W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bernarda, Sabiny, Samuela , 20 sierpnia 2019

Dobrze jest znać zasady angielskiego trawnika

2019-06-08

Dokładnie to jest tak – warto znać zasady zakładania miejskich i nie tylko trawników, miejsc wspólnych. To się zwyczajnie przydaje. Vide – miasto po armagedonie.

Miasto po armagedonie, to miasto po koszmarnej ulewie, która przeszła dwa dni temu. Spadło maks wody. Woda z nieba zatopiła kilka ulic w centrum, tych co zawsze. Od jakiegoś czasu zawsze. Kolejne remonty na nic się nie zdały. Mało tego, ulewa pokazała, że kilka wynalazków co to upiększać miały, też jakoś w ulewie padły. Coś popłynęło, coś zostało zatopione, kaczki były szczęśliwe.

Najpierw podziwiałam ulewę z własnego okna. Mam to szczęście, że mieszkam na Nowym Mieście, czyli wysoko. Mogę sobie deszcz podziwiać. A podziwiam zawsze, bo bardzo lubię. Chyba potopu na wzór biblijnego potrzeba by było, żeby u mnie coś złego z tytułu miejsca się stało. Tak więc stałam w oknie i się gapiłam i było mi błogo. Bo deszcz, nawet ulewa, sprawił, że skwar straszliwy na chwilkę poszedł precz.

Potem jednak popatrzyłam, że ten deszcz, który tak mnie się podoba, sprawił, że miasto popłynęło. Jak zwykle w tych samych miejscach. Na tych samych ulicach, ale i w kilku innych nowych miejscach też.

Oglądałam wczoraj obrazki z zatopionego miasta, ale i obrazki z miasta wcale nieoczywiste. Bowiem po tej ulewie popłynęły miejsca wcale nieoczywiste. Drobne ścieżki, nowe i lubiane. Lubiane przez projektantów, co nie znaczy, że przez użytkowników też.

Dlatego właśnie jak oglądałam świat po armagedonie wodnym, ten świat, to cały czas miałam w tyle głowy pewną zasadę. Nazywa się ona – zasada angielskiego trawnika. Dotyczy ona tworzenia nowych miejsc, nowych ścieżek w przestrzeni publicznej. Prosta jest. Trzeba ludziom dać podeptać na nowej przestrzeni i potem ścieżki tak wytyczyć, aby pokrywały się z ludzkimi drogami. To w sferze podstawowej i bliskiej. W sferze miasta, całego skomplikowanego systemu polega to na tym, że patrzy się, jak się układa mapa komunikacji. Pieszej, autobusowej, taksówkowej, tramwajowej, i na podstawie tej mapy układa się nowe ciągi komunikacyjne. Stare, z lat wielu się remontuje, nowe do tego krwioobiegu się dodaje.

To się wydaje oczywiste. Ale dlaczego tak się nie udaje? Oto pytanie godne filozofów.

Popłynęła kolejny raz ulica Dąbrowskiego. A czemu? Ano dlatego, że jak ktoś się wziął za remont tego kawałka miasta, to zwyczajnie zignorował to, co lata temu przetestowali i przeżyli byli mieszkańcy. Oni wymyślili sposób na to, aby akurat tam mokro za każdym armagedonem nie było. Co się stało z ich wiedzą i doświadczeniem? Ano jak zwykle to. Unowocześniamy – efekt? Dzieciaki mają zabawę, kierowcy klną na czym świat stoi. Bo woda po dużym deszczu taka, że pływać na oponie można. To dzieci. Kierowcy – zalało autka i auteczka, całkiem drogie. Jakby to takie Syrenki były, to by dały radę. Ale to nie Syrenki wjechały w bajoro. To całkiem drogie auta z komputerem pokładowym, który absolutnie nie lubi wilgoci.

Po prawdzie nie rozumiem żalu, bo jak widać wielką kałużę, to tam się nie powinno wjeżdżać. Mój przemiły znajomy tak to tłumaczy – pada deszcz, szukam innych dróg.

W każdym razie, miasto kolejny raz się utopiło. Dziwne nie jest. Nikt nie chce znać, ani pamiętać zasady angielskiego trawnika. A bardzo szkoda.