W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kryspiny, Norberta, Sabiny , 5 grudnia 2019

Lubuskie wyschło na wiór

2019-07-04

Takie są najnowsze informacje od speców od pogody. Ale każdy z nas też to widzi. Susza rolnicza dotarła do nas i nikt nie wie, co z nią zrobić.

Susza rolnicza – to określenie, którego boją się jak ognia wszyscy zainteresowani środowiskiem. Susza rolnicza znaczy, że ziemia jest sucha na wiór i nawet deszcze nic nie zmienią. Ziemia nie przyjmuje wody, woda spływa, miejscami tworzą się podtopy. Ale potem wszystko wraca do nienormy. Jest znów gorąco, znów okropnie. Ziemia zamienia się w skałę.

Ten wstęp był mi potrzebny. Potrzebny po to, aby kolejny raz powiedzieć, że wycinanie drzew, zieleni miejskiej i nie tylko miejskiej, to droga donikąd.

Przeszłam się wczoraj po mieście. Popatrzyłam kolejny raz na zabetonowane miejsca, na drzewa, które umierają, bo ktoś je źle wkomponował w krajobraz. Bo wyciągnął na jakieś wyspy, a te stały się śmiertelną pułapką i drzewa zaczynają usychać. Popatrzyłam sobie też na udręczone drzewa, którym ktoś podsypał cementu, popatrzyłam sobie na zieleń, która zwyczajnie umiera.

I naszły mnie mocno niewesołe, ale uprawnione myśli. Jak zieleń umrze w miastach i nie tylko w miastach, to umrzemy też i my. Przełożenie jest bardzo proste. Uczą o tym w szkołach, w każdym razie mnie uczyli, kiedy byłam w wieku szkolnym. Zapamiętałam.

Dlatego też z przerażeniem patrzyłam i patrzę na to, co się z zielenią wyprawia w mieście, które wcale wielkie nie jest i w którym dbanie o zielone płuca winno być priorytetem. A nie jest. Z przerażeniem patrzyłam sobie na drzewa, którym ktoś zafundował malusie krążki ziemi wokół. Na okaleczałe drzewa i pozostałości po krzewach.

Wróciłam właśnie z Japonii, gdzie dane mi było mieszkać przez kilka dni w Tokio – 37 milionów ludzi żyje w aglomeracji miejskiej – taka Polska w jednym miejscu. Stolica mocno zurbanizowana, same wieżowce i inne takie. Ale zieleni tam pod dostatkiem, podobnie jak i w innych wielkich miastach Kinki, Nipponu, Japonii. Drzewa rosną na różnych kondygnacjach i mają się dobrze. Pod estakadami pociągowymi też coś rośnie i ma się dobrze. Każdy tam dba o zielsko. Nikomu do głowy by nie przyszło, żeby redukować tereny zielone, a jak już, to szuka się takich sposobów, aby o implementowaną zieleń na trzeci, czwarty, dziesiąty poziom zadbać. Sposobów milion i jeden jest, trzeba tylko chcieć. Tu, w Mieście, chyba się nie chce, a szkoda.

Susza rolnicza dotyka nie tylko pola. Dotyka też miasta. Mamy ostatni moment, żeby coś zrobić. Coś dla nas i coś dla środowiska. To naprawdę jest ostatni moment, żeby się opamiętać. Ostatni, aby przestać wycinać zielone, ostatni, aby o zielone zadbać.

Jak zdarta płyta będę powtarzać – nie ma zieleni, nie ma nas. Dlatego z wielkim szacunkiem podchodzę do pań sprzątających klatki schodowe i nie tylko, które podlewają trawki wyrastające pomiędzy płytami chodnikowymi. Takie małe coś, a bardzo cieszy. Mnie przy okazji wzrusza.

Gorzów był od zawsze zielonym miastem. Był. Teraz to się niestety zmienia. Ze szkodą dla nas. I powiem tak, ja się zwyczajnie nie zgadzam na żadną ingerencję w substancję miejską, jeśli ma to przynieść niszczenie zieleni. Żadną. I dlatego też powiem, że minęło już trochę czasu od kiedy zaniosłam do magistratu pismo w sprawie mego obywatelskiego sprzeciwu dotyczącego organizacji Moto coś tam na trawnikach nad Warcią naszą kochaną od strony Zawarcia. Pismo delegowane było do szeryfa, ale i też do Przewodniczącego Rady Miasta. I co? I nic. Nul. Żadnej odpowiedzi. No cóż. Zaczynam wobec tego krucjatę na nowo. Znów zaniosę kolejne pismo w sprawie. Teraz będzie ono dedykowane nie tylko szeryfowi i przewodniczącemu, ale też każdemu radnemu – każdy dostanie. Może ktoś w końcu przeczyta i stwierdzi, że jednak nie wolno robić moto imprez na terenach zielonych. A zwłaszcza nie wolno tam urządzać żadnych czołgowisk – bo ktoś chce poszaleć, cytując wysokiego urzędnika, po którym absolutnie nie spodziewałam się takiego dictum.

Susza rolnicza już jest. Mamy mało narzędzi, aby ją zwalczyć. Ale jeszcze mamy. Coraz mniej ich jest, ale są. To ostatni moment. Jak tego nie zrobimy, to za chwilkę nas nie będzie. Nic nie będzie.