W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

I znów o mieście głośno w mediach

2019-07-12

Znów poszedł przekaz w mediach ogólnych, że miasto na G istnieje i co więcej, istnieje całkiem okropnie. Przyznam, że zaczyna mnie to trochę martwić.

Otworzyłam Internet, bo każdy tak dziś robi i znów zaskoczenie negatywne. Otóż bowiem w Necie odkryłam tekst, który mnie zmroził. A mianowicie ni mniej, ni więcej dziennikarz postawił tezę, że już za chwilkę dojdzie do pogromu w mieście. Ponieważ od zakończenia II wojny światowej nie ma tu Żydów, bo po prawdzie nie ma, to dojdzie do pogromu na Ukraińcach, którzy tu pracują. Zmroziło mnie to mocno. Już samo określenie – pogrom uruchamia w moim mózgu ciąg okropnych obrazów. Znam historię, może nie tak szczegółowo, jak zawodowi historycy, ale jednak. I jak słyszę pogrom, to widzę – Żydów, znów Żydów, i znów Żydów (mój naród), Romów i Sinti, Ormian, Tutsi, muzułmanów w byłej Jugosławii, Chińczyków w Nankinie, Aborygenów, Ajnów, niekatolików w krajach katolickich, Indian w Ameryce Południowej….. Myślę, że wystarczy.

Pogrom, słowo straszliwe. Słowo, które sprawia, że ciarki latają po skórze. Słowo, które powoduje, że zaczyna się wątpić w człowieczeństwo. I właśnie to określnie padło w kontekście Gorzowa i mieszkających tu Ukraińców.

Bracia Ukraińcy, bo tak o nich myślę, przyjechali tu za pracą. Nikomu nic nie odbierają, bo wielu rodaków o wykształceniu cokolwiek miernym do wielu prac zwyczajnie się nie wybiera. Bo się nie opłaca. Statystyki i ich analiza pokazują prostą prawdę – jakby nie oni, to nie miałby kto pracować w wielu dziedzinach. Rozmawiałam z wieloma specjalistami w dziedzinie pracy, stosunków międzyludzkich, znawców pływów ekonomicznych. Wszyscy jednym głosem mówią, że bez braci z Ukrainy polska, a za tym i gorzowska gospodarka miałaby się z pyszna. Nie ma wyjścia. Trzeba braci zatrudniać.

Ale ludzie są tylko ludźmi. Nie ma światów idealnych. Ludzie czasem się głupio zachowują. Inna rzecz, że kiedy przepraszają, to trzeba przyjąć słowa skruchy. Każdemu się zdarzy durnowate zachowanie, durnowate słowa. Ważne, żeby wzajemnie się dogadać. A tu się raptem okazuje, że w Gorzowie nie można. Że dochodzi do eskalacji ekscesów. Ja, co prawda, jakoś tej eskalacji nie widzę, choć mocno i wnikliwie obserwuję właśnie tę sferę życia.

Ale taki przekaz poszedł w eter. Gorzów to miasto, gdzie się nie lubi Ukraińców i pogrom wisi w powietrzu. Mało, poszedł. Rozszedł się bardzo mocno i nader chętnie jest przekazywany oraz komentowany.

Moim zdaniem to wypaczony obraz, choć jednak sprawia, że robi się smutno oraz może przerazić. To taki obraz, jak lata temu można było zobaczyć w Niemczech, kiedy każdy Polak był traktowany jako potencjalny złodziej, a każda Polka jako potencjalna prostytutka. Dużo czasu zajęło wszystkim…. Służbom dyplomatycznym, mądrym politykom, mediom, historykom, zwyczajnym ludziom, aby tę paskudną etykietkę odkręcić. Aby pokazać, że Polacy to normalni ludzie. Normalni, ciężko pracujący i jednak przyjaźni ludzie. O obrazie współczesnej Polski pod nieświatłymi obecnymi rządami nie piszę, bo zwyczajnie szkoda czasu i atlasu.

Myślę, że przed Gorzowem, ale i nie tylko przed Gorzowem ta sama droga. Trzeba z całą mocą odkręcić ten straszny wizerunek miasta, którego bracia mogą się obawiać. Bo tu tak naprawdę nic im nie grozi. Na pewno nie pogrom.

Przytoczę obrazek, który zresztą już raz opisywałam. Mama kupuje książeczki dla dziecka w dobrej księgarni. Księgarze i ja, bo tam byłam, zaczynamy rozmowę. Mama mówi, że lubi książki. Dla dziecka w polskim kupuje, bo małe już umie. Ona sama też lubi czytać, ale po polsku jeszcze nie bardzo. Księgarz i ja tylko się cieszymy, że jednak i tylko upewniamy, że to chwila, a swoje ulubione kryminały będzie też mogła po polsku czytać. Mama się cieszy i dziękuje. My też się cieszymy.

Inny obrazek. Upał. Praca na budowie. Do sklepu, z klimą dodam, wchodzi robotnik. Widać, że mocno zmęczony. Bierze wodę, dwie butelki. Brakuje mu 15 groszy, żeby za te butelki z wodą zapłacić. Decyduje – pani za jedną zapłacę, przepraszam za kłopot. Oni tak właśnie mówią, bracia Ukraińcy. Za nim w kolejce stoi pani, w wieku już mocno emertytalnym. Wydawałaby się, zero współczucia dla innego. Wydawałoby się… I tu zaskok. Pani nie tylko dodaje te 15 groszy ze swego chudego portfela, ale jeszcze dorzuca kolejną butelkę wody. I w pięknym rosyjskim mówi – na zdrowie. Tak tu się zadarza.

Dlatego może zanim znów ktoś będzie gadał, że w Gorzowie pachnie pogromem, niech się sam tu przyfatyguje i zobaczy, że może jednak nie. Ja w każdym razie mocno w to wierzę, że nie. I generalnie chyba się nie zgadzam na doczepianie paskudnych etykietek do miasta, w którym przyszło mi żyć. Do tego miasta można wiele etykietek złych i głupich dołączyć, ależeby to było miasto pogromu, to chyba jednak nie. W każdym razie mam taką nadzieję.

Miało być jeszcze o Książnicy, ale Książnica na zupełnie osobny tekst i nie w złośliwcu zasługuje. Jutro będzie. Natomiast ja uprawię trochę prywaty. Otóż wybieram się znów do Berlina. W ostatnią sobotę lipca. Jadę do miasta niedźwiadka, aby się znów na Królową Nefretete – po niemiecku Königin Nefretiti, pogapić. W Nowym Muzeum jest na Wyspie Muzeów. Mało tego, tam kilka innych rzeczy do zobaczenia jest. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Królową. Serce moje zamarło. Ziemia się zatrzymała. Nie mogłam od Niej odejść…. Stałam przed Nią i w mózgu mnie się przewijały informacje o Niej. Najpiękniejsza kobieta świata. Jakby kto chciał ze mną do Berlina, do Nefretete w moim języku pojechać, to proszę dać mi znać. Ostatnia sobota lipca. Przy okazji wyprawa na Hakeschen Markt….