W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Tramwaj już jest, szkoda tylko, że torowisko w rozsypce

2019-04-17

Media lokalne triumfalnie poinformowały, że pierwszy tramwaj z mojej ulubionej Pesy właśnie dojechał do Miasta. No i super… Ale gdzie to torowisko, po którym ma jeździć? Ano chyba jednak nie ma.

Późną nocą nowa, zielona bimbka dojechała. Ciężki transport dowiózł tramwaj. I super, bo Miasta bez tramwajów jakoś sobie nie wyobrażam. Tylko co z tego, że dojechał i nawet był testowany na jakimś kawałeczku toru. A kiedy te istniejące kawałeczki połączą się w całość? Kiedy znów bimbki będą jeździć, w tym i ta zgrzytająca na zakrętach oraz brzęcząca cały czas piątka? Na dziś nie wie nikt.

A dlaczego nie wie nikt, bo znów w jakąś przyszłość odwleka się termin oddania całości. Miało być wczesnym latem, teraz jest jesienią. Nawet jakieś daty padają, ale ja je oczywiście biorę w duży nawias, bo terminy są ciągle przekładane. Bo ciągle się coś opóźnia, bo ciągle się wydłuża termin zakończenia prac. Bo stale nie udaje się dokończyć tego remontu, który staje się coraz bardziej dolegliwy. Dolegliwy dla mieszkańców, bo umarło nam centrum miasta. Dolegliwy dla przewodników turystycznych miejscowych, bo trudno turystów po mieście prowadzić, kiedy co i rusz trzeba się borykać z bramkami, jakimiś przejściami po szutrze. Trudno prowadzić ludzi tamtędy.

Ale o bimbkach miało być. Dziwi mnie, że bimbka jedna pojeździła po kawałku wadliwego zresztą z wielu przyczyn torowiska. Nie lubię takich protez. Bo one nic nie znaczą. Nawet jak na kawałku torów pojedzie, to i tak nic to nie wnosi do całego krwioobiegu komunikacyjnego miasta. Krwioobiegu, którego jeszcze nie ma i tak naprawdę nie wiadomo, kiedy się udrożni i jak tak naprawdę będzie wyglądać. Proteza, coś sztucznego. Ale przestałam się dziwić. Tak zwyczajnie ma być. Jak się nie da inaczej, nikt nie umie inaczej, to tak będzie. Najpierw bimbka z Pesy, mojej najbardziej ulubionej fabryki tramwajowo-kolejowej sobie pojeździ po kawałku torów i będzie super. A potem krwioobieg się udrożni i okaże się, że jednak tak pięknie i świetnie nie będzie. No cóż.

A teraz z drugiego kątka. Magistrat zastanawia się nad zakazem sprzedaży alkoholu na dwie godziny przed meczami żużlowymi w mieście w okolicach stadionu. Jak znam rzeczywistość, a znam, bo przez lata latałam na stadion Jancarza, najpierw tylko z biletami, potem przez lata z karnetem, a teraz znów z biletem, bo nie daję rady z pogodą, przytłacza mnie upał, to zawsze myślałam, że coś z tym faktem trzeba zrobić. Coś trzeba zrobić właśnie ze sprzedażą alkoholu w bliskości stadionu. Bo do zwyczajnie gorszących scen tam dochodzi. Do gorszących scen w wydaniu ponoć kibiców. Ponoć kibiców, którzy pragną jak kania dżdżu kibicować i wspierać Stal, ale do tego kibicowania potrzebują używki. Jak piwo, inny alkohol, to toalety. Tych nie ma i kółko się zamyka. Wiele razy widziałam, już po meczu, pies drapał, wygrany, przegrany, ponoć kibiców, którzy swoje kibicowskie działania skończyli w pobliskim sklepie. Wiele razy doświadczałam gorszących zachowań. I nie wiedziałam, gdzie oczy wówczas podziać. Dlatego jestem jak najbardziej za ograniczeniem. Powiem jeszcze tak. Parę razy w życiu zdarzyło mnie się być na GP – Grand Prix na żużlu, na całym pięknym wydarzeniu walki o indywidualnie mistrzostwo świata na żużlu w kilku miejscach. Byłam na Merkecie w Pradze, byłam w Vojens w Danii. Jak byłam na Pribałtyce, to minęłam Kowno, Kaunas, ale w tych innych byłam. Byłam też kilka razy w Bydgoszczy. I za każdym razem doświadczałam jednej rzeczy. Jak ogródek piwny był, to jednak strzeżony. Bo był. Można się było piwa napić, jak kto chciał, ale to bez sensu, bo walka na torze to coś, co uwagi wymaga. Wielkiej. I nie można było z niego wyjść. Po dwóch, trzech piwach, bo tak tam bywało.

Dlatego bardzo jestem za tym, aby jednak takie obostrzenia w sprzedaży alkoholu jednak wprowadzić. Kibice jednak nie dorośli do czasu. Mieszkańcy będą wdzięczni. Ale i kibice, kibice, którzy gardła zdzierają zawsze za Stalą. Bo za kim, jak nie za Stalą? Tak, tak, ja wiem, że my kibice żużla mamy tak, że generalnie kibicujemy naszym, wspieramy nas wszystkich. Tyko czasami pojawia się jeden klub… Oczywiście nie napiszę, jaki.

Ps. To będzie w kwestii tragedii straszliwej, jaka się wczoraj dokonała w Paryżu. Patrzyłam na płonącą Katedrę Notre Dame, patrzyłam na ludzi, którzy modlili się i śpiewali, aby opatrzność uratowała ich znak. Ich symbol. Płakali i modlili się ci, którzy wcale wierzącymi nie są. Płonął znak tożsamości Francji. Tej laickiej dziś, niegdyś córki KK Francji. Paryżanie modlili się i śpiewali. Tak naprawdę chodziło o zachowanie tej budowli. Śpiewali paryżanie o zachowanie tego znaku kulturowego. O zachowanie budowli, która jest symbolem. Śpiewali i wierzący, i niewierzący. Budujące bardzo było to, że w chwili straszliwego szoku, jakim był ten pożar, Francuzi się razem zgromadzili. Podobnie było dwa lata temu w Gorzowie. W takich chwilach łączą się ludzie. Wierzący, wyznający, innego wyznania, każdy. Jak coś się takiego dzieje, jak płoną katedry, generalnie muzea ludzkiego geniuszu, muzea tego, co może człowiek, to wyznanie, religia staje się mało znaczącym czynnikiem. Tylko dodam. Właśnie wczoraj palił się meczet Al Aksa w Jerozolimie. W tej samej godzinie. Jeden z najważniejszych dla społeczności muzułmańskiej.