W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

Ważna i ciekawa wystawa w Rokitnie

2019-06-14

Kiedy poszłam sobie do Muzeum, żeby zobaczyć wystawę archeologiczną, na której pokazano, co archeo znalazło po pożarze wieży katedralnej, miałam jedno marzenie. No i się cały czas ziszcza.

„Archeologia niebiańska”, bo o tę wystawę chodzi, od pierwszych chwil, kiedy ją oglądałam, skradła moje serce. Poszłam sobie ją obejrzeć na drugi dzień po otwarciu. Przyznam się, mam w Muzeum Lubuskim sprzymierzeńców, przy okazji przemiłych znajomych, którzy pozwalają zajrzeć do sal wystawowych, kiedy tam nikogo nie ma. I właśnie ta wystawa była taką, że chciałam pobyć sobie tam sama z tymi znaleziskami. Kiedy chodziłam pomiędzy gablotami, patrzyłam na to, co tam jest, zachwycało mnie wszystko. To ślady życia zwykłych ludzi, dla których katedra na przestrzeni dziejów była ważna. I już wówczas miałam marzenie takie, aby tę wystawę obejrzało trochę więcej ludzi niż zwykle. I to marzenie w krótkim czasie zaczęło się spełniać. Bo wystawa popodróżowała już trochę.

A teraz Archeologia niebiańska będzie pokazana w Rokitnie. Nie jestem wierząca, ale doceniam takie miejsca, jakim jest Rokitno. Przez szacunek dla tych, którzy wierzą. Nie przez szacunek dla instytucji, bo tego nie mam.

W każdym razie w niedzielę Sanktuarium w Rokitnie obchodzić będzie 350-lecie obecności oraz 30-lecie koronacji obrazu Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej. Na marginesie, jedyny znany mi obraz, gdzie Matka Boża ma odsłonięte ucho. Przepiękny, urzekający obraz o wybitnie ciekawej historii. No i właśnie gorzowska wystawa, właśnie Archeologia niebiańska będzie tam pokazana. Gratulacje wszystkim pracownikom Muzeum, przede wszystkim archeo. Bo gdyby nie archeo, ich pasja, ich myślenie, może by nie było tej wystawy. Bo tylko archeo potrafi z pogorzeliska albo innego śmietnika wyciągnąć takie rzeczy, że potem człowiek staje przed gablotą i zwyczajnie dech mu w piersi zamiera. Ja tak mam. Co zrobić.

Dlatego szalenie się cieszę, że ta wystawa, właśnie ta, będzie pokazana w Rokitnie i to w czasie tak istotnym dla sanktuarium. Znaczy, nie tylko na mnie ta wystawa zrobiła aż takie wrażenie. Archeo – gratulacje. Wielkie. No i jak tu nie lubić ludzi archeo? Ja tam bardzo lubię i nic nie wskazuje na to, aby ten stan się zmienił. Dodam, każda wystawa robiona przez archeo jest zajmująca i wybitnie ciekawa, a przy okazji zwyczajnie piękna.

A teraz z drugiego kątka. Dzięki księdzu Arturowi Grabanowi dowiedziałam się jednej bardzo ważnej rzeczy. Otóż niemal wszyscy ze ściśniętym sercem patrzyliśmy kilka dni temu na olbrzymi karambol, który wydarzył się pod Szczecinem. Dokładnie 11 czerwca ta straszliwa tragedia się wydarzyła. Wszystkie media pokazywały też bohaterskiego kierowcę TIR-a, Andrieja, który uzbrojony w małą samochodową gaśnicę ruszył na pomoc uwięzionym w płonących samochodach. Uratował troje ludzi. Nikt go wówczas nie zapytał, gdzie mieszka. Dziwić się trudno. Bo w takiej sytuacji się o to nie pyta. To ksiądz Artur Graban, bardzo dobrze zresztą znany w Mieście, dołożył się do tego, aby zainteresowani, a ja taką byłam, dowiedzieli się, że Bohater, choć on sam absolutnie nie chce, aby go tak nazywać, mieszka z rodziną w Strzelcach Krajeńskich. Tak, tak, tylko coś niecałe 30 kilometrów od Miasta. Nie w jakimś (moim najbardziej ukochanym) Lwowie, nie w (moim też ukochanym) Kijowie, nie w (zachwycających mnie) Czerniowcach czy w innym Truskawcu. W Strzelcach Krajeńskich. To tylko malusi przykład dla tych, co wyznają skompromitowaną dziś XIX-wieczną ideologię państwa narodowego. Kto z tych wrzaskunów, tak chętnie ryczących Polska dla Polaków, tak by się zachował? Pytanie retoryczne. Nikt nie wie, jak by się zachował w sytuacji granicznej, a taką wówczas była ta sytuacja.

Myślę sobie, że wokół nas żyje cała masa ciekawych ludzi, ciekawych z różnych względów. I dobrze jest że oni są. Pan Andriej zachował się tak, jak każdy powinien, choć innych nie było. Obok nas mieszka. Może bywał z rodziną w Mieście na zakupach?, w kinie?, na basenie?, w restauracji?, gdziekolwiek. Dobrze wiedzieć, że ma się takich sąsiadów. Dobrze. I dobrze by było, aby przestać wyrzekać… Dalej już się nie rozwijam.

I z trzeciego kątka. Otóż sporo niemieckich mediów poświęciło sporo czasu – jakieś dwie minutki – na informację o tym, że gorzowianie gremialnie ruszyli do przykrywania swoich samochodów kocami, plastikami i czymkolwiek w obawie przed awizowanym gradem wielkości piłek tenisowych. I co bardzo ważne. Nie były to prześmiewcze informacje typu – głupie Polaczki, jakby chciała oficjalna telewizja – a pełne zatroskania informacje, że i Niemcy też muszą się bronić przed nawałnicami. No tak.

Ps. Bo muszę i bardzo chcę. Jako że kocham jazz, i nie tylko ja jedna w tym mieście, to zwyczajnie muszę. Otóż dziś 60. urodziny obchodzi Marcus Miller. Gitarzysta basowy, po prawdzie multiinstrumentalista, producent, kompozytor, człowiek renesansu, jeśli chodzi o jazz. Gdyby nie Marcus, to chyba nie byłoby „Tutu” – kongenialnego i absolutnie pięknego albumu Milesa Davisa. Nie byłoby wielu innych albumów. Coś około 400. W domu mam w swojej płytotece coś ze 20…. Od lat gadam i marudzę Prezesowi Dziekańskiemu – Marcusa zaproś. Od lat zawsze słyszę, nie ta liga. Może jakby Marcusowi napisać, jak się u nas kształci jazzową młodą publiczność – vide „Jedzie Pan Jazz”, to by się udało. Marcus lubi takie nieoczywistości. Wielu fanów jazzu w mieście kocha Marcusa Millera. Ja na pewno.

Ps. 2. To filmofani świętują. Także 60. urodziny Władysława Pasikowskiego. Znakomitego reżysera. W Gorzowie jest całkiem pokaźny fan-club. Przede wszystkim za Psy i Psy 2, ale i za mocno dziś pogardzany film Operacja Samum…. No cóż. Ale i za Pokłosie (tu moje osobiste dzięki), ale i za Jacka Stronga, ale i za Kuriera. Od czasu do czasu się spotykamy i gadamy o filmie. Ja zawsze o Psach i Pokłosiu – dla mnie z uwagi na narodowość – film niezwykły. Bo western po polsku o polskich trudnych sprawach niezwykle dobrze pokazany. Inni o Psach – tu też pełna zgoda. Władysław Pasikowski skończył 60 lat…. Wow. Wcale nie widać.