W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Znów będzie o czymś nieładnym, ale ładnym też

2019-05-13

Chciałoby się pisać tylko o ładnych rzeczach, piać o Mieście, chwalić i pod niebiosa tęczowe wynosić, ale się jednak nie da. Gorzów to jednak stan umysłu.

Dwa dni spędziłam w Niemczech, tam mnie szlaki przewodnicko-pilockie zawiodły. Jak powiem, że lubię tam jeździć, to mało będzie. I znów się napatrzyłam na rzeczy i miejsca, które znam i lubię. I znów mnie przyszło się prywatnie, ale i na użytek wycieczek, które tamtędy prowadziłam, pozachwycać. No i właśnie ten wstęp jest potrzebny do tego, aby przejść do sedna.

Otóż jak wróciłam, to po pracy w niedzielę przy fantastycznym koncercie, drogi mnie zawiodły nad Wartę naszą kochaną. Tam myśliwi urządzili festyn dla osób niepełnosprawnych. O tym będzie całkiem osobny tekst, bo ciekawych ludzi tam spotkałam, ciekawe rzeczy zobaczyłam. Nawet kilka foteczek zrobiłam.

No i właśnie, potem jak sobie wolną szagą nad naszą Warcią kochaną wracałam do domu własnego, to oglądałam na nabrzeżu Warci naszej kochanej paskudne obrazki. Ktoś wziął darmową grochówkę, którą myśliwi serwowali. Zupę zjadł, a plastik po niej zostawił gdzie popadło. Ktoś kupił kaszankę z kiszonym ogórkiem, a folię po niej gdzieś tam porzucił. I dalej w podobie. Powiem tak, nie rozumiem. Zwyczajnie nie rozumiem, tym bardziej, że organizatorzy zadbali i to bardzo mocno, aby wszędzie stały przenośne kosze na odpadki. Właśnie koszy i to centralnie ustawionych, było naprawdę bardzo dużo.

Zresztą cała impreza była świetnie zorganizowana od tej strony, od strony dbania o porządek, o to, aby każdy tam się dobrze czuł. Czujne oko łowczego, ale nie tylko łowczego dbało o wszystko. Skoro przy łowczym okręgowym jestem, to muszę powiedzieć, że ujął mnie pan Wojciech Pawliszak, łowczy okręgowy, podejściem do osób niepełnosprawnych. Patrzyłam, jak zatrzymuje się przy nich. Rozmawia, staje do zdjęć, ale też i co chwilka drobne rzeczy, jak odznaki im osobiście daje. Widziałam, jaką tym ludziom te gesty sprawiają radość, a jeszcze większą ich rodzinom. Widziałam, jak wielką radość sprawił pewnemu młodemu mężczyźnie, niepełnosprawnemu, który był ubrany w strój myśliwego, przy kapeluszu i odznakach zaledwie dwóch lub trzech, kiedy dał mu kolejną do kapelusza. Nie przypuszczam, żeby akurat tan człowiek był czynnym myśliwym, ale był tam, a łowczy dołożył do jego kapelusza kolejną odznakę. To właśnie ta impreza od strony organizacyjnej była tą ładną rzeczą. Szkoda, że jakieś pojedyncze osobniki postanowiły jednak im z lekka popsuć dobry klimat. Myśliwi to jednak twarda ludzia, dali sobie z tym radę, ale po co. Ile to kosztuje wrzucenie odpadków do koszy? Nic. Więc dlaczego tego nie zrobić? Nie wiem.

No i z drugiego kątka, ale nadal śmieciowego. Potem przeszłam się ulicą Pocztową. I nie, wcale nie chodzi mnie o dawną pocztę, zwykle przykrytą gołębimi odchodami. Chodzi mnie o pewną restaurację. Okna ma wielkie, wychodzą na ulicę i na wielki nieporządek pod tymi oknami. Ja wiem i rozumiem, że to nie restauracji sprawa, aby było czysto na ulicy. Ale ja też wiem, że nie chciałabym siedzieć w wypasionym lokalu, w dobrym towarzystwie i mieć za oknem to, co tam było. Oczywiście sprzątanie jest po stronie miasta. Ale mam nieodparte wrażenie, że jeśli w lokalu odbywa się jakaś ważna impreza typu proszony obiad, to jednak byłoby dobrze, aby zadbać i o to, co za oknem. Skoro miasto nie umie, nie daje rady, nie staje na wysokości zadania, to może trzeba uruchomić własne sposoby, aby nie tylko wypasiona restauracja, ale i jej otoczenie – widziane z okien, jakoś wyglądało. I wcale nie chodzi mnie o generalne sprzątanie. Ale skoro nikomu to nie przeszkadza, to OK. Niech i tak będzie. Inna rzecz, że już nie tylko ci, co tu zaglądają, bo i tubylcy coraz bardziej narzekają na wszechogarniający nieporządek, żeby nie użyć dosadniejszego słowa.

I teraz zamykam pętlę – jakoś tam u zachodnich sąsiadów to nie jest problem. Mam na myśli śmieci. W każdym mieście w soboty są jarmarki. Można kupić wszystko, w tym jedzenie. I nikt nie ma żadnego problemu z wyrzuceniem tacki czy papierowej serwetki do kosza na odpadki. Co więcej, nawet rodacy potrafią się tam cywilizowanie zachować. Szkoda, że o takich cywilizowanych zachowaniach zapominają w chwili przekroczenia granicy. No cóż…

Ps. Ludzie filmu, fani filmu ślą dziś szczególne słowa, bo życzenia urodzinowe do Harveya Keitela, wybitnego amerykańskiego aktora. Kończy on bowiem 80 lat. Wybitny aktor, że tylko wspomnę kongenialną rolę w „Fortepianie” Jane Campion, ale i bardzo wiele innych, powoduje, że tylko gratulować się chce. Harvey Keitel to taki aktor, który kradnie wszystko. Lista ról jest mega długa, bo i „Grand Budapest Hotel” kręcony w Goerlitz, bo i „Taksówkarz”, bo uwielbiany przeze mnie „Dym” – mój prywatny Oscar za tę rolę, bo i „Pulp Fiction”, ale „Zły porucznik”, ale wiele, wiele innych ról. Świat filmu byłby znacznie uboższy bez Harveya Keitela. Sto i dwieście lat znakomity aktorze. A wiem dobrze, że w mieście jest malusi fan club, pewno dziś jakieś toasty za zdrowie i powodzenie będą.