W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amielii, Idalii, Leopolda , 15 listopada 2019

Promocja po winnogrodzku, ja zazdraszczam…

2019-10-21

W sobotę na spacer w pisarką śladami jej bohaterki przyszło blisko 150 osób. Szkoda, że nikt nie padł na podobny pomysł w Mieście.

Piszę o tej promocji, dlatego że pani Zofia Mąkosa i jej książki mają w Mieście bardzo szeroki fan-club. Dość powiedzieć, że sporo ludzi przyszło na wieczór autorski, to jeszcze więcej śledzi profil pisarki, która co i jakiś czas wrzuca informacje o trzecim tomie szalenie oczekiwanej książki.

No i w Winnym Grodzie wpadli na pomysł, żeby urządzić spacer śladami Tili, bohaterki Winnego Grodu. Ludeczki szły sobie po miejscach, w których Tila mieszkała, pracowała, gdzie się bawiła – co rzadko. Mało tego, w spacerze wzięła udział pisarka. Organizatorzy zadbali, żeby było ciekawie, smacznie i interesująco.

No i pomyślałam sobie, że to jest świetna promocja miasta, przez kulturę. I takiej promocji zwyczajnie zazdroszczę.

My w mieście nie mamy takiej opowieści, takiej z tak wysokiej półki, ale mamy „Rubież”, gdzie też można byłoby zrobić spacer po mieście. Właśnie śladami literackimi. Moglibyśmy też od czasu do czasu się przejść śladami Nelly, czyli alter ego Christy Wolf. Są jeszcze wiersze – tu mamy kilka możliwych całostek.

Co prawda – wycieczki śladami zaczęła robić Książnica Wojewódzka, od lat prowadzi też Zbyszek Rudziński. Ostatnio do tego szacownego grona dołączył też IPN. Ale cały czas brakuje spacerów śladami literackim. A byłoby to szalenie ciekawe.

A teraz z drugiego kątka. Muszę, muszę się pochwalić, bo się uduszę. WIDZIAŁAM ŻUBRY!!! Na żywo, w lesie. Podchodziliśmy całą hałastrą po cichutku, za panem z radio, który te żubry namierzał, ale widziałam. Nie w żadnej zagrodzie, nie w jakimś kojcu. Ale w lesie nieopodal Mierzęcina. I było ich kilka sztuk, i przekonałam się, że choć są takie duże, wydawałoby się nieruchawe, to jak się je spłoszy, uciekają tak, że aż trudno uwierzyć. Wrażenia bardzo niezwykłe…