W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Idą zmiany, niekoniecznie dobre dla miasta

2019-07-17

Nowe Miasto, historyczna dzielnica Landsbergu/Gorzowa się zmienia. Niektóre kamienice zyskują odnowioną twarz. Niektóre miejsca, nowe przeznaczenie. Oj, to chyba nie jest dobry pomysł.

Właśnie dzięki Robertowi Piotrowskiemu dowiedziałam się, że toczy się postępowanie wobec lokalu po byłej księgarni św. Antoniego na ulicy Łokietka. Ktoś wnioskuje, aby to miejsce, bardzo atrakcyjne z różnych względów zamienić na gabinet medycyny estetycznej. Postępowanie się toczy. Bo jak nie. Boję się, że decyzja będzie pozytywna.

Powiem tak. Żadną nowością nie jest, że gdyby ode mnie zależało, to w pewnych punktach miasta nadal leżałby bruk, paliłby się latarnie gazowe, chodzilibyśmy po kostkowych chodnikach, dryndy by dzwoniły. Idiotką jednak nie jestem, choć co niektórzy mówią tak o mnie otwartym tekstem, no cóż, i dlatego zdaję sobie sprawę, że zmiany są konieczne. Owszem tak. Tyle tylko, że niekoniecznie takie.

Rzeczony budynek, na rogu ulic Łokietka i Dąbrowskiego Jarosława to zabytek. Dzięki mieszkańcom zadbany w miarę. Ja go turystom spoza miasta zawsze pokazuję, bo fasada jest zachwycająca i śliczna. Tak wyglądał do II wojny Landsberg. Tak wyglądała moja dzielnica. Miasto było piękne. Potem przyszedł koszmar II wojny. Rosjanie nam spalili centrum. Trudno. Szczęściem Nowe Miasto się ostało niemal w całości. I tam sobie dzielnie w tej kamienicy działała księgarnia św. Antoniego. Księgarnia założona tak naprawdę przez Helenę Kuźmicką. Lata sobie działała. Potem nagle, jakiś rok temu księgarnię przeniesiono do centrum. Jest sobie przy Obotryckiej. I teraz to. Ktoś chce to miejsce przerobić na gabinet medycyny estetycznej. Prosi miasto o opinię. I powiem tak. Wcale się temu komuś nie dziwię. Piękne miejsce, śliczna fasada, tuż obok najpiękniejszy miejski skwer. Najpiękniejszy, ale dzięki nieprzemyślanym decyzjom nie tak piękny, jakby mógł być. Nie mam złudzeń. Gabinet powstanie. Cóż. Po co komu księgarnie, po co komu ciekawe miejsca, po co komu dbanie o miejsca ważne dla miasta?

Naprzeciwko stoi, a właściwie zdycha kamienica. Bo mówić o umieraniu w przypadku tego budynku to pusty śmiech. Wpisany do rejestru zabytków budynek, niegdyś śliczna, zachwycająca kamienica jeszcze stoi. Stoi, bo musi stać. Jak jej zabraknie, jak się ostatecznie zawali, to zawali się pół ulicy Łokietka. Nikt o nią nie dba. Szła z rąk do rąk. A dziś straszy. Nikt nie ma żadnego myślenia, co dalej. Nie winię za to obecnych władz. To takie kukułcze jajo, z którym coś trzeba zrobić. I fakt, lepiej nie dotykać, bo a nuż się zawali, a za nią trochę Nowego Miasta.

Po co komu zabytki, po co komu śliczne miejsca? Po co komu miasto, które kiedyś było ładne? Nikomu i po nic. Po co komu księgarnia, która 70 lat działała? Byłam kiedyś w Portugalii, w ślicznym miejscu, w Porto (tu nieustające dzięki dla pani Dagmary Kotwickiej, która sprawiła, że tam się znalazłam). I tam w tym przepięknym mieście, za jakie mam Porto, byłam w Libraria Lello, księgarni, która ma ponad 100 lat i gdzie urodził się Harry Potter. Chodziłam po kręconych schodach, dotykałam starych książek, gapiłam się na zakładeczki. Było mi błogo, bo można doceniać księgarnie. Księgarnie jako znaki kulturowe miejsc. Tam można, u nas nie.

Dobra. Diecezja zdecydowała. Przeniosła księgarnię z wielkim stażem i historią w inne miejsce. Dziś w jej miejscu powstanie gabinet medycyny estetycznej. Cokolwiek to znaczy. Dla mnie nic. Bo zwyczajnie nie wierzę, że coś dobrego się wydarzy. No cóż. Przykro, że nie potrafimy dbać o miasto. I nie tylko o byłej księgarni myślę.

Ps. Dziś mija dziesiąta rocznica śmierci pana profesora Leszka Kołakowskiego, polskiego filozofa, wybitego naukowca, ciekawego człowieka. Pisać o nim, to długi papirus. Każdy, kto umie czytać, znajdzie sobie informacje o Panu Profesorze. Ja mam zawsze gdzieś blisko siebie dwie książki pana profesora. Jedna to „Mini wykłady o maksi sprawach” oraz „13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych”. Dziesięć lat minęło od śmierci wybitnego filozofa. Mnie pana profesora bardzo brakuje…