W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dzień Matki, Eweliny, Jana, Pawła , 26 maja 2019

Święto najfajniejszej służby mundurowej

2019-05-04

Jak co roku 4 maja świętują strażacy. Trochę to trudna data, bo niemal zawsze wypada w wielką majówkę. Z reguły oficjałki obchodzą więc innego dnia.

Znajomi wiedzą, że mam dużą słabość do strażaków. Lubię tę służbę, bo moim zdaniem jest najbardziej sympatyczna, najbliższa ludziom i zawsze pomocna. Bo jak kto nie ma pomysłu, gdzie szukać pomocy w jakiejś nietypowej sprawie, to zawsze na bank dzwoni do strażaków.

Swego czasu dzięki swoim z reguły pokręconym obowiązkom zawodowym przyszło mi poznać i to całkiem nieźle dzieje Bolesława Chomicza, jednego z twórców i organizatorów polskiej straży pożarnej, a zwłaszcza formacji strażaków ochotników. To wybitnie ciekawa postać, zresztą jak i pozostali członkowie tej rodziny, od której pochodzi zresztą nazwa stołecznej Chomiczówki. Sam Bolesław Chomicz zrobił bardzo wiele dla strażaków, do dziś zresztą przyznawany jest honorowy medal jego imienia, i wiem to od służb, jest to cenione odznaczenie. No i mało kto wie, ale ma związki z Gorzowem, a to za sprawą ni mniej, ni więcej a przedsiębiorcy Wawrzyńca Zielińskiego, który należy do tej rodziny. Najprościej powiedzieć, że Bolesław Chomicz jest tego stryjecznym pradziadkiem. Zresztą kilka lat temu gorzowski przedsiębiorca wydał książkę o dziejach rodziny i tam jest całkiem spory passus poświęcony właśnie Bolesławowi Chomiczowi.

A wracając do tu i teraz, niemal codziennie, jeśli w miarę szybko wyjdę do pracy, widzę, jak strażacy właśnie sumiennie sprzątają ulicę Łokietka i kawałek Dąbrowskiego – na wysokości swojej siedziby. I powiem, że jest to widok niezwykły. Bo nie znam nikogo innego, kto by tak robił. Może dlatego ten kawałek miasta zawsze lśni. Jak wspomniałam wcześniej, strażacy bywają wzywani do rzeczy dziwnych. Bo jak jaki kot wlezie na drzewo, to właśnie strażacy go zdejmują, choć powszechnie wiadomo, że jak jaki Mruczek wlazł sam na drzewo, to po pewnym czasie z niego zejdzie. Jak trzeba jakąś wyjątkowo otyłą osobę wytaskać z mieszkania, aby zawieźć do szpitala, to oczywiście czynią to strażacy. Zresztą takich dziwnych zdarzeń mają na co dzień pod dostatkiem. Dlatego w dnu ich święta życzę im samego dobrego. Samego dobrego. Zero pożarów, zero rozlanych plam oleju na drogach, zero Mruczków na drzewach. No samej spokojnej służby.

A teraz z drugiego kątka. Miasto ogłosiło konkurs na zdjęcia miejskich ptaków. Trochę to dla mnie na ironię zakrawa, bo przecież dość skutecznie wycięto w mieście większość krzewów, które są potrzebne ptaszkom do gniazdowania. Na szczęście nie dało się zasypać Kłodawki i jakieś kaczki tam się pojawiają. Na stawku w parku Wiosny Ludów od czasu do czasu można zobaczyć bajecznie upierzone mandarynki, może więc okazać się, że jakieś ciekawe skrzydlate tu mieszkają. Znam zresztą kilka osób, które robią fantastyczne zdjęcia skrzydlatym. Może więc się okazać, że konkurs zakończy się sukcesem. Przyznam, czekam bardzo na jego rozstrzygnięcie.

I z trzeciego kątka. Otóż z dużym zaskoczeniem oglądałam w sieci obrazki z Majówki. Mam na myśli nie polityczne wiece, a spędzanie wolnego czasu w tak zwanych ślicznych miejscach. Zupełnie zabiło mnie zdjęcie kolejki czekającej na wejście na Tarnicę w Bieszczadach. Bo o kolejkach w polskich Tatrach pisać nie zamierzam. Od kilku lat mam wysoce wyrobioną niechęć do wyjazdów właśnie w tym czasie gdziekolwiek. Bo zarówno w kraju, jak i zagranicą stężenie rodaków na metr ślicznego miejsca jest dla mnie zbyt duża. Dlatego też pojechałam sobie do Kamienia Małego i poszłam na prześliczny i pusty szlak przez Olszynkę i dalej do wału warciańskiego. Nieopatrznie wlazłam na bagno, ale rozumu mi wystarczyło, żeby się po własnych śladach wycofać. Pokonałam zwalony mostek. Szłam sobie sama, tylko wystraszone przez mnie ptaki umykały z wrzaskiem. Dopiero na wale spotkałam kilku rowerzystów. Powiedzieliśmy sobie dzień dobry i każdy ruszył we własną stronę. Doszłam po trzech i pół godzinie do mety, czyli dworca w Kostrzynie. Zrobiłam ponad 15 km i w większości szłam sobie sama przez przepiękną okolicę. Takie świętowanie Majówki uznałam za najfantastyczniejszą rzecz, jak mnie się od jakiegoś czasu wydarzyła.

Ps. Dziś światek filmu wspomina znakomitą aktorkę Audrey Hepburn, bo właśnie dziś przypadają jej 90. urodziny (zmarła w 1993). Zagrała bardzo wiele ról – ja ją kocham za „Rzymskie wakacje”, „Śniadanie u Tiffany’ego”, „Sabrinę”, „My Fair Lady”, „Wojnę i pokój”. Tak jak ja, ma jeszcze sporo ludzi lubiących film, lubiących kino. Jej postery ma swoim biurze dyrektor kina Helios Monika Kowalska i dlatego lubię tam zaglądać. Zresztą ile razy gdzieś na jakimś kanale filmowym trafiam na filmy właśnie z Audrey Hepburn, to zwyczajnie siadam i oglądam. Oczywiście najbardziej lubię „Rzymskie wakacje”….