W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Właśnie zaczął się festiwal różnych dni miast i miasteczek

2019-06-03

Dni miast i miasteczek wystartowały z pompą i przytupem. I powiem tak, co patrzę na programy, to poza nazwiskami wykonawców wcale się od siebie nie różnią. A szkoda.

Od kilku poważnych lat jest moda na różne dni miast i miasteczek, na święta podgrzybków, kiszonej kapusty, pstrąga, papryki…, zresztą wymieniać można w nieskończoność. I w zasadzie niczym się one od siebie nie różnią. Mniejszy lub większy festyn. Kramy z grillem, zabawkami dla dzieci i koncerty lokalnych lub nabytych gwiazd i gwiazdeczek. Tak też będzie wyglądało kolejne święto Miasta. Piszę zresztą o tym od jakiegoś czasu, bo mnie się marzy zupełnie coś innego. Akcent na lokalność, na prezentowanie lokalnej historii, ciekawostek, lokalnych duchów, bo jak dobrze grzebnąć, to się zawsze jakieś lokalne straszydło znajdzie. Albo lokalną damę obowiązkowo w białej lub czarnej sukni. Nasze miasto ma takich wątków masę. Bo i ciekawi ludzie tu żyli, bo nie mniej ciekawi zaglądali, przejazdem lub na dłużej. Bo ciekawe wojska w zamierzchłej i nie tylko przeszłości tu się pałętały. Oj materiału jest cała masa. A u nas tylko festyn i tylko koncert. No zwyczajnie szkoda.

Jak można, kiedy się chce, przekonałam się w minioną sobotę, kiedy zaprzyjaźniona Książnica Wojewódzka zabrała mnie na wyjazd do Neuruppin, miasta Theodora Fontanego, ale i Karla Schinkla. Obaj się tam urodzili, ale dziećmi byli, kiedy z miasta wyjechali. Szczególny akcent został położony na obchody 200-lecia urodzin Theodora Fontanego, do dziś bardzo popularnego i cenionego przez zachodnich sąsiadów pisarza. Co prawda, dokładna data urodzin to 30 grudnia, ale miasto już świętuje. Oglądałam wystawy sklepów z figurami pisarza, niektóre zresztą przystrojone akcesoriami związanymi z danym sklepem. Szłam szlakiem Fontanego – świetnie oznaczony i opisany, trzeba zaznaczyć. No i w końcu trafiłam na koncert – koncert w wykonaniu trzech kapel szkolnych, dwóch z Neuruppin, a jednej z pobliskiego Oranienburga. Była piosenka apaszowska, był rap i była piosenka chyba literacka. Nie znam niemieckiego, ale z pojedynczych słów wynikało, że wszystkie trzy występy dotyczyły właśnie pisarstwa i osoby Theodora Fontanego. Byli rodzice i turyści, wszyscy zachwyceni. Było kolorowo, radośnie i pięknie, właśnie pięknie. Potem przejrzałam sobie kalendarz wydarzeń, dość sporą książeczkę, i zachwyt tylko wzrósł. Bo owszem, są i ważne poważne koncerty, ale jest masa działań, które odnoszą się do aktywności mieszkańców.

I jak tam stałam, w cieniu kościoła, dziś Sali koncertowo- audytoryjnej, to sobie myślałam, że szkoda, że u nas tak być nie może. Inna rzecz, że u nas nie ma tak wielu towarzystw, które odnoszą się do lokalnej historii, które mocno lobbowałby na rzecz takich a nie innych obchodów kolejnych dni miasta. Bardzo mocna szkoda. Bo ja bym chciała właśnie tak. Z mniejszym zadęciem, ale lokalnie. Nie ma, co zrobić…

I z drugiego kątka. Wracałam w niedzielę ze Skwierzyny. I powiem tak. Dawno, a właściwie chyba nigdy nie przeżyłam takiej podróży. Bo najpierw przyjechała na stacyjkę policja, potem malusi szynobusik wypełniony pasażerami po sam dach, potem policja zaaresztowała pijaną pasażerkę, która od Winnego Grodu ponoć mocno się awanturowała, na koniec pasażerowie ze Skwierzyny ostatecznie dopchnęli mikroszynobusik i jak te sardynki w oleju podróżowaliśmy do Miasta. Przemiły pan konduktor tłumaczył, że zepsuł się duży szynobus, komunikacji zastępczej nie udało się zorganizować, więc pojechał ten malusi. Klimatyzacja nie dawała rady, skraplająca się woda kapała na głowy i bagaże podróżnych. Jednym słowem cyrk na kółkach.

Chyba tylko za sprawą niezwykle grzecznego i bardzo pomocnego pana konduktora nikt jakoś mocno nie wyrzekał. Jednak od kilku osób wiem, że często się zdarza, że jedzie mikro coś. No i ci, co jeżdżą codziennie mają swoją wersję wydarzeń. A brzmi ona ni mniej, ni więcej, a tak, że organizator przewozów, czyli Urząd Marszałkowski woli wysyłać większe szynobusy na południe, a północ musi się zadowolić takim transportem. Jestem jak najdalsza od spiskowych teorii dziejów wszelakich, choć po prawdzie są one nader ciekawe, ale jednak, bo zawsze musi być jakieś ale… kiedy się patrzyło na długi szynobus dzielnie podążający do Winnego Grodu (a w Skwierzynie jest mijanka), to być może coś na rzeczy jest….