W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amielii, Idalii, Leopolda , 15 listopada 2019

Jeszcze większym luksusem są moi sąsiedzi

2019-10-16

Pierwsi śmieciarze w sferze miasta namierzeni i ukarani. Może następni się pięć razy zastanowią, nim własne odpadki gdzieś tam wywiozą.

Szłam sobie spokojnie przez miasto i się zastanawiałam, czy przy pewnej ławce na placu Staromiejskim zobaczę ten sam śmietnik, który widziałam w niedzielę rano, kiedy szłam do pracy. A w niedzielkę było tak. Na wiadomej ławce siedziało sobie dwoje ludzi. Przed nimi stała pani boso i w stroju wieczorowym. Coś tam gadali. Wokół nich totalny śmietnik. Puszki po piwie, buteleczki po wódce, resztki jedzenia… Coś okropnego, jednym słowem. I to coś okropnego do wczoraj sobie przy tej ławce nadal gniło i śmierdziało. Choć ludeczków już nie było. Najszła mnie taka oto konstatacja. Jak można imprezować na ławce i robić wokół siebie taki śmietnik. I druga, że chyba trzeba więcej kamer, takich fotopułapek, które namierzają śmieciarzy.

Bo właśnie dzięki fotopułapce służbom miejskim udało się namierzyć śmieciarzy, którzy swoje odpady porzucili na Górczynie. Mało tego, namierzyć. Udało się ustalić i ukarać. Śmieciarze zapłacili mandat i usłyszeli, że mają posprzątać. Dobra informacja. Niech płacą.

Służby miejskie tylko przypominają, że można własne odpady dowieźć do Chróścika i tam bez żadnych kosztów dodatkowych zostawić. I jak komu chce się wywozić śmieci gdziekolwiek, do parku, nad Srebrną, to może jednak warto wykonać trochę więcej i zwyczajnie odpady wszelakie zawieźć do Chróścika. To trochę dalej, niezbyt daleko, ale bez żadnych konsekwencji, bez wstydu.

Właśnie, bez wstydu. Dziś słowo zapomniane, ale jakie ważne. Moralizować nie będę, ale wstyd, podobnie jak prawda czy dobra sława to kwestie podstawowe. Kto tego nie rozumie, no to cóż… Kindersztuby w złośliwcach się nikogo nie nauczy. Nie nauczy się nikogo, że nie wolno podrzucać własnych śmieci niczym kukułcze jajo, nie nauczy się nikogo, że smarkać na ulicę to gorzej niż coś okropnego. Nie nauczy się nikogo, że jak się pali papierosa w oknie, to tam też należy kipować.

W każdym razie, fotopułapki działają. Nikt nie wie, gdzie i kiedy są uruchamiane. I dobrze. Skoro słowo i apel nie pomagają, to niech tak będzie. Niech zdjęcia śmieciarzy świadczą o ich braku kultury. Szkoda, że nie można publikować wizerunków, bo to dopiero byłby wstyd. Tak się bowiem składa, że często, nawet nader swoje śmieci podrzucają w różne miejsca ludzie, o których nikt nigdy by nie pomyślał, że właśnie oni tak robią. No cóż. Ale dość o śmieciach.

Teraz z innego kątka i to o dobrych rzeczach będzie. Dwóch dobrych rzeczach.

Ta pierwsza, to mega dobrzy sąsiedzi. Mieszkam tu w Mieście już 19 lat. I od początku mówię i piszę, że miałam szczęście – mieszkam w kamienicy. Wartość niebagatelna. Coś super, a od kiedy mam KAWKĘ, to luksus. Jednak jeszcze większym luksusem są moi sąsiedzi. Bo jak wiadomo, ja się trochę szwendam. Trochę dużo. A sąsiedzi dopatrzą domu, odbiorą przesyłkę, ostatnio z Grajewa przyszła. Sąsiedzi to skarb. Dobrzy sąsiedzi, a takich mam, to skarb podwójny. Tacy ludzie mieszkają w Gorzowie. Każdy ma sąsiadów. I raczej zawsze słyszę, że to dopust boży. Tego akurat nie rozumiem, bo moi są super. Nie wiem, na czym to polega, ale dogadywanie się z ludźmi, którzy obok nas mieszkają, to sztuka. Ja tam nie wiem, czy się z moimi dogaduję, ale zawsze na nich mogę liczyć. Sąsiedzi, dobrzy, to skarb.

A druga dobra rzecz, to taka, że monodram do tekstu Iwony Kusiak – Nadbagaż, w reżyserii osobnika zaprzyjaźnionego Rafała Matusza i w wykonaniu kongenialnym Karoliny Miłkowskiej-Prorok już żyje własnym życiem. To, że Karolina jedzie do USA, do Nowego Jorku z tym spektaklem, było wiadomym na premierze u Osterwy. A teraz okazuje się, że też w kraju chcą oglądać ten znakomity monodram. Mało tego, o Karolinie i spektaklu piszą liczące się media zajmujące się teatrem. Pojawiają się określenia – rewelacja, znakomita rzecz, świetna aktorka, reżyseria najwyższych lotów. Bo tak jest. Widziałam raz. Muszę zobaczyć raz jeszcze. I zobaczę, a kto nie widział, to niech do pana dyrektora Jana Tomaszewicza pisze i dzwoni, żeby ten monodram wstawił do repertuaru. Na długo. Bo gorzka historia, którą wymyśliła Iwona, a która gra Karolina, Rafał wyreżyserował, to coś, co trzeba, zwyczajnie trzeba zobaczyć. Mnie z klęsk życiowych, porażek różnych dwie rzeczy tak naprawdę ratują i leczą. Pierwszą jest zawsze muzyka Jana Sebastiana Bacha. Zawsze. A drugą jest teatr. Ponad tym jest literatura. Bo bez teatru, bez muzyki i książek żyć nie umiem. A łażenie po zabytkach i wykopach archeo jest tego dopełnieniem.

Ps. Choć to niekanonicza data, bo kompletnie nieokrągła, to tylko przypomnę, że mija dziś dokładnie 41 lat od dwóch ważnych wydarzeń. Tego dnia kardynał Karol Wojtyła, metropolita krakowski został papieżem, Janem Pawłem II. Polska zamarła i zapłakała ze szczęścia. Tego dnia także najwybitniejsza polska himalaistka, Wanda Rutkiewicz weszła na Czomolungmę, czyli Mount Everest, górę gór, Dach Świata. Była trzecią kobietą i pierwszym Polakiem, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, która weszła na Dach Świata. Wtedy ludzie gór też się zatrzymali. Jednego dnia dwoje wybitnych Polaków wspięło się na wyżyny możliwości. Kilka lat musiało minąć, aby JPII mógł powiedzieć te słowa - Dobry los sprawił, że nam obojgu tego samego dnia udało się wyjść tak wysoko - powiedział Jan Paweł II do Wandy Rutkiewicz. To Kraków. Wanda Rutkiewicz darowała papieżowi kamyk z Czomolungmy.

Ja tam wierząca w religie jakiekolwiek, nawet w moją nie jestem, ale w karmę wierzę….