W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

I znów o Gorzowie poszedł zły przekaz

2019-10-03

Jak to jest, że tylko złe informacje trafiają do ogólnych mediów? Wczoraj media te właśnie zagotowały się od informacji o przedszkolance, która biła dzieci.

Słuchałam sobie muzyki, źle się czułam, więc myślałam, że Bach, wielki Jan Sebastian mi pomoże. I tak się stało. A potem diabli jakieś weneckie podkusiły mnie, żeby włączyć telepatrzydło. No i masz. To był błąd.

Bo nagle obejrzałam duży materiał o pani przedszkolance, która stosowała przemoc wobec dzieci. Przedszkolaków dodam, bo to jest bardzo istotne.

Z wielką przykrością oglądałam, jak rodzice dzieci opowiadają, jak ich pociechy się zachowywały. Jak długo nic nie mówiły, co pani im robi. A pani, nie dość, że biła, to jeszcze targała za uszy, raniła słowem. Sprawa jest nader poważna, bo pani stanie przed sądem. Trzeba poczekać na rozwój wypadków, ale tak, czy inaczej, znów w mediach poszedł komunikat, że tu mieszkają źli ludzie.

A z drugiej strony, od kilku lat pracuję w Filharmonii Gorzowskiej, co żadną tajemnicą nie jest. Zajmuję się między innymi koordynacją działań edukacyjnych w instytucji. Polega to między innymi na tym, że mam kontakt z przedszkolami i szkołami, które do nas trafiają na różne wydarzenia edukacyjne. W tym właśnie z przedszkolankami, które są szalenie oddane swojej pracy. W tym także z nauczycielami z placówek edukujących dzieci z różnymi wadami i niedostatkami rozwojowymi.

Nie raz i nie dwa widziałam panie nauczycielki, które szalenie troskliwie zajmowały się swoimi podopiecznymi. Może garść przykładów.

Z wielkim wzruszeniem patrzyłam ostatnio, jak dwie panie nauczycielki pomagają przejść przez nasz korytarz małemu melomanowi, nota bene pięknie ubranemu, który sam nie dałby rady przejść. Upośledzenie ruchu. Panie nie chciały wózka, choć mamy, bo przecież damy radę. Maluszek dzielnie szedł, panie mu mocno pomagały. Mnie się łzy w oczach kręciły. Kilka godzin potem patrzyłam, jak inny maluszek ze wskazaniem na autyzm, choć nie bardzo wiadomo, czy na pewno, bo jest w trakcie badań, leży na podłodze i nie bardzo wiadomo, co. Panie nauczycielki słowem i małymi prezentami przekonywały go, żeby jednak wstał. Koniec końców był taki, że jedna z nauczycielek wzięła chłopczyka na ręce i tak wyszła z nim z zajęć. Chwilę to trwało.

Od lat przychodzą do nas uczniowie SP 14. Dla mnie to najfajniejsi uczestnicy zajęć. Mam zresztą taką ulubioną ekipę, która wyspecjalizowała się w śpiewaniu naszej piosenki, którą zawsze zaczynamy nasze zajęcia. Kto ich do tego przygotował? Kto o nich powiedział? Kto dzielnie kciuki za nich zawsze trzyma? No właśnie panie nauczycielki, jedna pani zwłaszcza.

Albo jeszcze inny przykład. Trwa audycja, jedno z dzieci nagle wpada w atak paniki. Za głośno było. Co robi pani przedszkolanka? Bierze maluszka na kolana, zasłania uszka, tłumaczy, że za chwilkę będzie dobrze. Potem się przesiada trochę dalej, w końcu wychodzi z dzieckiem z sali. Maluszek się uspokaja. Pani przedszkolanka tłumaczy, że tak trzeba, bo nie można małego przyszłego melomana narażać na niepotrzebny stres. Mały na kolanach pani nauczycielki w końcu się uspokaja. Znów jest dobrze.

Mało? Mogę więcej.

Dlatego, jak patrzyłam na ten materiał pokazujący, że w mieście źli ludzie mieszkają, ci, co biją małych i maleńkich, myślałam sobie, że jednak szkoda. Szkoda, że nikomu nie chce się pokazać tych fantastycznych nauczycieli, przedszkolanek, które naprawdę serce oddają swoim podopiecznym. Bo tych jest znacznie więcej, znacznie, znacznie więcej.

Znam zasady funkcjonowania mediów. Wiem, że zła informacja jest tak naprawdę dobrą informacją. Bo to się super sprzedaje.

Znacznie gorzej i raczej bez odzewu sprzedaje się to, że choć zawsze i wszędzie znajdzie się ktoś zły, to jednak w tym zawodzie jest cały ocean ludzi, głównie kobiet, które dla swoich podopiecznych potrafią zrobić naprawdę bardzo dużo i raczej się nie oglądają na jakieś słowa pochwały czy obrazki w mediach. Robią tak, bo lubią dzieci, bo czują, że tak trzeba.

Myślę, że każdy, kto zajmuje się edukacją, widzi tych dobrych, bo to im się chce przyjechać w deszczu i wietrze do FG, do Teatru, do MCK czy gdziekolwiek.

Poszła w mediach ogólnych informacja, że w mieście jest przedszkolanka, która źle traktowała swoich podopiecznych. Ja jednak chcę, aby wszyscy wiedzieli, że to wyjątek. Mało chlubny, ale wyjątek.

Rzeczywistość jest inna. Więcej jest tych dobrych, tych, które jednak dla małego, któremu trzeba pomóc, zrobią bardzo wiele. I takich w Gorzowie jest multum.