W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Jest postęp w mojej wojnie o zieleń!!!

2019-07-24

Już poważnie zwątpiłam w to, że radni mnie poprą w walce z przeniesieniem imprezy motorowej z nadwarciańskich błoń gdzie bądź. A tu taka niespodzianka.

Tuż po powrocie z wycieczki życia do Japonii wysłałam do wszystkich radnych pismo w sprawie pomocy w przeniesieniu imprezy motorowej z błoń nad Wartą w inne, bardziej predestynowane do tego miejsce. Natychmiast odpowiedziała Marta Bejnar-Bejnarowicz, która wysłała do szeryfa interpelację w tej sprawie. Ale poza nią nikt nie zareagował. Pismo wysłałam 8 lipca. Na skrzynki e-mailowe dostali je wszyscy radni. Pomyślałam sobie, wakacje są. Może coś się w ciągu tygodnia zmieni. Ale dalej była cisza. No to pomyślałam sobie, OK. Zostanę Reytanem. Jak Tadeusz położę się na wjeździe na Błonia i choć tak zablokuję tę imprezę.

Scenariusz potem byłby taki. Przyjechałaby policja, potem karetka i widowiskowo związaną w kaftan zabrano by mnie do wariatkowa, zresztą dość słynnego. Inna rzecz, że jak mam trafiać do wariatkowa, to chcę na Kulparków do Lwowa.

A tu proszę. Otworzyłam pocztę i tu takie miłe słowa. Mam nadzieję, że pan radny się nie obrazi za upublicznienie.

Informacja od pana radnego jest taka:

Pani Renato

W odpowiedzi na Pani e-mail przyznaję, że zdecydowanie przychylam się do Pani opinii w sprawie organizacji opisanej imprezy. Obiecuję, że przy najbliższym spotkaniu z Panem Prezydentem Jackiem Wójcickim poruszę temat organizacji Motor Racing Extreme. 

Dziękuję za wiadomość, służę pomocą. 

Z wyrazami szacunku

Oskar Serpina

Radny Rady Miasta Gorzowa Wielkopolskiego

Panie radny, z całego serca dziękuję. Bardzo, ale to bardzo za to, że docenił pan moją troskę o zielsko, kolokwialnie mówiąc. Może coś to pomoże, bo jednak podróż w kaftanie do wariatkowa słabo mnie się podoba, nawet jeśli miałby to być Kulparków w moim ukochanym Lwowie.

Ale wiem także, że i zawarciańscy zwarli szyki i też uznali, że sprawa ważna jest, też protestują. No i bardzo dobrze. Powtórzę z upartością maniaka (przecież widmo podróży w kaftanie zobowiązuje), że dziś, w obecnej chwili, kiedy naprawdę trzeba dbać o każdą traweczkę, o każde drzewo, zwłaszcza te już dorosłe i te, które dają cień, jest sprawą być albo nie być. Nas. Ale i tych, co za nami idą. Każda trawka, każde drzewo, każdy krzaczek, każde małe błotko, mała retencja, oszczędzanie wody, oszczędzanie powietrza, oszczędzanie natury – to jedyny ratunek, aby ocalić nas wszystkich. Im prędzej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas i dla tych, co idą po nas.

Nigdy mnie nie przekona argument, że jak sobie tam pojeździmy i trochę na czołgach poszalejmy, to nic się nie stanie. Przecież trawa odrośnie…. Doprawdy odrośnie? Ci, którzy te argumenty wysuwają, chyba nie widzieli degradacji terenów uczynionych nawet nie przez czołgi, a ciężkie maszyny budowlane czy choćby harwestery…

Dodam tylko, że już bardzo wielu zwykłych gorzowian też podpisało się w proteście w tej sprawie pod moimi apelami powieszonymi w mediach społecznościowych, ale też napisali do mnie po moich złośliwcach tutaj publikowanych. Może to nie jest pół Gorzowa, ale naprawdę wielu ludzi.

Powiem tak, słowa wsparcia pana radnego Oskara Serpiny sprawiły, że jednak nie odpuszczam. Dalej będę walczyć – nie o zablokowanie imprezy, bo wiem, że wielu lubi, ale o przeniesienie jej w inne miejsce. W takie, gdzie naprawdę nie zrobi ona szkód takich, jakie mogłaby właśnie nad Wartą. Inna rzecz, że mnie zwyczajnie byłoby szkoda i jest szkoda wydawać kasę na paliwo dla takich imprez, bo i paliwo należy oszczędzać.

Co się wydarzy, zobaczymy.

Ps. Dziś mija 40. rocznica śmierci Edwarda Stachury. Polski poeta, bard, ciekawy człowiek. Wszyscy z mego pokolenia znają jego twórczość, choćby za sprawą Starego Dobrego Małżeństwa, Jacka Różańskiego czy Jana Kondraka lub Marka Gałązki. Przy wielu ogniskach śpiewano piosenki Stachury, do dziś zresztą jak stara wiara się spotyka, to w pewnym momencie ktoś chwyta za gitarę i słychać strofy o Dolinie w Długich Cieniach (moje ulubione). Takich jest znacznie więcej. Trudniej jest prozą czy poezją, bo przyznam się, że „Kropki nad ypsylonem” do dziś nie rozumiem. Edward Stachura – jego poezja, jego ballady na lata całe wyznaczały rytmy turystycznych ścieżek. Zagubiony twórca, powichrowany życiorys, to było coś mocno interesującego. Dorośliśmy, obrośliśmy w różne rzeczy, różne sytuacje, różne związki, ale jednak od czasu do czasu wraca do nas strofa Edwarda Stachury. To już 40 lat mija, odkąd raczył pożegnać się z nami i pójść na wrzosowisko….

A tu Krzysztof Myszkowski – Stare Dobre Małżeństwo i Dolina w Długich Cieniach https://www.youtube.com/watch?v=jmyokPIVWdI