W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

Marszałek poratuje gorzowskie szkoły

2019-07-18

Dobra informacja. Będzie kasa z województwa na naprawę szkód uczynionych przez wielką wodę Mnie się podobają takie informacje.

Marszałkostwo da na naprawę zniszczeń po masowych ulewach w czerwcu, jakie dokonały się w trzech gorzowskich szkołach. Bardzo dobrze, bo marszałkostwo od tego jest, żeby wspierać całe województwo, a nie tylko południe, jak to zwykle w Gorzowie się sądzi. Naprawiony zostanie korytarz, zniszczona klasa i laboratorium chemiczne oraz kilka innych pomieszczeń w kilku szkołach. Zastanowiłabym się tylko nad tymi kwiatami jako wyrazu podzięki, bo jednak to pieniądze z kasy województwa, a nie prywatnego konta pani marszałek, ale nich będzie.

Szkoda tylko, że takie gesty dzieją się przy okazji takich nieszczęść jak masowe ulewy, co zresztą zdarzać się może częściej, bo jak chcą specjaliści, klimat nam się ociepla i pogoda będzie coraz bardziej wariować.

A skoro przy wariowaniu pogody jestem, to dwie rzeczy. Po pierwsze, magistrat stale nie odpowiedział na moje prośby o przeniesieni imprezy motorowej z terenów nadwarciańskich obojętnie gdzie, ale tam, gdzie nie będzie niszczona zieleń i płoszone ptactwo. No cóż, widać tylko mnie i garstkę gorzowian interesuje ta kwestia, kwestia ochrony zieleni. Trzeba ją chronić, trzeba dbać o małe zbiorniki wody, trzeba tworzyć na nowo mokradła, bo inaczej się ugotujemy. Nie nasze dzieci, jeśli kto ma, bo ja nie, i nie wnuki, ale jeszcze my sami. Dziwi mnie, że  decydenci na różnych szczeblach władzy jakoś nie chcą dostrzec tego problemu. No cóż, napiszę raz jeszcze do pana prezydenta, choć coraz bardziej widzę, że zwyczajnie mija się to z celem. Władza ma gdzieś obywatela.

A teraz to drugie. Boję się, zwyczajnie boję się iść do parku Siemiradzkiego, żeby popatrzeć, co tam z kolei się z zielenią wyczynia. Popatrzyłam na zdjęcia znajomych i uznałam, że jestem starą kobietą i nie mogę się denerwować. A jak zobaczę beton w parku, to na pewno coś na kształt małej apopleksji mnie trafi. Zresztą cały czas trafia, bo co i rusz miasto ogłasza, że będzie wycinało kolejne drzewa….

Ps. I taki oto kamyczek do ogródka miasta. Od kilku dni obserwuję, jak tabuny rodziców odbijają się od zamkniętego chyba na zawsze placu zabaw przy Filharmonii Gorzowskiej. Nie napiszę, co mówią ci ludzie, bo i po co. Najlżejszy komentarz to taki – no i popatrz, gadali o tym placu, gadali, a jak go otworzyli, to zaraz zamknęli i koniec…. Takie to typowe…