W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dzień Matki, Eweliny, Jana, Pawła , 26 maja 2019

Można zrobić coś pięknie i bez kilometrów kwadratowych betonu

2019-05-06

Oficjalnie 3 maja, w Majówkę ruszyła strefa rekreacyjna nad Jeziorem Górnym w Strzelcach. Miejsce to ma wybitnie silny związek z Miastem nad trzema rzekami z kilku powodów.

Strefa rekreacyjna to taki sobie eufemizm na pięknie skomponowaną plażę z miejscami właśnie do rekreacji oraz z wydzielonym placem zabaw dla małych i maleńkich. I nawet płotek niewielki nie razi, bo nawet jak jakie maksymalnie rozbawione małe czy maleńkie się potoczy dalej, to do jeziora na wpadnie. Na płotku się zatrzyma. No i właśnie to piękne miejsce za dnia, ale i wieczorem – wiem dzięki foteczkom od zaprzyjaźnionego burmistrza miasta Strzelce ma bardzo wiele wspólnego z Miastem nad trzema rzekami.

Zacznę od rzeczy oczywistych. Autorką tego pięknego zakątka w coraz piękniejszych Strzelcach jest ni mniej, ni więcej znakomita gorzowska radna, Marta Bejnar Bejnarowicz. Architekt z pełnymi uprawnieniami zawodowymi, w chwilach wolnych od obowiązków radnej oraz pięciu tysiącu innych, które sobie na głowę bierze, jest właśnie czynną architektką (Marta, mam nadzieję, że na żeńskie podejście do zawodu się nie obrazisz). Czynną, to mało. Bo czynną i obdarzoną wyobraźnią oraz smakiem. Można bowiem być architektem i zaprojektować tylko kurnik lub Dominantę, no cóż. Można, ale po co.

To, co Marta nad Jeziorem Górnym stworzyła, to rzecz godna pozazdroszczenia oraz składania rąk do oklasków. I powiem tak, ja szalenie zazdraszczam Strzelcom, że ma takie miejsce. I nie ma tam kilometrów płytek, betonowych przeszkód, żadnych czegoś strasznych urządzeń i urządzonek. Ma za to zieleń, światło w nocy, szlaki, na które chce się wyjść. Muszę tam ryznąć, żeby samej się przekonać, bo foteczki tylko zaostrzyły mój apetyt na wędrówkę tam. Trochę nawet rozkminiłam połączenia. Da się zrobić, pod warunkiem, że się założy jazdę do Strzelec w weekend stopem (milion lat tego nie robiłam, ale czego się nie robi dla idei), a potem powrót z siedmiokilometrową wędrówką do stacji kolejowej Strzelce Krajeńskie Wschód. Ale co to jest siedem kilometrów – zwykle pokonuję więcej. Plan na następny wolny weekend – nie wiem jeszcze kiedy się przydarzy, ale właśnie tam. Marta, wielkie gratulacje.

Drugą istotną wspólną z Miastem nad trzema rzekami jest osoba samego pana burmistrza. Otóż bowiem tak się składa, że Mateusz Feder jest absolwentem IV LO w Mieście, pracował jako dziennikarz dla „GL” – i tu wyjątek, bo ja tytułu tej gazety z przyczyn dla mnie oczywistych nie chcę pamiętać. Mateusz ma duży sentyment dla Miasta i bywa w nim.

Trzecią wspólną jest osoba pana konserwatora Błażeja Skazińskiego, który od lat ze Strzelcami współpracuje. Jest autorem książki o mieście, ale przede wszystkim wielkiej kolekcji folderów reklamowych, jakimi Strzelce się szczycą, a jakich Miasto nad trzema rzekami winno Strzelcom zazdrościć i uczynić wszystko, aby coś takiego i u nas powstało. To moim zdaniem wzorzec absolutny jest. Mam w domu całą kolekcję, zaglądam do tych wydawnictw. Mało tego, dzięki nim zainfekowałam całą czeredę znajomych w kraju, aby do Strzelec się wybrali. No i mam już kilku, którzy nie tylko się wybrali, ale w kółko wracają i za każdym razem słyszę – A wiesz, a myśmy odkryli….

