W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Kolej przygotowała niemiłą niespodziankę

2019-09-02

Miły pan konduktor powiedział mi wczoraj, że jak zechcę jutro wracać do Skwierzyny, to muszę się upewnić, jak mam jechać, bo znów zonk, czyli zmiana sposobu komunikacji. No i się upewniłam.

Choć do Skwierzyny, czyli do Miasteczka mam zamiar i konieczność znów pojechać w piątek, to już wiem, że będzie cokolwiek dziwnie. Bo znów wsiądę w jakiści autobus, potem ten autobus chyba pojedzie S3, żeby do Miasteczka dojechać. Ja sobie wysiądę, a inni się albo przesiądą do pociągu czy szynobusu, albo dalej do Zbąszynka pojadą dalej autobusem na kołach. Tego mnie się na pewno nie udało ustalić. Zresztą dla mnie nie kwestia, bo do Zbąszynka czy Winnego Grodu na razie się nie wybieram.

Co więcej, od lokalnych przewoźników, którzy weszli w miejsce PKS, bo tej firmie coraz mniej się swego czasu opłacało, usłyszałam, że oni też tak będą na odcinku Gorzów – Miasteczko jeździć. Przez dwa tygodnie od Skwierzyny do Gorzowa po S3. Powód? Prosty i zrozumiały. Remont przejazdu kolejowego w starej drodze w Brzozowcu. OK. Kiedyś to trzeba zrobić. Każdy termin jest zwyczajnie niewygodny. Każdy komuś będzie dolegać. Ale ten wydaje się być tragicznie źle przemyślany, a to za sprawą organizacji objazdów. Jakiś geniusz logistyki kolejowej wymyślił bowiem, że objazdy będą tak poprowadzone, że ludzie z wiosek od Skwierzyny do Gorzowa zostaną pozbawieni dojazd do miasta – bo nic – ani lokalny przewoźnik autobusowy, czyli dwie prywatne linie autobusowe, ani szynobusik, czyli komunikacja zastępcza, ani regularny PKS tamtędy, przez te wsie nie pojadą. Bo tak została wytyczona trasa objazdu.

Gigant myślenia strategicznego zapomniał o ludziach, których żywotne interesy są w Mieście. Bo szkoły, a przecież zaczyna się właśnie rok szkolny, bo praca, do niej trzeba dojechać i z niej wrócić, bo lekarz – też trzeba dojechać, a nie każdy ma autko, bo coś tam. Będzie remont przejazdu, więc ludziska – radźcie sobie sami. Ten oto geniusz logistyki nie chciałby usłyszeć, czego mu życzyli lub nie życzyli ludzie korzystający z połączeń lokalnych w skali mikro, którzy teraz mają coś na kształt okropnego bólu głowy, jak to ogarnąć. OK. Lekarza, kosmetyczkę, zakupy jakoś da się opękać. Mniej lub bardziej trudno, ale się da. Ale co ze szkolakami, co z ludźmi dojeżdżającymi do pracy? Też muszą się jakoś ogarnąć. Muszą, bo wyjścia nie mają.

Powiem tak, poraziła mnie dezynwoltura w podejściu do ludzi, którzy skazani są na dojazdy. Sama przez lata się tłukłam różnymi takimi w drodze do pracy i potem do domu. Ale nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Z wyłączeniem pokaźnego kawałka trasy, przy której mieszczą się całkiem spore wioski, w których mieszkają ludzie skazani na dojazdy, wyłączeniem tak, aby zrobił się mały armagedon. W tym przypadku całkiem spory armagedon. Nic, tylko gratulować niemyślenia. No cóż. Koleje, od kiedy podzieliły się na milion spółek i spółeczek tak mają. Są dla siebie, nie dla ludzi. I nawet wybitnie mili konduktorzy oraz inni pracownicy – bo są naprawdę mili, nic nie poradzą. Coraz więcej ludzi o kolei myśli źle lub bardzo źle. Ja też, ale jestem na kolej skazana, więc tylko ubolewam, a znajomych z tych wiosek mi zwyczajnie żal. Bo ciężkie dwa tygodnie przed nimi.

A teraz z drugiego kątka. Wczoraj kraj obchodził 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Wszyscy wiedzą, co było. Mało kto natomiast wie, że Akademia Jakuba z Paradyża ma w swoich wydanych książkach i taką, w której można przeczytać wstrząsające relacje ludzi, którzy przeżyli początek tej wojny właśnie tam, w Wieluniu i okolicach. Nie pamiętam tytułu, bo to był jakiś artykuł konferencyjny pomieszczony w zbiorczym tomie. Pamiętam natomiast jedno. Świadectwo chłopca, któremu zabito ojca, a potem niemieccy żołnierze – zwykli feldgrau częstowali dzieci zupą. Autor wspomnienia w przejmujący sposób opisał to zdarzenie. Dedykuję to wspomnienie, jest do odszukania w dziale wydawnictw Akademii, każdemu, kto będzie gloryfikował wojnę. Nie napiszę, jak odebrałam ten tekst. Ale go pamiętam i mogę cytować.

Ps. Spadł deszcz. I nareszcie./p>