W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Luizy, Włodzmierza, Zuzanny , 11 sierpnia 2020

A o Stefanii zrobiło się głośno…

2020-01-03

Zwyczajnie mnie zamurowało, kiedy wczoraj po południu oglądałam bardzo obszerny materiał z miasta w ulubionej telewizji. No i tym razem było to pochwalne.

Od początku historii z nosorożcem mam mieszane uczucia. Chodzi mi o ten szkielet wykopany na S3. Bo ciekawa sprawa, zlekceważona jednak przez ówczesnego dyrektora muzeum, potem wyciągnięta i z lekka nadmuchana. Nosorożec, a właściwie ona – bo to osobnik żeński, ma imię, mural, a teraz stała się maskotką. Bo właśnie o tym był ten program w wiadomościach ulubionego kanału. Okazało się, że maskotki Stefanii dostały dzieci, które się urodziły w gorzowskim szpitalu po 1 stycznia tego roku. Trójka ich była. O nowym zwyczaju obwieścił prezydent. A potem ktoś ze szpitala dodał, że to się staje zwyczajem. Każdy maluszek dostanie właśnie taką maskotkę.

Ucieszyło mnie, że jest dobra informacja o mieście. Przyjazny przekaz, że coś pozytywnego dzieje się w mieście. Bo tak rzadko wiadomości z miasta goszczą w ogólnopolskich telewizjach. Inna rzecz, że raczej są to wiadomości z gatunku tych złych. Tym razem było inaczej. No i super, bardzo dobrze, że komuś się chciało…

A teraz z drugi strony medalu. Miasto podjęło decyzję, co do Wełnianego Rynku. I jak się można było spodziewać, jest to taka decyzja, która ma zadowolić wszystkich, a raczej chyba nie zadowoli nikogo za bardzo. Bo ruch jest, miejsca parkingowe zostają, ale mało ich i ten ruch taki ograniczony.

Myślę, że takie rozwiązania nie zadowolą nikogo. Szkoda, że urząd nie potrafi podjąć zdecydowanej decyzji. Albo zamykamy i szlus, albo zostawiamy ruch bez ograniczeń i stawiania donic z kwiatkami.

A tak swoją drogą, nie bardzo rozumiem też misz masz informacyjny, jaki w tej sprawie panował. Najpierw gadanie o ograniczeniu ruchu w tamtym miejscu, potem nagłe oświadczenie, że miasto skłania się do zamknięcia w ogóle tam ruchu – i wzrost napięcia, a teraz połowiczne rozwiązanie. No cóż, widać ma tak być…