A jak do tego bukietu związków dodać jeszcze kilku ludzi, którzy tam mieszkają, a tu pracują lub zupełnie odwrotnie, to się okazuje, że Strzelce to wysunięta placówka Miasta. Inna rzecz, że jak tak przyłożyć szkiełko, to okaże się, iż takich związków Miasta z miastami i wsiami dookoła jest znacznie, znacznie więcej. I choć administracyjnie nie udało się stworzyć aglomeracji, to ona tak naprawdę jest. Może więc aglomeracja w sensie administracyjnym  potrzebna nie jest, bo już w wielu innych zwyczajnie istnieje.

I tylko dodam jeszcze moje prywatne ulubieństwo strzeleckie. W bazylice jest przepiękny ołtarz gotycki – tryptyk przypisywany otoczeniu Mistrza z Gościszowic. Bywam w kościołach z kilku powodów – bo to dzieła sztuki, bo skarbnice ludzkiego talentu, bo miejsca, które zachwycają – ale nadal jako dzieła sztuki. W Strzelcach zwyczajnie muszę się pogapić na gotycką Madonnę. No co zrobić. Tak mam. Ale też znam całkiem sporą ekipę, która ma podobnie do mnie. Lata do Strzelec, gapi się na Madonnę, łazi wokół murów, zatrzymuje się przy basztach, gapi na posążki, oddycha nad jeziorami. I podobnie jak ja wzdycha… A czemu nie można tak i u nas. Sporo nas w Mieście jest.

A teraz z innego kątka. Nie mogłam pojechać na odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Skwierzynie. Tablicy dla mnie niezwykle ważnej, bo to tablica w kształcie mezuzy, która zawisła na ścianie bloku, który stanął w miejscu, gdzie była synagoga skwierzyńska. Od II rozbioru miasto nazywało się Schwerin. Synagoga została zniszczona podczas nocy kryształowej. Tak jak przez lata gadałam, że Żydów landsberskich upamiętnić trzeba, tak nagle jakiś czas temu zaczęłam, że i skwierzyńskich również. Udało się dzięki panu Andrzejowi Trzaskowskiemu. Moja rodzina jakoś to zrozumiała. Trudno było. No cóż. Byłam pewna, że dnia nie przetrwa. Ale byłam tam onegdaj i jest. Jest. Nikt nie popaćkał. Co więcej, kiedy tam stałam ze swoją torbą podróżną w kropki i robiłam zdjęcia, podszedł do mnie starszy pan. I objaśnił, że to ważne miejsce było. I dodał, że jest w Skwierzynie jeszcze ważniejsze. I opowiedział mi bardzo dobrze mnie znaną drogę na skwierzyński kirkut. Nie popłakałam się, nie popłakałam. Choć mało brakowało. Może coś się jednak zmienia? Oby.

Ps. Nie byłam na stadionie wiadomym, bo się nie dało. Obowiązki. Nawet rodzina się życzliwie zainteresowała, że derby, a ja nie na stadionie? Czasem tak zwyczajnie jest i nie ma dyskusji. Ale wróciłam do Miasta, kiedy kibice szli ze stadionu. Porażka Stali przybiła ludzi. Nawet zwyczajowych k.., ch.. i innych „prześlicznych” określeń nie było. Była cisza. Tylko jeden osobnik powiedział – No cóż, zwyciężył lepszy… Prognostyk na W69 jest raczej kiepski. Oglądałam za to w telepatrzydle mecz w Toruniu. I patrzyłam jak Lwy rozjeżdżają Anioły. Było widowisko.

A Falubazowi zasłużone gratulacje.