W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

No i przyjdzie mi złamać daną sobie obietnicę

2019-08-09

Od blisko czterech lat nie oglądam TVP, czyli publicznej telewizji. Teraz przyjdzie mi zmienić choć na krótką chwilkę daną sobie obietnicę. Ale co tam, czasem trzeba.

Nie oglądam publicznej telewizji, bo nie. Trudno. Czasem coś mnie ominie, ale to po dwakroć trudno. Ale teraz przyjdzie mi zmienić na chwilkę przyjętą przez siebie i twardo przestrzeganą regułę. Powód? Miłość do teatru oraz pilne śledzenie dróg artystycznych lubianych artystów.

A było tak. Wczoraj przeglądałam media społecznościowe, bo jakoś tak mam, że to robię. I nagle natknęłam się na informację od Bartka Bandury, który na swoim FB napisał tak: „Miałem ogromną przyjemność i szczęście wystąpić oraz być reżyserem spektaklu teatru telewizji»Śmierć i dziewczyna. Stare Miasto’44 in memoriam«, ilustrowanego muzyką Franza Schuberta w wykonaniuÃtama Quartet. Przede wszystkim miałem zaszczyt pracować ze wspaniałymi, pięknymi ludźmi. Dziękuję i chylę czoła przed całą ekipą realizatorów. To było wyjątkowe przedsięwzięcie. Już niebawem w telewizji. Premiera: jesień 2019”.

Pogratulowałam, no i czekam na emisję. I właśnie dlatego złamię daną sobie obietnicę, że nie będę TVP oglądać. Bo zwyczajnie muszę zobaczyć. Chcę zobaczyć, jak Bartosz Bandura poprowadzi całość, jak w tej całości zagra. O Bartku, aktorze Teatru Osterwy, napisałam onegdaj całkiem spory tekst. Jakby kto przeoczył, to może opustkę nadrobić, bo tekst jest tutajhttp://www.echogorzowa.pl/news/16/prosto-z-miasta/2019-06-13/teatr-to-pasja-podroz-jeszcze-bardziej-25075.html.

Ja tylko dodam, że odkąd Bartek pojawił się u Osterwy, to powstała nowa jakość. Zresztą z wieloma koleżankami i kolegami aktorami u Osterwy tak jest, że każde z nich tworzy nową, bardzo ciekawą jakość. Każdy z nich robi coś niebywale ciekawego. Czy to zawodowo, czy pozazawodowo. Ma bowiem Osterwa gorzowski to szczęście, że trafiają tu niebanalni ludzie.

Powiedziałby ktoś – prowincjonalny teatrzyk, jakieś takie szcztuczydła się tam grywa, coś dla dzieci, coś dla każdego. Raz na jakiś czas się trafi coś interesującego. No i błąd, no i wielki błąd. Bo Osterwa tak ma, że lubi zaskoczyć. A to „Kolację na cztery ręce” zagra tak, że się tam wraca, a to przygody Rudej Ani tak, że małe i maleńkie mamy, taty, babcie i dziadków oraz przyszywane ciotki za rękaw ciągną, żeby znów tam pójść i Rudej przygody oglądać. A to tego „Szekspira we wsi Głucha Dolna” tak pokaże, że człowiek siedzi na widowni i patrzy na Joannę Rossę i myśli sobie – wow, to Asia? Na pewno? Nie, nie może być. A jest. Albo idzie sobie pomyśleć o ważnych rzeczach, bo ten Tuwim i jego „Bal w operze”, kiedy ... majtki pierze, a tu taka inscenizacja. Zresztą takich wydarzeń było bez liku. Taki teatr, tacy ludzie.

Ja do Osterwy chodzę od chwili, kiedy skończyłam siedem lat i moja podstawówka skwierzyńska mnie tam zawiozła na „Kota w butach”. Do końca życia nie zapomnę, co tam wówczas czułam. Potem sama marudziłam w szkole, że do teatru. Potem sama już w ogólniackich czasach się tam wyrywałam. A odkąd tu mieszkam, to chodzę. Regularnie, na niektóre rzeczy po kilka razy. I śledzę, co koledzy i koleżanki wyczyniają.

Taki teatr.

Ps. Dziś mija 74. rocznica zrzucenia na Japonię, a dokładnie na Nagasaki drugiej bomby atomowej. Trzy dni wcześniej stało się to w Hiroszimie. Byłam w Japonii. Byłam w Hiroszimie. Do Nagasaki dojadę, jak bogini Amaterasu da. Musi dać. Sami twórcy bomby atomowej byli przestraszeni tym, co uczynili. Zawsze współczułam Japończykom tej tragedii, choć oczywiście bardzo dokładnie wiem, dlaczego ich to spotkało. Ale i tak mocno współczułam. Okrucieństwo wobec innych wraca, ale myślę sobie, że nawet oni nie zasłużyli na coś takiego. Myślałam, że jak pojadę do Hiroszimy, to moje odczuwanie się zmieni. Otóż nie. Tylko się wzmogło. Moje współczucie wobec ludzi, bo to, co tych ludzi tam spotkało, to wina polityki. A nią od jakiegoś czasu mocno gardzę. Dziś rocznica niewyobrażalnej tragedii. Oby nigdy więcej, ale wojna ma to do siebie, jak dżuma, na chwilę się uspokaja, a potem znów się pokazuje. Ludzie ją wywołują…. Przyjaciołom w Japonii wyrazy współczucia….