W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

I znów jest dyskusja o podziale pieniędzy

2019-05-10

Marszałkowstwo podzieliło pieniądze na kulturę, dbanie o zabytki i dziedzictwo narodowe. I znów okazało się, że większa, znacznie większa część trafiła na południe. No cóż.
 

Każdy podział jakichkolwiek pieniędzy w tym kulawym województwie budzi zawsze dyskusje. Bo zawsze jest tak, że znacznie więcej idzie na południe, do byłego zielonogórskiego. Tak się stało i tym razem, kiedy z puli ponad 200 tys. zł, tylko coś około 30 tys. poszło na północ. Trafią one do Małych Gorzowiaków i do Stowarzyszenia Twórców i Przyjaciół Kultury Cygańskiej na organizację Romane Dyvesa 2019.

Można utyskiwać, że to nie jest sprawiedliwe, bo powinno być po równo. Można, ale jakby się tylko geograficznie przyjrzeć, to większa część województwa leży na południu, więc logicznym jest, że tam nieco więcej kasy winno trafić. Ok. Pal sześć geografię. To popatrzymy zatem na aktywność. Aktywność różnych stowarzyszeń, związków, fundacji i innych – i tu już trudno się zaczyna. Bo nie ma jednej platformy, która zbiera takie informacje, notuje, co które stowarzyszenie robi, komu to jest potrzebne. Nie ma. Nikomu jakoś do głowy nie przyszło, aby właśnie taką platformę oglądającą działania kulturalne w całym regionie lubuskim, znaczy w całym województwie stworzyć. Przyznam, mnie do tej chwili też to nie przyszło do głowy. Dlaczego? Bo to szalona i mocarnie żmudna praca. Praca, która polega na stałym kontakcie z dziesiątkami, jeśli nie setkami różnych drobnych często organizacji, które dużo dobrego robią, ale dla małych społeczności. Dlatego rozumiem urzędników (których zresztą wcale nie lubię – gorzowscy to wiedzą dokładnie), że zadanie to jest z gatunku ściętej głowy. Jak do tej pory nie ma nikt żadnej wiedzy, co ludzie robią w swoich małych kółkach. Dlatego pieniądz publiczny trafia tam, gdzie wiadomo, że spożytkowany będzie dobrze. Wiadomo, bo już kiedyś kasa tam trafiła, więc wiadomo, że tym razem wydana będzie dobrze i nie będzie problemu z jej rozliczeniem. Rozumiem takie myślenie, co nie znaczy, że w całości się z nim zgadzam. Trudno bowiem uwierzyć małemu stowarzyszeniu, że sensownie wyda kasę… A potrafią one sensownie kasę wydawać, nawet bardzo. Pięć razy każdą złotówkę obejrzą, nim ją wydadzą.

No cóż, kolejny raz pokazało się, że duży, większy może więcej. Może w przyszłości się to zmieni? Chciałabym, choć wcale nie mam na to nadziei.

A teraz spojrzenie króciutkie na inny kątek. Otóż mamy kolejną instytucję kultury, która zauważyła rosnącą w mieście diasporę ukraińską. Powiem tak, ile razy o Ukraińcach w mieście i okolicy piszę, to mam w oczach kilka obrazków. Kilka turystycznych, a kilka nieturystycznych. I właśnie przez te nieturystyczne, troszku sama przeżyłam, zawsze będę wspierać i popierać wszystkich, którzy wychodzą naprzeciw tej nacji. Muzeum bowiem w końcu sięgnęło po własne kadry, po pana doktora Mirosława Pecucha, który jest autorytetem w dziedzinie Łemków – ich historii, tradycji, ale też i języka. Do tej pory pan doktor – etnolog zresztą z zawodu i zamiłowania – zajmował się przeszłością. Teraz będzie się zajmował teraźniejszością. Ponieważ mówi i pisze po ukraińsku tak, jak po polsku, znaczy bezbłędnie (czego ja mu okropecznie mocno zazdraszczam… bo jak czytać ten alfabet z trudem potrafię, to pisać już ani w ząb, a bardzo bym chciała), dlatego zajmie się Ukraińcami, którzy znajdą czas i do Muzeum zajrzą. Może być tak, że muzealne ukraińskie środy nie wypalą. Bo to jednak środek tygodnia. Może akcent przeniesie się na sobotę czy niedzielę. Czas pokaże. Dobrze, że jest specjalista muzealnik, specjalista, który mówi językiem, specjalista, który spędzi czas po to, aby braciom, którzy tu pracują, trochę tego tu pokazać. Badania wszak wszelakie pokazują, że część z nich tylko tu pracuje. Ale pokaźna część tu jednak mieszka – pracują, dzieci chodzą do szkół i przedszkoli, znakiem tego, osiedli.

Dobrze, że instytucje kultury wspomagają Braci. Przecież trzeba sobie pomagać. Ja tam wątpliwości nie mam. Żadnych.

Ps. Dziś 35. urodziny obchodzi Bartosz Pernal, puzonista, jazzman z zaciągu Prezesa. Bartek Pernal, bo tak do niego mówię, to dziś szacowny pan doktor nauk w dziedzinie sztuk muzycznych, adiunkt Wydziału Muzyki Uniwersytetu Zielonogórskiego, muzyk działający we Wrocławiu. Zaczynał swoją bajkę muzyczną, tę inną niż szkolna, w Jazz Clubie. Inna rzecz, że jakby nie było dyscypliny szkolnej, to nie byłoby bajki jazzowej. W każdym razie, różne drogi, w tym te jazzowe w Piwnicy, złożyły się na tę ścieżkę. Ostatnio – jakieś kilka miesięcy temu znów spotkałam Bartka. W FG to było przy okazji świetnego programu z muzyką do bajek Disneya. Bartek aranżował. Pan doktor dziś obchodzi 35. urodziny. Wszystkiego naj.

Ps. 2. Bo zwyczajnie muszę. Dziś mija 120 lat od chwili urodzin Freda Astaire…. Gwiazdy musicali, tych pierwszych, amerykańskich, tych w wielkim stylu. Do dziś filmy z nim się ogląda. Ja z umiarkowanym zachwytem, ale znam jeszcze kilkoro przyjaciół, starszych wiekiem, którzy mówią, że jak nie ma Freda Astaire’a i Ginger Rogers, to nie ma amerykańskiego musicalu. Fred Astaire nie wytrzymuje dzisiejszych wymagań co do gwiazdorstwa. I co z tego. Wielką gwiazdą jest i tak zostanie. Zobaczcie fani starych musicali… 120 lat minęło od jego urodzin. Pamiętamy. My fani takiego filmu, a w mieście jest ich naprawdę wielu….