrwało przez święta. Oczywiście nie przypuszczam, że Miasto postawi tam jakąś straż czy też policja wzmoże patrole. Bo kto by tam kaczuszek i pisanek jakoś szczególnie pilnował.

Miasto to ma jednak tak, że jak się coś takiego w przestrzeni publicznej pojawia, to niemal natychmiast też ściągają tam ciemne siły czyli, nazywając rzecz po imieniu, wszyscy chuligani w mieście. Przykładów na to jest cały tłum, jak choćby tablice postawione w rezerwacie Murawy Gorzowskie, ledwo wybudowana ścieżka przy Kłodawce czy świeżo wyremontowana fasada IV LO. Niemal dzień po zakończeniu prac w każdym z tych przypadków zawsze jakieś wraże ręce niszczyły albo całość, albo część tych rzeczy. Przykre to jest, ale tak się zawsze i za każdym razem dzieje.

A teraz z drugiego kątka. Otóż MG-6 zapowiada, że usunie przed świętami wszelkie wielkie gabaryty, czyli odpady meblowe i inne zalegające w różnych fragmentach miasta. Powiem tak, oj dobrze by było, żeby tak się stało. Bo przeszłam się dziś tylko po placu Staromiejskim i zaułkach Nowego Miasta.  Powiem tak, strach się bać, wygląda to koszmarnie. Może dlatego, że tradycja świąt Wielkiej Nocy ma też i aspekt świecki. Jakoś tak jest od dawien dawna, że przy okazji tych świąt ludzieńki wymieniają meble, urządzenia domowe i inne, a zużyte rzeczy lądują na pobliskich śmietnikach. I ta tradycja sięga daleko wstecz. Nawet ślady takich zachowań można znaleźć w literaturze, zwłaszcza nurtu ludowego. Kiedyś przedmiotów było mniej, inaczej je utylizowano. Dziś przedmiotów jest znacznie więcej, więc i utylizowanie ich też inaczej wygląda. Tym bardziej trzeba pochwalić miasto, że coś takiego zapowiada. Jak wyjdzie ta akcja, zobaczymy w praniu.

I z trzeciego kątka. Siedziałam w ciszy w domu. Czasami tak mam, że po ciężkim dniu muszę choć chwilkę posiedzieć bez żadnych bodźców. Wszystko było wyłączone. I nagle piknął telefon. Przemiła znajoma przysłała mi SMS-a. Pali się katedra Notre Dame… Przeczytałam i zmartwiałam. Nigdy nie byłam w Paryżu, ale znam katedrę, bo każdy wykształcony człowiek ją zna. Widział ją na milionach zdjęć, oglądał na milionach filmów. Ja dodatkowo sobie o niej poczytałam, bo w Małym Słowniku Architektury Sakralnej, który sobie podczytuję co i raz, wiele tam o niej jest. A potem już włączyłam telepatrzydło i patrzyłam na niewiarygodną tragedię. Słuchałam tego, co mówili znawcy przedmiotu. Zamarło moje serce. A mój telefon oraz komunikator społecznościowy oszalał. Znajomi, którzy bywali w Paryżu, którzy kochają to miasto, przesyłali sobie i mnie informację o tej tragedii. Bardzo wielu gorzowian tam jeździło i jeździ. Wielu z nich kocha właśnie tę katedrę. I choć jesteśmy tysiące kilometrów od Paryża, to wielu z nas ogarnęła rozpacz. Rozpacz. Wielu znajomych wysłało swoje słowa wsparcia paryskim znajomym.

A mnie się znów przypomniały tragiczne momenty z 1 lipca 2017 roku, kiedy też piknął telefon i usłyszałam, że pali się gorzowska katedra. Też mnie się to w głowie zmieścić nie chciało. Też parzyłam wówczas na płonącą wieżę. Tak i wczoraj nie potrafiłam uwierzyć w to, co tam się działo. Olbrzymia, wręcz niepowetowana strata dla kultury światowej. Na wczoraj nie bardzo było wiadomo, co tak naprawdę się stało, co wywołało pożar, jakie zniszczenia to przyniesie. Coś absolutnie strasznego się wydarzyło. Coś absolutnie niewyobrażalnego.