W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Cecylii, Jonatana, Marka , 22 listopada 2019

Koła ratunkowe cały czas giną

2019-11-06

Zadziwiająca to zaiste informacja. Nie rozumiem tego, podobnie jak wielu innych rzeczy. Jak można niszczyć czy kraść coś, co może uratować życie?

Powieszenie kół ratunkowych na bulwarach nadwarciańskich było jedną z najlepszych decyzji. Tym bardziej, że miasteczkowi bulwary pokochali i tłumnie tam bywali i bywają, choć bulwary nie wyglądają tak, jak w czasie świetności. Nie jest żadną tajemnicą, że jak się bywa nad rzeką, to można do niej wpaść. I właśnie te koła w takich, rzadkich, bo rzadkich, ale jednak wypadkach bardzo się przydają (oczywiście, oby nie, ale lepiej na zimne dmuchać, niż lekkim wrzątkiem się sparzyć). Od samego początku koła te wywoływały dziwaczne zainteresowanie. A to ktoś pijany wrzucił jedno do Warty, a to ktoś potraktował je jako siedzenie, a ktoś inny jako łup z wycieczki.

Ja zwyczajnie tego nie rozumiem. Nie rozumiem niszczenia przedmiotów, które służą ratowaniu ludzkiego życia. Ale z drugiej strony, czego się spodziewać po miateczkowych, którzy niczego nie potrafią uszanować? Niczego. Bo co nowego się pojawi, natychmiast jest niszczone. Nowe elewacje, nowe bramy, nowa ścieżka spacerowa – to pierwsze przykłady, które mi do głowy przychodzą. Ale i stare też padają ofiarą wandali. Mam na myśli choćby te takie kasty?, duże puszki?, nie wiem, jak to się nazywa, a chodzi mnie o te stojące pojemniki z jakimiś kablami. Nie są estetyczne, można byłoby pomyśleć o ich zmianie, ale nie jest to żaden powód, żeby je niszczyć. Żaden powód. Tym bardziej, że takie pojemniki na kable i różne inne ważne ustrojstwa elektryczne czy energetyczne stoją wszędzie w Europie. I w Niemczech dla przykładu są oswajane. Pojawiają się na nich różnego rodzaju malunki. Widziałam takich dużych puszek wiele w wielu różnych miastach u zachodnich sąsiadów. Ale i w Pribałtyce, ale i w Czechach. Ale i w innych miejscach. Tam jakoś można. U nas nie. Bo wystarczy horda pijanych nastolatków i mamy w mieście mały armagedon. O niszczeniu innych rzeczy, kwiatków w miejskich gazonach nie wspomnę. No ja tego zwyczajnie nie rozumiem.

A teraz z innego kątka. Przez przypadek zawiało mnie na plac Grunwaldzki. Szłam sobie od strony Sądu, mocarnie zadowolona, bo przez wielki przypadek udało mnie się wypożyczyć „Dom dzienny, dom nocny” Olgi Tokarczuk w bibliotece przy ul. Mieszka.

I teraz dygresja – mój egzemplarz tej akurat książki gdzieś się zatracił. Pewno komuś pożyczyłam, zapomniałam i nie mam. A ponieważ 12 listopada w święto Renat i Witoldów czytamy w Książnicy Wojewódzkiej książki pani Olgi, musiałam akurat „Dom…” mieć. Przemili bibliotekarze na mój apel o pożyczkę, bo kupić aktualnie nie sposób, odpowiedzieli natychmiast. Podpowiedzieli, gdzie właśnie ktoś tę pozycję zwrócił. Poszłam, wypożyczyłam i znów jestem w świecie Marty…

Ale do brzegu. Znaczy do placu Grunwaldzkiego. Nagle zobaczyłam jakieści stojaki z podobiznami i tekstem. Jak jaki tekst w przestrzeni publicznej się pokazuje, to ja muszę, zwyczajnie muszę przeczytać. No i sobie pooglądałam podobizny ludzi, znakomitych postaci z historii, którzy się w jakiś tam sposób do niepodległości kraju naszego przyczynili. Ciekawa sprawa, dobrze przygotowany materiał, wcale nienachalna prezentacja i w dodatku wśród wielkich postaci znalazłam sylwetkę Michała Drzymały, chłopa z Wielkopolski, którego bardzo, bardzo lubię, więcej, szanuję. Myślę, że przypominać, kim był, to raczej nie trzeba. Oczywiście na wystawie nie zabrakło wielkich nazwisk. Powiem tak, szukałam jeszcze sylwetki księdza Benedykta Chmielowskiego, ale nie było… Szkoda. A serio, IPN przygotował, dobrze to wygląda. Ciekawa propozycja na lekcję związaną z 11 listopada – 101 lat niepodległości będziemy lada chwilka obchodzić. Wystawa jest nienadęta, estetyczna, czytelna. Nawet przedszkolaków można na plac zaprowadzić i pogadać z nimi o ludziach. Może małe i maleńkie mało zapamiętają, ale co szkodzi sprawdzić. Najwyżej dziecka małe popatrzą na wystawę, a potem pójdą do Kapsuły Czasu, bo to centymetry od wystawy i tam się pobawią. Zresztą na wystawie też się mogą pobawić, choćby w chowanego, bo te stojaki dają do tego możliwość. Dobry pomysł.

Ps. Wczoraj na Wieczną Wartę odprowadziliśmy, my harcerze, nauczyciele oraz wielu innych śp. druhnę harcmistrz Barbarę Golis, dla mnie panią Basię. Kurczy się Krąg Harcmistrzowski, coraz nas mniej. Razem z przemiłymi znajomymi zanieśliśmy kwiaty. Były sztandary, była asysta. Odeszła świetna instruktorka, znakomita polonistka, bardzo dobry człowiek. Ja wiem, że dla każdego z nas ta sama noc – parafrazując Horacego, ale w takich momentach jest mi zwyczajnie trudno.