W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Antoniego, Henryki, Mariana , 17 stycznia 2020

Takie czy inne Dni Gorzowa? Oto jest pytanie

2019-12-12

Ma być tak, jak dotychczas, czy też może warto dołożyć trochę starań, przemyśleń i coś zmienić. Ja jestem za tym, żeby zmienić.

Zacznę od tego, że ja jestem absolutnie za tym, żeby Dni Gorzowa, święto miasta, były w okolicy 2 lipca. Gorzów/Landsberg ma bowiem rzecz rzadką – dokładną datę dzienną założenia. Jest – co prawda w odpisie, bo oryginał nieszczęśliwie zaginął – akt lokacyjny miasta, w którym jak wół stoi, że margrabia Albert de Lüge został dnia 2 lipca 1257 roku desygnowany przez margrabiego Jana do założenia miasta. Tego miasta. Dlatego też wszelakie dyskusje, tańce kadrylowe i inne wybiegi co do zmiany terminu święta są zwyczajnie nieuprawnione. W roku 2020 2 lipca przypada w czwartek i tego dnia właśnie powinna być kulminacja miejskiego święta. Powinna, mało, musi być. Nie ma znaczenia, że wakacje, że niemal środek tygodnia. To urodziny miasta, a nie otwiera się szampana i nie zapala świeczek na torcie miesiąc wcześniej czy choćby dwa dni później.

Po drugie – zwyczajnie uważam, że formuła: scena, grill, kiełbasa i piwo się już dawno wyczerpała. Takie święta czy też raczej pikniki są wszędzie. A marzy się mnie i nie tylko mnie, aby urodziny miasta były czymś szczególnym. Z wielkim akcentem na historię, na to, co tu się zdarzyło przez lata, ale i na twórcze jej przetworzenie, ale i z akcentem na teraz. Bo teraz też się wiele dzieje.

Jest w mieście całkiem spora ekipa z pomysłami. Bardzo różnymi. Są regionaliści, są przedstawiciele mniejszości wszelakich, są twórcy sztuk różnych, są bibliotekarze, są i ludzie, także sportu, którzy coś ciekawego robią, ale jakoś się z tym nie wychylają ani nie stowarzyszają.

Jest w końcu bardzo twórcza ekipa Miejskiego Centrum Kultury, która chyba sama zapomniała, jak twórczą potrafi być. Jakby policzyć wielość naprawdę ciekawych wydarzeń, które zainicjowali ci ludzie, ile ciekawych rzeczy uczynili ważnymi dla miasta, to kolorowy zawrót głowy. Jakby ich wyzwolić ze sztancy – scena, grill, koncerty i balony, to nagle się okaże, że zaproponują coś niebywałego, coś absolutnie ciekawego i co bardzo istotne, znacznie mniej kosztownego, niż za ostatnie lata się działo. Trzeba tylko impulsu – ludzieńki, taż wy potraficie. Po co iść na skróty. Dajcie sobie spokój z piknikami. Wy potraficie.

Moim zdaniem miejskie święto zasługuje właśnie na taką erupcję pomysłów biegunowo odległych od sztancy. A za sztancę mam, powtórzę, imprezy jakie do tej pory się działy. Urodziny miasta nie powinny zamykać się właśnie w takiej formule.

Przecież urodziny można rozpisać na cały tydzień z fetą urodzinową właśnie 2 lipca. Jak ta feta mogłaby wyglądać? Oto jest pytanie do wszystkich tych, którzy zajmują się kreacją wydarzeń miejskich. Jak się wezmą wespół w zespół, to na pewno powstanie coś ciekawego. Oczywiście, takie wespół w zespół musi mieć swego lidera, który pokieruje pracami, skanalizuje pomysły, wyłuska coś odrębnego i przypisanego tylko temu, co tu i tylko tu. Oraz w końcu nada temu jednolity kształt. Ja już nawet wiem, kto powinien być takim liderem. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że w narodku naszym, gdzie dwóch Polaków, to trzy partie i pięć stronnictw, może być to trudne, ale nie niemożliwe.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że mało czasu zostało, aby odejść od sztancy. Ale i tak jest go na tyle wiele, że można się pokusić o taki projekt. I jestem maksymalnie przekonana, że to się może udać. I zamiast sceny na błotnistej łące nad Warcią naszą kochaną z koncertami, grillem i piwem, zyskamy coś, co nas naprawdę poruszy. Co sprawi, że w święto miasta, Jego Urodziny zaangażuj się właśnie mieszkańcy, którzy na różnych forach społecznościowych deklarują wielką, nieogarniętą wręcz miłość. Niech więc pokażą, że tak jest.

Byłam w tym roku w Neuruppin, niedużym mieście nieopodal granicy, które świętowało 200. rocznicę urodzin Theodora Fontanego. Po prawdzie, jeszcze świętuje, bo pisarz i dziennikarz, autor tekstów o obecnych naszych ziemiach, urodził się 30 grudnia 1819 roku. Byłam na kawałku festiwalu fetowania pisarza rozpisanego na cały rok. Uwiodło mnie bardzo, jak małymi krokami, angażując całe miasto, społeczność Neuruppin świętowało i świętuje ważne urodziny swego znamienitego obywatela. Przy okazji wspomniano i zaakcentowano innego znamienitego – wybitnego architekta Karla Friedricha Schinkla. A przecież Gorzów tak ciekawych ludzi, choćby tylko z XX wieku ma więcej.

Pora najwyższa odejść od sztancy. Najwyższa. Za miejskie pieniądze winniśmy urządzać miejską fetę, która nie będzie tylko zwykłym koncertem, ale czymś więcej. Czymś, na co się będzie czekać cały rok. A 2 lipca to kulminacja. Nawet niech to będzie festiwal tortów urodzinowych… Ale niech będzie to coś innego. Coś, co odróżni miasto to od miast i miasteczek oraz gmin w okolicy, które mają podobny sznyt.

A dlaczego tak się nagadałam na ten temat? Ano dlatego, że znów głośno się dyskutuje o miejskim święcie. Ja o tym gadam od lat, ale kto by prostej dziennikarki słuchał? No nikt. A jest jeszcze czas, aby odrzucić sztancę, co dla mnie jest warunkiem sine qua non, bo inaczej nic się nie zmieni. Kto może – już wskazałam. Ludzia z MCK, jak zapomni o sztancy. A że może, to ja zwyczajnie bardzo dobrze wiem.

Wow… taki długi złośliwiec wyszedł, ale sprawa godna tego…