W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Słowo się rzekło, kobyłka u płota

2019-06-20

Jak zapowiedziałam, tak zrobiłam. Wczoraj do biura prezydenta oraz przewodniczącego Rady Miasta zaniosłam pismo, w którym jako mieszkanka domagam się od odstąpienia organizacji imprezy motorowej na nadwarciańskich łąkach.

Powiedzieć, że oburzył mnie najnowszy pomysł organizacji Motor coś tam na nadwarciańskich łęgach, to mało. Napisałam zresztą wczoraj, że to jest pomysł z gatunku tych straszliwych. Zapowiedziałam, że wystąpię do szeryfa, aby jednak zmienić lokalizację imprezy. Choć jestem jej przeciwna w ogólności, to jednak rozumiem, że nie każdy woli chodzić do Filharmonii czy teatru. Są też i tacy, którzy lubią takie szoły – pisownia zamierzona. Pół nocy spać nie mogłam, bo ciągle widziałam te tabuny samochodów, motocykli i innych czołgów, tak, tak, czołgów rozjeżdżających łąki. Okazało się, że takich jak ja, jest więcej. Protestujący napisali w mediach społecznościowych, że się nie zgadzają. Kilka rozmów ze znajomymi tylko mnie upewniło w mojej decyzji.

A była ona taka. Występuję oficjalnie do szeryfa. Potem pomyślałam sobie, że odpis pisma przekażę też przewodniczącemu Rady Miasta. Najpierw chciałam wysłać mój list drogą mailową, ale co na papierze, to na papierze. I jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wczoraj wcześnie rano podyrdałam, za radą zresztą pewnego przemiłego znajomego, do magistratu i kwity zaniosłam. Mam potwierdzenie na każdym odpisie, więc muszę dostać oficjalną odpowiedź. A żeby każdy wiedział, co napisałam, dlatego zamieszczam tekst. Idzie to tak:

Szanowny Pan

Jacek Wójcicki

Prezydent miasta Gorzowa

Szanowny panie prezydencie, zwracam się do pana jako obywatelka miasta Gorzowa mieszkająca w tym mieście od 19 lat. Piszę w sprawie pomysłu, jaki wygłosił wczoraj, to jest 18 czerwca, w lokalnym radiu pan Włodzimierz Rój, dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji. Sprawa tyczy planowanej na koniec sierpnia imprezy Motor Racing Extreme, która ma się odbyć na nadwarciańskich błoniach. Ma być ona połączona z prezentacja sprzętu militarnego i zakończyć się – jak to ujął pan dyrektor – „czołgowiskiem, żeby można było sobie poszaleć” –http://www.radiogorzow.pl/moto-racing-extreme-na-bloniach/.

Panie prezydencie, zwracam się do pana o zaniechanie organizacji tej imprezy w tej lokalizacji. W obecnych czasach, kiedy jak źrenicy oka należy strzec każdego skrawka zieleni, pomysł z imprezą motorowa i owym czołgowiskiem w tym miejscu, jest zwyczajnie chybiony. Po imprezie tej z terenów zielonych nie zostanie nic. Zamiast błoń z trawą, miejscem spacerowym nie tylko dla Zawarcia, zostanie rozjeżdżony i nienadający się do niczego ugór. Ziemia spalona i zniszczona.

Nie domagam się zakazu w ogóle tej imprezy, tylko zakazu organizacji jej w tej lokalizacji. Przecież w mieście są nieużytki, na których bez większej szkody można takie imprezy, jak i owe czołgowiska organizować. Uważam poza tym, że wszelakie imprezy motorowe winny odbywać się na specjalnie do tego celu przygotowanych torach, a to ze względu na skalę niebezpieczeństwa, jakie za sobą niosą.

Panie prezydencie, właśnie ze względów ekologicznych, ale i zdroworozsądkowych, jak i kwestii bezpieczeństwa oraz dbałości o to, co miejskie, proszę, aby jednak zablokował pan organizację tej imprezy właśnie na nadwarciańskich błoniach. Powtarzam, jest jeszcze dość czasu, aby tę imprezę przenieść w inne miejsce.

Wierzę w pana rozsądek i dobrą wolę.

Pozostaję z szacunkiem: (tu odręczny podpis uczyniony fioletowym atramentem, bo taki mam w swoim piórze)

Czy coś się w tej sprawie zmieni, tego nie wiem. Pożyjemy, poczekamy, zobaczymy. Choć to może trudno uwierzyć, ale wierzę w siłę słowa pisanego, siłę perswazji, siłę argumentacji. I ostatecznie jednak w rozsądek i dobrą wolę szeryfa. Bo tylko w to mi pozostaje wierzyć.

Czekam zatem na odpowiedź. Jaka będzie, nie omieszkam poinformować. Ale przyjdzie mi trochę na nią poczekać, bo nawet jeśli będzie w przyszłym tygodniu, to ja i tak się wcześniej o niej nie dowiem, niż około 3 lipca. Wtedy bowiem będę znów w kraju i będę się mogła dowiedzieć, czy szeryf uznał racje moje i wielu innych, czy też nie i przyjdzie mi z rozpaczą patrzeć na degradację, a w konsekwencji na trudno odwracalne lub zupełnie nieodwracalne zniszczenie nadwarciańskich błoni.

Szanowni, tak się składa, że na kilkanaście dni znikam z kraju. Nie będzie moich złośliwców, bo nie będę w stanie ich pisać i przesyłać do redakcji z jednego prostego powodu. Wyjeżdżam bowiem do Japonii. Nie będę miała okazji śledzić, co tu się dzieje, ani jak tego komentować. Po prawdzie, raczej chyba nie będzie mnie się chciało tego robić, bo przypuszczam, że Kraj Kwitnącej Wiśni pochłonie mnie do tego stopnia, że generalnie niczego nie będę śledzić, ani oglądać, co nie będzie związane właśnie z Kinki.

Jak do tej pory to będzie moja najdalsza podróż. Japonia bowiem jest dalej niż Kalifornia, w której byłam dokładnie 30 lat temu. Wtedy to była podróż życia i dziś to jest też podróż życia. Choć po prawdzie w moim przypadku każda podróż, czy to do Berlina, czy na nadwarciańskie łęgi jest podróżą życia. Bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Sayonara.

Ps. A jak wrócę, to wszystko dokładnie opiszę – oczywiście w zakładce Na szlaku będzie sekwencja tekstów o tym ciągle tajemniczym kraju.