W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Małe i maleńkie mają swoje święto

2019-06-01

Dzień Dziecka – najfajniejsze święto w kalendarzu. Co prawda, w obecnej rzeczywistości, to dzień dziecka jest właściwie cały czas.

Dzień dziecka, czyli święto najmłodszych. Znów będą festyny, zabawy, specjalne spektakle w Teatrze i Filharmonii. No i fajnie, bo tak trzeba. Trzeba świętować z dziećmi. Jakoś tak mam, że lubię. I ten dzień, ale i jego beneficjentów. Co prawda małe i maleńkie potrafią zajść za skórę, ale zresztą kto nie potrafi? Wszyscy potrafią. Dzieci maja to do siebie, że walą prawdę między oczy, bo zwyczajnie nie umieją kłamać czy oszukiwać. A wówczas dorośli się nadymają, bo przecież jak to tak prosto w twarz usłyszeć prawdę. Ojej, ale nie o moralizowaniu miało być, a o dzieciach i ich święcie.

Z drugiej strony żyjemy w takich czasach, że dzień dziecka jest prawie cały czas. Małe i maleńkie mają swoje prawa, dorośli zwykle spełniają ich zachcianki. Mają więcej przywilejów niż obowiązków. Co się zresztą zmienia, bo dzieciaki zwykle dogięte są obowiązkami – dodatkowe lekcje, zajęcia, korki, i tak dalej, i tak dalej. Dlatego też ten dzień, ich święto powinno być wolne od obowiązków.

A skoro przy dniu dziecka jestem, to właśnie wczoraj widziałam, jak kolejna grupa, całkiem spora zresztą, odbija się od płotu placu zabaw przy Filharmonii. Panie wychowawczynie z dużym zdziwieniem przeczytały kartkę na płocie, że zamknięte do odwołania. Usłyszałam tylko, że po co było otwierać i to z hukiem, skoro miejsce natychmiast zostało zamknięte. Szkoda, że nikt z urzędu nie widział tych rozczarowanych buziek, nie słyszał, jak panie opiekunki gorączkowo zastanawiały się, gdzie tu na szybko z tą sporą gromadką pójść.

Fakt, po co było otwierać, skoro natychmiast trzeba było zamknąć? Ale zdaje się to zaczyna być taka miejscowa specjalność. Bo choć ścieżki nad Kłodawką zamknąć się nie da, to ciągle wyłażą jakieś niedoróbki, ciągle coś trzeba poprawiać, ciągle coś nie trybi. Nie chcę być złym prorokiem albo Kasandrą, ale obawiam się, że jak w końcu – kiedyś w jakiejś odległej przestrzeni w końcu centrum zostanie otwarte dla ruchu, to będziemy mieli podobną sytuację.

A tak ogólnie, to wszystkiego naj w dniu dziecka – dzieciaki duże i małe… Bo przecież każdy z nas jest w głębi duszy dzieckiem…