W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bogusława, Bronisława, Ilony , 18 sierpnia 2019

Pewien tam widoczek nad Kłodawką, a mogło być lepiej

2019-06-04

Upał afrykański znów do nas przyszedł. Kiedy tak sobie wolno, szukając cienia, szłam do domu, zobaczyłam coś pięknego.

To piękno, to widok jakiegoś pana, który sobie siedział na schodach do Kłodawki na najpiękniejszym skwerku w mieście. Miał ze sobą coś do picia, gazetę i laptopa. Cień, lekki wiaterek , przepływająca tuż pod nogami Kłodawka sprawiały, że było to idealne miejsce do odpoczynku, a nawet do zdalnej pracy. Skwerek jest w miarę czysty, nieoblegany, daje się tu spędzać czas. Nawet ostatnio jakoś lokalnych bumów tam nie ma. Nie wiem, czy się wynieśli z miasta rozpalonego do imentu, czy też zwyczajnie im się to miejsce znudziło.

Pogapiłam się na pana i poszłam dalej. Ale od razu i natychmiast w mojej głowie uruchomiła się gonitwa myśli, co jest dziwne przy takich temperaturach i takim blasku.

Otóż w niezwykle naturalny sposób ludzieńki, bo nie tylko ten jeden pan, odkryli ciekawe miejsce na ochronę przed upałem. To pierwsza konstatacja. Druga jest taka, że twórcy ścieżki nad Kłodawką zupełnie jej potencjał pominęli. Biegnie sobie oto ta ścieżka obok, mostki nowe są, lampy i inne rzeczy też, a zejść do wody, takich przyjaznych, w cieniu i z siedziskami dla ludzi nie ma. Zresztą owe schody leżą na lewym brzegu rzeczki, są stare i nic wspólnego z ową ścieżką nie mają. A przecież można było pomyśleć właśnie i o takich miejscach. Bo jak widać, są potrzebne. Owszem, może ktoś powiedzieć, że teraz łatwo labidzić i wyrzekać, ale ja nie jestem architektem ani urbanistą, nie mam pojęcia o tych dziedzinach w sferze idei – tworzenia planów. Oceniam je potem, jak już istnieją. Właśnie architekci i urbaniści są po to, aby takie rzeczy przewidywać. Po to mają talent, bez talentu tych zawodów nie daje się uprawiać, ale i wiedzę konieczną. Szkoda bardzo, że właśnie nie pomyśleli o takim też wykorzystaniu rzeczki.

Dla przykładu przy Warcie są takie miejsca, że można tam bezpośrednio przy rzece posiedzieć. Ale jak dla mnie też kompletnie nie do zaakceptowania, bo tam cienia niet. A ja w słońcu, nawet nie tak palącym, jak teraz, zwyczajnie nie mogę. W każdym razie, jak dla mnie schody do Kłodawki na ślicznym skwerku stają się miejscem nr 1 do odpoczynku. Do pracy raczej nie. Bo nawet jak wezmę laptopa ze sobą i jakieś materiały do pracy, to i tak zagapię się na pewno na kaczki, na wodę i pracę szlag jaśnisty trafi. Potem będę wracać do domu i labidzić w duchu, że te kilogramy komputera i papierów muszę dźwigać….

I z drugiego kątka. Wojewoda i wojewódzki konserwator zabytków podpisali umowy na renowację zabytków w województwie. Ponad 400 tys. zł przeznaczono na 20 obiektów. I to jest super informacja. Dla nas tu w mieście ona super nie jest, bo nikt nie dostał wsparcia. W północnej części województwa, czyli dawne gorzowskie kasę dostanie troje beneficjentów. I tak kasa pójdzie do Ośna Lubuskiego – na kolejną renowację murów, starych, średniowiecznych murów miejskich. Nie bez kozery mówi się o Ośnie – małe Carcassonne… Takich małych lokalnych Carcassonne jest jeszcze kilka, najbliższe to Strzelce Krajeńskie. Ale i tak dobrze, że choć część dotacji trafi do Ośna. Poza tym na liście znalazły się parafia w Długominie i parafia w Dobiegniewie. Tylko się cieszyć, że aż troje beneficjentów. Ale też i chwilka zastanowienia, dlaczego tylko troje? Inni nie występowali? Pomijam remont gorzowskiej katedry, bo to zupełnie inny kaliber. Ale w samym mieście dałoby się wymienić choćby cmentarz świętokrzyski, który jak kania dżdżu potrzebuje dotacji, aby w końcu zabytkowa nekropolia odzyskała należny jej blask. Nie wiem, czy zarządca występował o dotację, więc tylko nadmieniam.

Tak czy siak, dobrze się stało, że publiczny pieniądz trafia na renowację zabytków. Na dobro publiczne, na coś, co jest niezbędne w procesie kulturowym. I jak dla mnie jest też jedno miejsce na południu województwa, które dotację dostało, a z której ja się osobiście cieszę. To właściciele wieży mieszkalnej w Witkowie z XIV wieku. Byłam, widziałam, zachwycona jestem.

Ps. Dziś dzień najważniejszy w powojennej historii kraju. Dziś 30. rocznica wyborów, które zmiotły stary system i wprowadziły nowe – już demokratyczne porządki, albo ich zapowiedź. Pamiętam kampanię wyborczą – wówczas wydawało się rewelacyjną i nową, dziś powiedzielibyśmy z lekka siermiężną, ale na tamte czasy to było coś absolutnie świeżego, takiego jak łyk krystalicznej wody. Pamiętam plakaty stylizowane na „W samo południe” z Gary Cooperem jako tym białym charakterem, znakiem prawdy i jednak zwycięstwa. Pamiętam panią śp. senator Stefanię Hejmanowską, która miała swoje zdjęcie z prezydentem Lechem Wałęsą, ale sama osobiście metodą już zapomnianą nakłaniała do wyborów. To było coś niesamowitego. Pokojowe, dzięki wysiłkowi intelektualnemu i talentowi politycznemu jak i przebiegłości dyplomatycznej wielu ludzi, przejęcie częściowe, a w konsekwencji całkowite władzy z rąk funkcjonariuszy ancien regime’u. Pierwsza pokojowa i wydawałoby się całkowicie udana rewolucja ustrojowa w kraju, który raczej nie słynął z tego, że najpierw myśli, potem działa. Pamiętam, jak się wszyscy cieszyliśmy, że tak to się ułożyło, że senat nasz, a potem to już tylko lepiej. Minęło 30 lat. Ja się mimo wszystko cieszę. Choć po prawdzie nie wiem, jak długo mnie się przyjdzie jeszcze cieszyć …