W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Dni zadumy, dni wspomnień..

2019-11-01

Dziś Wszystkich Świętych, jutro Zaduszki. Na cmentarzach ruch, w pociągach, autobusach i na drogach ruch. Jedyne takie dni, kiedy wszyscy gremialnie ruszają nawet na drugi koniec kraju.

Pamiętam, jak sto lat temu byłam w USA. Pojechałam do rodziny, a rodzina w Polsce kazała mi zabrać zniczka niewielkiego, aby go zapalić na grobie przodka, który jako pierwszy i jedyny za wielką wodę wyjechał. Zabrałam, co było robić. Toć z rodziną trudno się dyskutuje. Zwłaszcza z moją w tych kwestiach mocno pryncypialną. Kiedy przyjechałam do USA, to niemal od razu powiedziałam, że chciałabym na cmentarz, bo ten zniczek, bo pamięć, bo rodzina kazała…

No i zonk. Bo amerykańska część rodziny kompletnie nie rozumiała, o co mnie chodzi. Zamiast się cieszyć, dobrze się czuć, rozmawiać o różnych rzeczach, jak choćby o tym, jak się nazywa waluta w Polsce i dlaczego to jest złoty, to ja cmentarz obsesyjnie chcę. Zniczek został gdzieś tam postawiony.

To jest właśnie sedno. Te dwa dni są znakiem rozpoznawczym polskiego sposobu myślenia o zmarłych. Chyba nigdzie tak nie ma, że właśnie w te dni następuje wzmożenie i rodacy jadą na groby przodków. I raczej nikt spoza kraju naszego nie jest w stanie zrozumieć tego fenomenu. Bo to fenomen jest. Kulturowy, społeczny, jakikolwiek.

W każdym razie znów pójdziemy, pojedziemy na cmentarze. Znów zapalimy świeczki, położymy kwiaty. Ja popatrzę na kirkut w Skwierzynie, bo z cmentarza komunalnego go widać. Nie pójdę tam, bo tam się nie chodzi. W każdym razie nie chodzi się w święta.

Zapalę zniczka na grobie moich dziadków, zapalę zniczka przy pomniku byłych mieszkańców Skwierzyny, nie ja jedna teraz, choć pamiętam czas, kiedy paliły się tam dwa zniczki. Jeden od miasta, drugi ode mnie. Teraz jest ich znacznie więcej. I dobrze, że tak jest. Dobrze, że się pamięta. Bo tak długo jesteśmy obecni, jak długo ktoś o nas pamięta. To Wszystkich Świętych.

A potem Zaduszki. Jak dla mnie chyba dzień ważniejszy. Bo z tymi Wszystkimi Świętymi to coś mi nie trybi. Zaduszki zatem to ludyczne święto. To Dziady Polskie, ale i Dziady Meksykańskie, ale i Dziady Romskie. To magiczny dzień, a właściwie wieczór. To moment, kiedy dziś i teraz spotyka się z tym, co było kiedyś i wówczas. To czas na zapalenie zniczka, ale i na wychylenie kusztyczka czegoś dobrego, dla przykładu nalewki na pamięć tych, którzy takim kusztyczkiem nie gardzili. Bo raczej trudno plasterek żółtego sera na grób dziadka położyć, nawet jeśli się wie, że dziadek za tym serem przepadał. To wieczór, kiedy przywołuje się zmarłych przodków, ale bez tego zadęcia wszystkoświątecznego. To czas magii, czarów, mgły i wspomnień. Dobrych wspomnień – takich radosnych, takich niepoprawnych, takich ludzkich. Bo przodkowie zwykle ciekawymi ludźmi byli. I raczej chyba woleliby, aby ich tak pamiętać, a nie jako jakieś wyprasowane i nieprawdziwe ikony.

Ja osobiście lubię bardzo Zaduszki. Zawsze sobie w ten dzień przypominam passus z Dziadów kompletnie przeze mnie niecenionego poety, Wieszcza narodowego, który tam ukuł taką oto kwestię – ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie. My, złośliwi poloniści, przerobiliśmy to na taki oto passus – ciemno wszędzie, głucho wszędzie, głupstwo było, głupstwo będzie. I właśnie Zaduszki są dla mnie takim głupstwem. Z jednej strony – szacunek i wspominanie przodków - z tymi zniczkami i kwiatkami, a z drugiej – z tym żółtym serem i radiem Wolna Europa oraz Głos Ameryki, bo mój ukochany Dziadek Adam Ochwat właśnie to lubił – kusztyczek, żółty ser i owe radia. I tylko w Zaduszki mogę na Jego grobie odpalić płytkę z głosami z radia, kusztyczek mentalnie wychylić, a żółty ser sama zjem.

Nie tylko ja tak mam, że właśnie czekam na Zaduszki. Tylko po to, aby tak a nie inaczej wspominać przodków. Tak właśnie radośnie i bez zadęcia. Wielu znajomych w Mieście podobnie ma.

Dlatego Zaduszki to czas magiczny, niepoprawny, cudowny. Inny, aniżeli Wszystkich Świętych, kiedy wszyscy celebrują święto. Dlatego chyba złośliwi i niepokorni poloniści mają rację, poprawiając Wieszcza – głupstwo było, głupstwo będzie. Bo głupstwem jest wszystko.